„Atak na demokrację”. Fińska policja poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie podejrzanych włamań, do których doszło w ostatnich dniach w domach kilku członków parlamentu. Premier Petteri Orpo nie wykluczył, że za incydentami stoi inne państwo i wysłał Rosji ostrzeżenie. Jussi Halla-aho, przewodniczący Eduskunty, jednoizbowego fińskiego parlamentu, poinformował, że jego biuro otrzymało pierwsze zgłoszenia o włamaniach w zeszłym tygodniu. Dodał, że sprawcy nie ukradli ani nie uszkodzili niczego w mieszkaniach posłów, ale widoczne były ślady włamania.W jego ocenie ślady wtargnięcia mogły być celowo pozostawione jako sygnał. Halla-aho przyznał również, że nie zna dokładnej liczby ofiar włamań, jednak zaznaczył, że była ona „znaczna”. Nie sprecyzował, czy istnieją jakieś konkretne podejrzenia co do tożsamości potencjalnych sprawców.Premier Petteri Orpo nie wykluczył, że za tajemniczymi incydentami stoi inny kraj. – Jeśli tak jest, nadal wysyłam sygnał temu krajowi, że takie działania, niezależnie od tego, czy mają na celu destabilizację Finlandii, czy osłabienie jej stanowiska wobec Ukrainy, przynoszą skutek odwrotny do oczekiwanego – podkreślił, mając na myśli Rosję, która prowadzi kampanię hybrydową wymierzoną w kraje Zachodu.Podejrzana seria włamań do domów deputowanych w FinlandiiSzef rządu spotkał się z przedstawicielami służb bezpieczeństwa. „Traktujemy tę sprawę poważnie, zwłaszcza że uderza ona w parlament, a tym samym w samo sedno naszej demokracji. Jednocześnie ufamy, że władze dokładnie zbadają wydarzenia również w tej sprawie” – zapewnił w oświadczeniu.Prezydent Finlandii Alexander Stubb odniósł się do sprawy podczas wizyty na północy kraju, nazywając włamania „atakiem na demokrację”.Sprawę badają Komenda Policji w Helsinkach i Centralna Policja Kryminalna, które współpracują z kancelarią parlamentu.Czytaj także: Rosyjski atak na pociąg. Z Kijowa wracała była premierka Finlandii