Wypadek w pobliżu lotniska. Tragiczny wypadek polskiego spadochroniarza w Czechach. Polak spadł z kilku kilometrów po tym, jak jego spadochron nie otworzył się. „Niestety, pomimo wszelkich wysiłków ratowników medycznych, pacjenta nie udało się uratować i lekarz stwierdził zgon” – poinformował rzecznik regionalnej służby ratunkowej Martin Štěpán, w rozmowie z czeskim portalem Novinky.cz.Wypadek w Czechach: Polak nie przeżył skokuWedług wstępnych ustaleń czeskiej policji, mężczyzna spadł z kilku kilometrów z powodu niedziałającego spadochronu. Po pierwszej próbie mężczyzna zaczął niekontrolowanie się obracać, co sprawiło, że nie był w stanie otworzyć zapasowego spadochronu.„Był doświadczonym skoczkiem spadochronowym, który wykonał setki skoków. Wystartował z samolotu na wysokości około 4000 metrów nad ziemią, a kiedy otworzył się spadochron, linki podtrzymujące go były skręcone. Uderzył w ziemię z szacowaną prędkością od 70 do 100 km/h” – powiedziała Jana Spěváčková z Pink Aviation w rozmowie z czeskim portalem.Wypadek miał miejsce w pobliżu lotniska w Klatowach podczas grupowego skoku 14 spadochroniarzy z różnych krajów – podaje Novinky.cz. Dokładne przyczyny tragedii będą ustalać policja i prokuratura.Zobacz też: Uciekła z płonącego kampera. Jej ciało odnaleziono w lesie