Zginęło 128 osób. Porwał pasażerskiego Boeinga 737 i chciał lecieć na Tajwan. Odrzutowiec nie miał jednak wystarczająco dużo paliwa i rozpoczął awaryjne lądowanie na lotnisku w Kantonie. Wtedy porywacz zaatakował pilota. Kilka sekund później rozpędzona maszyna staranowała dwa inne samoloty i stanęła w płomieniach. Katastrofa kosztowała życie 128 osób i zapisała się w tragicznej historii lotnictwa. Boeing 737-200 ze 102 osobami na pokładzie ląduje na lotnisku Guangzhou-Baiyun (głównym porcie lotniczym w Kantonie). Sytuacja jest dramatyczna, bo pilot zgłosił uprowadzenie maszyny. Grożąc detonacją bomby, porywacz kazał mu lecieć na Tajwan. Do oazy wolności u boku komunistycznych Chin. Odrzutowiec zbliża się do ziemi, chwilę później maszyna wpada w dziwaczny „taniec”. Zahacza o zaparkowany samolot Boeing 707 linii China Southwest Airlines, niszcząc mu kokpit. Następnie wpada na Boeinga 757 linii China Southern, rozbijając jego lewe skrzydło i środek kadłuba. Wtedy dochodzi do potwornej eksplozji. Giną w niej 82 osoby z 737 oraz 46 z 757. *** Był 2 października 1990 roku. W Xiamen, metropolii w południowo-wschodnich Chinach, nad Cieśniną Tajwańską cieszono się ciepłą jesienią. Lot MF8301 do Kantonu miał być rutynową podróżą na tej trasie. Boeing 737-200 linii Xiamen Airlines wystartował o godzinie 06:57. Na pokładzie znajdowało się dziewięciu członków załogi i 93 pasażerów.Nic nie wskazywało na to, że podróż zamieni się w jeden z najbardziej dramatycznych incydentów lotniczych XX wieku. Dramatyczne wydarzenia na pokładzie Boeinga. Co zaplanował pasażer z 16. rzędu? Według relacji pasażerów i członków załogi, niedługo po starcie młody mężczyzna w 16. rzędzie niespodziewanie poderwał się z miejsca i ruszył w stronę kokpitu. Gdy stewardesa próbowała zastąpić mu drogę, odepchnął ją i wtargnął do kabiny pilotów. W latach 90. nie były one jeszcze szczególnie zabezpieczone i często pasażerowie mieli do nich dostęp. Mężczyzna oświadczył, że ma na sobie pas z siedmioma kilogramami materiałów wybuchowych. I że zdetonuje je, jeżeli nie zostaną spełnione jego żądania. A te były proste: zmienić kurs i lecieć na Tajwan. Czytaj także: Pilot leżał, otworzył kokpit pasażerom. „Nie mogłem dać im umrzeć”Porywacz wyrzucił z kokpitu wszystkich członków załogi poza kapitanem. Był bardzo zdenerwowany, ale i stanowczy. Tajemnicze zakłócenia i desperackie lądowanie Załoga poinformowała o porwaniu służby naziemne. Według oficjalnych informacji, doszło wtedy do zakłóceń uniemożliwiających przekazanie załodze samolotu decyzji chińskich władz. W tym wojska, które mogło zestrzelić samolot. Niewykluczone, że było to celowe działanie, aby odrzutowiec miał zbyt mało paliwa, aby polecieć w stronę Tajwanu. Gdy załodze udało się ponownie nawiązać łączność, kontrolerzy byli gotowi zgodzić się nawet na lot poza granice Chin. Problem był jeden: kończyło się paliwo. Pilot poinformował, że maszyna może dolecieć najwyżej do Hongkongu, który jeszcze wtedy był kontrolowany przez Wielką Brytanię. Zaproponował, aby tam zatankować i dopiero ruszyć do Tajwanu. Porywacz nie godził się na takie rozwiązanie, podejrzewając podstęp komunistycznych służb. Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Około godziny 9:00 kapitan zdecydował się na awaryjne lądowanie na lotnisku Baiyun w Kantonie. Prawdopodobnie wbrew siedzącemu obok niego porywaczowi. Bójka w kokpicie zakończona tragedią Świadkowie widzieli, jak 737 podczas lądowania nagle zmienia kierunek i uderza w stojącego na płycie Boeinga 707 linii China Southwest Airlines. Niszczy kokpit odrzutowca, po czym jedzie dalej. Następnie wpada na Boeinga 757 linii China Southern, czekającego na zezwolenie na start do Szanghaju. Uszkadza jego skrzydło i część kadłuba. Rozlane paliwo zapala się, dochodzi do wybuchu. Obie maszyny stają w płomieniach. W katastrofie zginęło 128 osób: 86 z porwanego samolotu i 42 z Boeinga 757. Porywacz nie miał żadnych materiałów wybuchowych Po ugaszeniu ognia ratownicy przeszukali wraki. W kokpicie porwanej maszyny znaleziono dwa ciała. Jedno należało do kapitana samolotu – Cen Longyu. Drugim mężczyzną był Jiang Xiaofeng, sprawca porwania. Jak się okazało, nie miał przy sobie żadnych materiałów wybuchowych. Ustalenia wskazują, że porywacz w końcowej fazie lądowania zaatakował pilota. W kokpicie doszło do szamotaniny, a kapitan stracił panowanie nad maszyną. Chińskie władze ujawniły później, że porywacz był poszukiwany za kradzież. Miał przywłaszczyć z firmy, w której pracował ok. 17 tys. juanów (równowartość w tamtych czasach 3,5 tys. dolarów). Czytaj także: Samolot do Izraela zgłosił kod oznaczający porwanie. „Bójka pilotów”