Opolska komentuje. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny. Decyzja nie jest prawomocna. Przypomnijmy, Marcin Romanowski od 2024 roku ukrywał się na Węgrzech i unikał odpowiedzialności w związku z nieprawidłowościami dotyczącymi Funduszu Sprawiedliwości. W śledztwie w tej sprawie ma status podejrzanego. Jeszcze przed wyjazdem na Węgry Romanowski zapewniał, że nigdzie się nie wybiera, co mogło wtedy wydawać się naturalne – w końcu był wiceministrem sprawiedliwości, który przez lata rządów PiS kreował polski wymiar sprawiedliwości, dziwne zatem byłoby, gdyby nagle postanowił przed nim uciekać. A jednak. Gdy wiosną tego roku Viktor Orbán stracił władzę na Węgrzech, wiadomo było, że zarówno Romanowski, jak i Zbigniew Ziobro, który jakiś czas po Romanowskim dołączył do swojego współpracownika, będą zapewne zmuszeni szukać schronienia gdzie indziej. Zbigniew Ziobro miał nad Romanowskim tę przewagę, że – po pierwsze – nie ciążył na nim Europejski Nakaz Aresztowania, a – po drugie – miał odpowiednie koneksje i znajomości. Po pociągnięciu kilku sznurków udało mu się wylecieć do Stanów Zjednoczonych. Na jak długo – to wciąż pozostaje pytaniem.Wracając jednak do Romanowskiego, ten (wciąż!) poseł Prawa i Sprawiedliwości opuścił Węgry i długo nie chciał ujawnić, gdzie się znajduje. Nagrał nawet film, na którym przemawiał na tle białej ściany, tak aby nikt nie mógł odkryć jego położenia. Romanowski wyciągnął ewidentnie lekcję z przypadku Daniela Obajtka, który w trakcie kampanii do Parlamentu Europejskiego również starał się ukryć miejsce swojego pobytu. Tyle że wrzucał zdjęcia i nagrania wideo na swoje platformy cyfrowe, co pozwoliło dziennikarzom Radia ZET oraz Front Story odkryć, że przebywał wówczas w Budapeszcie.List żelazny dla RomanowskiegoW sierpniu tego roku do warszawskiego sądu wpłynął wniosek Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. List został nadany w Tyraspolu na terenie Naddniestrza, czyli nieuznawanego separatystycznego rejonu Mołdawii, pozostającego pod silnym wpływem Rosji. W piśmie z Tyraspola sporo było nieścisłości. Na przykład podany w nim adres prowadził do… pustego placu.Czy można więc postawić tezę, że Romanowski z premedytacją kpi z wymiaru sprawiedliwości? Warto się nad tym zastanowić właśnie w kontekście środowej decyzji sądu o wydaniu posłowi listu żelaznego.Czytaj także: Żurek: Nie ma i nie będzie bezkarności dla ludzi ZiobryDecyzję podjął sędzia Konrad Mielcarek, uznając, że w sprawie byłego wiceministra sprawiedliwości ważniejsze jest umożliwienie podejrzanemu powrotu do Polski i wyjaśnienie sprawy niż dalsze stosowanie nieskutecznych dotąd metod jego poszukiwania.Dodatkowo sędzia powołał się na argument konstytucyjny i uznał, że przepis uzależniający wydanie listu żelaznego od stanowiska prokuratora nie może wiązać sądu. I tu znów pojawia się kilka bardzo ciekawych wątków. Po pierwsze, postać sędziego Konrada Mielcarka. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek, w poście na platformie X pisze o nim tak:„Awansowany do Sądu Okręgowego przez upolitycznioną neo-KRS. Komisarz wyborczy z nadania ekipy Ziobry. Sygnatariusz list poparcia do neo-KRS dla Stanisława Zduna – jednego z przedstawicieli tamtego układu zamkniętego. Człowiek, którego orzeczenia Sąd Apelacyjny w Warszawie musiał już uchylać z powodu wadliwości powołania i braku niezależności sądu (sygn. akt II AKa 461/23)!”.Druga rzecz to przepis, na którego niekonstytucyjność powołuje się sąd. Art. 281 § 2 k.p.k. w obecnym brzmieniu stanowi, że w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może być wydany na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu.Wpadli we własną pułapkęTo ważne dlatego, że przepis ten został wprowadzony w 2021 roku, jeszcze podczas poprzedniej kadencji, kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro. Wprowadzenie tej regulacji było krytykowane przez obecną władzę, między innymi przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, jako zmiana prowadząca do zachwiania równowagi sił w postępowaniu i dająca zbyt dużo uprawnień prokuraturze.Mamy więc teraz kuriozalną sytuację, w której neosędzia, awansowany za czasów Zbigniewa Ziobry, powołuje się na niekonstytucyjność przepisów wprowadzonych za czasów Zbigniewa Ziobry po to, aby wydać list żelazny byłemu wiceministrowi w resorcie, którym kierował Zbigniew Ziobro.Kiedy pytałam o tę zagmatwaną historię polityków Prawa i Sprawiedliwości, przekonywali, że niezależny sąd ma prawo do takiej interpretacji przepisów, jaką uzna za zgodną z konstytucją. Z odpowiedzią na pytanie, co w takim razie z przepisem, który sami wprowadzali, mieli już jednak spory problem. Czy również uważają go za niekonstytucyjny? Czy może chodzi po prostu o to, że kiedy sprawa dotyczy jednego z ich partyjnych kolegów, logika argumentacji schodzi na dalszy plan?Wróćmy do samego listu żelaznego. Dość szybko po tym, kiedy dowiedzieliśmy się o decyzji sądu, choć warto tu ponownie podkreślić, że jest ona nieprawomocna, pojawiły się komentarze mówiące o tym, że Marcin Romanowski może teraz wrócić do Polski. Tu trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć: Marcin Romanowski do Polski może wrócić w każdym momencie, chociażby dzisiaj. Nie chce tego zrobić, bo obawia się zatrzymania i wymiaru sprawiedliwości, w którego kształtowaniu sam brał czynny udział.Co daje list żelazny?List żelazny natomiast gwarantuje mu nietykalność na terytorium Polski. Oznacza to, że nie może zostać tymczasowo aresztowany ani zatrzymany w związku ze sprawą, której dotyczy list.List żelazny wiąże się również jednak z konkretnymi obowiązkami. Romanowski, jeśli decyzja się uprawomocni, a on sam wróci do Polski, będzie musiał stawiać się na wezwania organów prowadzących postępowanie, nie będzie mógł bez zgody sądu opuścić wyznaczonego miejsca pobytu i nie będzie mógł utrudniać postępowania. W przypadku naruszenia tych warunków list żelazny może zostać cofnięty.I tu kolejna ciekawostka. Jako miejsce swojego pobytu Romanowski podał Dom Poselski, czyli hotel dla posłów przy Sejmie.To oznacza, że dla samego Romanowskiego skorzystanie z listu żelaznego może być dość uciążliwe. Po pierwsze, do Polski wrócić musi, bo jeśli tego nie zrobi, list może zostać cofnięty, a cała sprawa będzie dla niego absolutnie kompromitująca. Po drugie, co prawda, stawiając się na wezwania prokuratury, może odmówić składania wyjaśnień, ale prokuratura ma wiele narzędzi, za pomocą których może zbierać materiał dowodowy. Sam Romanowski będzie natomiast musiał respektować obowiązki wynikające z listu żelaznego i współpracować z organami postępowania w zakresie, jaki wynika z prawa.Można by się więc zastanowić, czy rację mają ci komentatorzy, którzy mówią, że jeśli odłożymy na bok wątpliwości związane z decyzją sądu i samą postacią sędziego, a spojrzymy wyłącznie na interes wymiaru sprawiedliwości, to być może lepiej, żeby Romanowski wrócił do Polski. Być może z punktu widzenia państwa korzystniejsze jest bowiem to, żeby podejrzany przebywał w kraju, podlegał kontroli sądu i musiał respektować określone obowiązki, niż żeby przez kolejne miesiące czy lata pozostawał za granicą.Czy Romanowski wróci do Polski?Decyzja sądu może być jednak odebrana niejako jako nagroda za to, że Romanowski skutecznie się ukrywał, unikał odpowiedzialności przed wymiarem sprawiedliwości i po prostu kpił z państwa polskiego. To skrajnie niesprawiedliwe wobec wszystkich obywateli, wobec których prawo w Polsce powinno być równe, podczas gdy polityk, były wiceminister sprawiedliwości, jawnie sobie z tego prawa żartuje.Tymczasem, widząc, w jaki sposób Romanowski do tej pory postępował, wcale nie wykluczam scenariusza, w którym nawet jeśli decyzja o liście żelaznym się uprawomocni, choć prokuratura będzie ją zaskarżać, co zapowiedział Waldemar Żurek, sam Romanowski nie znajdzie w sobie odwagi, by do Polski wrócić. Wtedy będzie to po prostu kolejny rozdział dość żenującej historii ucieczki posła PiS. Może się więc okazać, że wniosek o list żelazny, który miał być kolejnym zagraniem ze strony podwładnego Zbigniewa Ziobry, okaże się pułapką, w którą sam Romanowski wpadnie.Czytaj także: List żelazny Romanowskiego. „Państwo i służby będą czuwać”