Alfabet Oczkosia. Są w polityce słowa-wytrychy: „stabilność”, „odpowiedzialność”, „dialog”. Ale królową wszystkich wytrychów jest tradycja. Otwiera każde drzwi: do serca wyborcy, do budżetu, a czasem do szafy, w której ktoś trzyma niewygodne fakty. Ma jedną niezrównaną zaletę: nikt nie wie dokładnie, co to jest, więc każdy może powiedzieć, że stoi po jej stronie. Przyjrzyjmy się więc zjawisku zasadniczo, a przy okazji pobieżnie, bo tak się dziś uprawia politykę. „Wychowanie, całkowicie wyzwolone z autorytetu, tradycji i dogmatu, kończy się nihilizmem” (Leszek Kołakowski).***Definicja naukowa, definicja sztabowa, definicja ludowaMożna ze strony naukowej: tradycja to przekazywany z pokolenia na pokolenie zespół wierzeń, zwyczajów i symboli, który buduje tożsamość wspólnoty. Można z pozycji sztabowej: to coś, co dobrze wygląda na tle zachodzącego słońca. Można też jak wyborca statystyczny, co Go to podobno nie ma: „niech zostanie, jak jest, tylko niech będzie taniej”. Prawda leży pośrodku lub z którejś ze stron, czyli tam, gdzie zwykle stoi mównica, mikrofony i coś do picia.Tradycja zawsze zaczyna się w dniu, w którym o niej usłyszymyKażdy polityk jest przekonany, że „od zawsze”, co oznacza „od mojej pierwszej kampanii”. Zrobiono coś dwa razy? To zwyczaj. Trzy razy? Tradycja. Cztery? Fundament naszej tożsamości narodowej, do wpisania w program drukiem półgrubym i podkreślone wężykiem. Historyk grzecznie zauważa, że ta „odwieczna” uroczystość powstała w latach osiemdziesiątych, bo dyrektor domu kultury miał nadwyżkę wstążek. Ale nikt nie słucha historyka, chyba że zostanie ważnym politykiem bądź komentatorem.Wynajdywanie tradycji, czyli zrób to sam dla państwaBrytyjski historyk Eric Hobsbawm opisał „wynajdywanie tradycji” i prawdopodobnie nieintencjonalnie napisał instrukcję obsługi dla wszystkich kampanii wyborczych na następne dwieście lat. Przepis jest prosty:1. Weź stary przedmiot (szabla, kosa, sierp, szarfa, kapelusz z piórkiem, róg bawoli cętkowany – kręty).2. Dodaj uroczystość albo parę.3. Dodaj przemówienie ze słowem: przodkowie, naród, Ojczyzna.4. Odczekaj dwa pokolenia.5. Podawaj na ciepło z hymnem.Klasyczny przykład: szkocki kilt w klanowych barwach. Historycy twierdzą, że wielka część tego „odwiecznego tradycyjnego” splendoru to wynalazek znacznie młodszy, niż sugerują turystyczne sklepy z pamiątkami. Szkocji to nie szkodzi. Kilt, czyli męska spódnica w kratę, która potrafi uwieść cały świat, jest dowodem, że dobry branding wygrywa z archiwum.Czytaj także: S jak Samochwała. Bo sukces ma jednego ojcaŚwiat kocha pompę, czyli tradycja na eksportBrytyjczycy opanowali to do perfekcji. Koronacja, karoce, korony, pogrzeby, narodziny następcy, gwardziści w futrzanych czapach, a w tle kraj, w którym nikt nie jest w stanie umówić się do lekarza w rozsądnym terminie, a ostatnio ociera się o bankructwo, kiedyś imperium. Ale oprawa, palce lizać! Monarchia to jedyna instytucja, która sprzedaje światu przeszłość jako produkt premium, z możliwością wykupienia magnesu na lodówkę lub koszyczka na szklankę z herbatą.Amerykanie, którzy tradycję mają stosunkowo młodą, nadrabiają ją skalą. Maszt na flagę większy niż dom, ojcowie założyciele jako nieoficjalni święci, a hasło o przywróceniu wielkości, jako uniwersalny spot, który działa niezależnie od tego, do którego momentu historii akurat chcemy wrócić. Nostalgia jest tam najlepiej sprzedającym się towarem po czapkach z daszkiem i walkami w oktagonie i to w obu głównych partiach, tylko w innych kolorach i z innym rocznikiem tęsknoty.Francuzi odbierają tradycję w wersji rewolucyjnej: tradycją jest u nich zburzenie poprzedniej tradycji, a potem coroczne świętowanie tego burzenia z fajerwerkami i defiladą. To jedyny naród, który wymyślił, jak być jednocześnie konserwatystą i buntownikiem i wystarczy mu do tego jedno święto narodowe, dobra bagietka, ser i kieliszek wina.Rosja z kolei zrobiła z przeszłości broń strategiczną. Parada, wstążki, historia przycięta do rozmiaru komunikatu i horyzontów aktualnego przywódcy. A i wszystko to w oprawie, w której doniosłość i rozmach scenografii ma zastąpić jakiekolwiek pytania o teraźniejszość i co tam słychać na wojnie. Gdy nie wolno dyskutować o dzisiaj, zawsze można uroczyście wrócić do wczoraj. Niektóre państwa świata idą jeszcze dalej: tradycja bywa tam dziedziczona razem z rządem, a wybory są tylko uroczystością ku czci z góry wiadomego wyniku.Chińczycy odkopali Konfucjusza, którego przez dekady uważano za reakcyjnego, i okazało się, że jest świetny do harmonii społecznej. Widać z tego, że filozof nie musi się zgadzać na wykorzystanie. Wystarczy, że nie żyje. I niech się cieszy, że nie jest z plastiku.Czytaj także: Dziś Sokrates nie przetrwałby pierwszego cyklu newsowegoPolska, kraj, w którym tradycja ma status osoby prawnejPolska polityka jest w tradycji rozkochana szczególnie. To zrozumiałe. Mamy czym się szczycić. Mamy też o co się spierać, a sztab zawsze znajdzie okazję, żeby skrzyżować jedno z drugim. Powstania, mesjanizm, sarmatyzm, kontusz, opłatek, święcenie pokarmów, Konstytucja Trzeciego Maja, miesięcznica, Jedenasty Listopada, Dożynki prezydenckie. Kalendarz mamy tak gęsty, że gdyby każdą rocznicę obchodzić z należytą powagą, państwo musiałoby zawiesić działalność gospodarczą i przejść na tryb nieustającej akademii. Jedenasty Listopada to nasz narodowy test na pogodę ducha. Nikt nie pyta, co zrobiono w ciągu roku, skoro można ustawić się rządkiem, wysłuchać hymnu i zrobić poważną minę. Poważna mina jest najważniejszym rekwizytem polskiego rytuału państwowego. Niektórzy politycy noszą ją tak skutecznie, że nie zdejmują jej do następnych wyborów. Co roku ten sam dylemat: kto idzie obok kogo, kto organizuje, kto komentuje i czyim jest to świętem. Wszyscy są za jednością i wszyscy chcą ją wdrożyć osobno.Sejmowe opłatki i polityczne życzenia to osobny gatunek folkloru. Wszyscy łamią się opłatkiem, wszyscy życzą sobie zdrowia i zgody, a po tygodniu od tej sceny zgoda wraca do stanu wyjściowego, czyli do komisji śledczej i obelg z mównicy. Tradycja pozostaje: jest czuła, jest ciepła i wyjątkowo słabo wpływa na głosowania. Każda strona sceny politycznej ma swoje świętości, własną tradycję i własną wersję „prawdziwej Polski”. Kiedy się je zestawi, okazuje się, że wszyscy mówią o tym samym kraju, ale każdy ma inny skan i inne okulary.Tradycja jest jak bufet na weselu czy imieninachBierzemy tylko to, co smaczne. Zwycięstwa? Poproszę podwójną porcję i dokładkę. Bohaterskie epizody? Na miejscu i na wynos. Rzeczy żenujące, spory, błędy i przypadki, w których nasi „wielcy poprzednicy” dali plamę? Przepraszam, to danie nie naszej partii. Politycy wybierają przeszłość jak sałatkę: wyjmują ogórki, boczek, grzybki, a zostawiają pomidory. Natomiast oliwek i krewetek nie ruszają, bo nikt nie wie, po co one tam są.Tradycja jako instrument kontratakuGdy opozycja proponuje zmianę, rząd wzdycha ciężko: To jest sprzeczne z naszą tradycją. Gdy zmianę proponuje rząd, nazywa się to powrotem do korzeni. Korzeni jest w polityce tyle, że można sobie o nie wybić zęby. I co oczywiste, każdy sięga po te, które pasują do jego zdjęcia i opowieści. To zresztą najpiękniejsza cecha Polskiej tradycji: jest jak dobry adwokat. Potrafi udowodnić wszystko, byle klient wyglądał godnie. Zresztą w Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych działa tak samo, tylko w Polsce dodatkowo z wąsem, w Wielkiej Brytanii z herbatą, a w Stanach z flagą większą niż dom, czerwoną czapeczką i krawatem poniżej pasa.Tradycja nie lubi być sprawdzanaZdarza się, że dociekliwy badacz zacznie pytać: kiedy ten zwyczaj powstał? Kto go wymyślił? Co mówią źródła? To moment, w którym tradycja natychmiast przestaje być dyskutowalna i staje się Narodową świętością. Każde pytanie uznaje się za atak, a ciekawość za działanie wrogie i pierwszy stopień…wiadomo dokąd. Mechanizm znany od wieków, im mniej dowodów, tym więcej patosu. Gdyby patos można było sprzedawać na gramy, każda scena polityczna świata byłaby bogatsza od Szwajcarii czy innych Emiratów.Najgłośniej bronią tradycji ci, którzy znają ją tylko z kampaniiPrawdziwa tradycja jest cicha, nudna i wymagająca. Trzeba pamiętać imiona, daty, kontekst i to, że ktoś kiedyś przegrał, zginął, żebyśmy mogli dziś stać na tle pomnika. Tradycja z plakatu wymaga tylko dobrego filtra, ustawienia telefonu w pionie i odrobiny wiatru we włosach. Nic dziwnego, że najzacieklej bronią tradycji ci, którzy dowiedzieli się o niej tydzień przed wyborami od doradcy wizerunkowego.Tradycja jest bezpieczna, dopóki nikt nie każe jej uprawiaćWszyscy kochamy tradycję w wersji uroczystej. Gorzej, gdy ktoś zapyta: A czy pani/pan ją praktykuje? Okazuje się wtedy, że ostatnio uczestniczono w niej na komunii siostrzenicy, głównie dla tortu. Dlatego tradycja polityczna jest tak wygodna: szanuje się ją publicznie, a w domu wyłącza jak telewizor po hymnie.Tradycja jest najtańszaNowy program kosztuje pracę, ekspertów i konsultacje. Tradycja kosztuje jedno zdjęcie z pomnikiem czy kombatantem, jedną wizytę na cmentarzu w listopadzie i jedną ceremonię z szarfą i wieńcem. Dlatego kampanie na całym świecie, od Waszyngtonu przez Londyn po Warszawę, tak chętnie sięgają po to, co dawne i prawdziwe. Dawne jest tanie, a prawdziwość mało kto sprawdza.Morał, bo felieton musi mieć morałDla naukowca tradycja to fascynujące narzędzie budowania wspólnoty. Dla sztabowca najtańszy środek na wzruszenie i ewentualne zdobycie wyborcy. Dla wyborcy powinna być lampką ostrzegawczą, która zapala się, gdy ktoś zaczyna zdanie od nasi dziadowie i kończy je prośbą o głos. Warto więc tradycję lubić i szanować ją, ale z bezpiecznej odległości. Bo jeśli polityk bez przerwy opowiada o przeszłości, to zwykle dlatego, że o przyszłości nie ma nic do powiedzenia. A skoro nie ma, niech chociaż zaśpiewa. Tradycyjnie. Hej sokoły.Czytaj także: M jak Manipulacja, czyli sport, w którym jesteśmy mistrzami świata