Wojna na dwa pałace. To miało być odstępstwo od reguły, ale zamiast stać się sygnałem wygasania konfliktu, podpis prezydenta pod rządową ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych stał się kolejnym etapem politycznej wojny. Karol Nawrocki podpisał ustawę, a jednocześnie skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Na pierwszy rzut oka można by uznać, że doszło do politycznego kompromisu. Prezydent nie zawetował ustawy, rząd dostał możliwość realizacji swojego planu, a kierowcy – przynajmniej według zapowiedzi resortu finansów – mieli odczuć efekt w postaci niższych cen na stacjach. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiadał spadek cen o około 1,2–1,3 zł za litr.Tyle że w polskiej polityce nawet podpis może stać się narzędziem dalszego sporu.Jedna ustawa, dwie narracjeKarol Nawrocki przedstawia swoją decyzję jako dowód, że nie zamierza brać Polaków jako „zakładników sporu politycznego”. Donald Tusk interpretuje ją zupełnie inaczej. Dla premiera podpis prezydenta oznacza, że rozwiązanie przygotowane przez rząd może wejść w życie i przynieść korzyści obywatelom.Obie strony mówią więc o tym samym wydarzeniu, ale budują wokół niego całkowicie różne opowieści.Prezydent przekonuje, że odpowiedzialność za ceny paliw i stan finansów publicznych ponosi rząd. Premier zarzuca z kolei Nawrockiemu stosowanie strategii polegającej na wetowaniu i blokowaniu rozwiązań przygotowywanych przez Radę Ministrów. W czwartek Tusk mówił wręcz o „niszczycielskiej” z punktu widzenia polskich interesów strategii wetowania wszystkiego, co możliwe.W tle jest jeszcze jeden spór – o stan finansów państwa. Nawrocki mówi o „finansowej ścianie” i przekonuje, że dorobek 36 lat pracy Polaków jest zagrożony. Domański odpowiada, że prezydent z jednej strony deklaruje troskę o deficyt i dług, a z drugiej popiera rozwiązania, które – w ocenie ministra – destabilizują finanse publiczne.Trudno w tym wszystkim znaleźć przestrzeń na wspólną narrację. Każda decyzja staje się argumentem przeciwko drugiej stronie.Czytaj także: Pierwsza taka sytuacja od dekady. Prawie dwieście osób z dżumą w RosjiWeta jako polityczna brońSkala konfliktu jest tym bardziej widoczna, że – jak przypominał marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty – w pierwszym roku urzędowania Karol Nawrocki zawetował 45 ustaw. Rządzący wykorzystują tę liczbę jako argument na rzecz tezy, że prezydent blokuje realizację programu koalicji.Nawrocki odpowiada, że jego weta nie są kosztem dla obywateli. „Te 8 mld są w kieszeniach Polek i Polaków” – przekonywał, odnosząc się do wyliczeń przedstawianych przez stronę rządową.I znów: ten sam fakt staje się elementem dwóch przeciwstawnych opowieści. Dla jednych weto oznacza koszt i blokadę, dla drugich – ochronę obywateli przed niekorzystnymi rozwiązaniami.Problem zaczyna się wtedy, gdy spór przestaje dotyczyć konkretnych zapisów ustaw, a staje się sporem o intencje drugiej strony. Wtedy coraz trudniej rozmawiać o tym, co dokładnie znajduje się w ustawie, a coraz łatwiej o oskarżenia o „sabotaż”, „obłudę”, „kłamstwo” czy działanie na szkodę państwa.Czytaj także: Burdy i setki zatrzymanych. Uczniowskie protesty przerodziły się w chaos