To mógł być tak zwany friendly fire. Rosyjskie media donoszą o katastrofie wojskowego śmigłowca Mi-8. Maszyna miała spaść na pole w rejonie annińskim obwodu woroneskiego. Według wstępnych ustaleń nikt z trzyosobowej załogi nie przeżył. Media ujawniają, że miał go strącić rosyjski myśliwiec Su-35. Według rosyjskich mediów, w tym dziennika „Kommersant”, wojskowy helikopter Mi-8 rozbił się na polu około 80 km od Woroneża. Pilot, nawigator i strzelec zginęli. Przyczyna katastrofy nie jest jeszcze znana, nie ma też oficjalnych komunikatów na temat tego zdarzenia.Fatalna passa rosyjskiego wojska. Kolejna katastrofa lotniczaRosyjski bloger wojskowy „Fighterbomber” przekonuje, że śmigłowiec został przypadkowo zestrzelony przez miejscową obronę przeciwlotniczą. Kanał Exilenova+ na Telegramie, który informuje o stratach w rosyjskim sprzęcie, powołując się na źródła w armii, również początkowo podał, że śmigłowiec miał zostać zestrzelony przez własną obronę przeciwlotniczą. Później skorygowano ustalenia i podano, że Mi-8 został strącony przez rosyjski myśliwiec Su-35, którego pilot pomylił go z ukraińskim dronem.Pod koniec września w miejscowości Krasnojarowo w obwodzie amurskim rozbił się przenoszący rakiety bombowiec Tu-95. To właśnie takimi maszynami atakowana jest Ukraina. Spośród siedmiu osób na pokładzie przeżyła tylko jedna. Czytaj także: Katastrofa słynnego rosyjskiego bombowca. Zginęło sześć osób