Dotarła do placówki Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie. W czwartek do jednostki wojskowej w Nowej Dębie dotarła przesyłka. Żołnierze, którzy mieli z nią kontakt, zgłosili niepokojące objawy. Prokuratura w Lublinie poinformowała, że trwają czynności zmierzające do tego, kto był nadawcą. W środę przed południem do placówki Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie listonosz przyniósł list nadany z Niemiec. Odebrała go pracownica cywilna i przekazała zastępcy szefa placówki ŻW w Nowej Dębie, który otworzył przesyłkę. Jak ustalili śledczy, w jej wnętrzu nie było żadnego płynu czy substancji. Również nic się z niej nie wysypało. Znajdowała się za to kartka z podpisem „Pozdrawiam Złota”.– Po chwili funkcjonariusz ŻW poczuł duszności i został przewieziony do najbliższego szpitala. Wkrótce objawy drapania w gardle zgłosiły jeszcze dwie osoby: funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej oraz pracownik cywilny wojska. Obie te osoby również zostały przewiezione do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej – wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Marcin Kozak. Oprócz służb kryminalnych na miejscu pojawili się również przedstawiciele sanepidu. – Nie stwierdzono skażenia biologicznego, radiacyjnego i jakiegokolwiek innego – podkreślił prok. Kozak. Przesyłka z Nowej Dęby zostanie poddana szczegółowym badaniom. „Staramy się ustalić, kto jest nadawcą”Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Lublinie prowadzone jest w kierunku narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Śledczy nie ujawniają więcej szczegółów dotyczących przesyłki, jej nadawcy, miejsca wysłania. – Staramy się zweryfikować wszystkie okoliczności w tej sprawie i ustalić, kto jest nadawcą – powiedział rzecznik. Kartka będzie poddana specjalistycznym badaniom, w szczególności badaniom daktyloskopijnym, genetycznym. Pobrane zostaną próbki materiału biologicznego.– Sprawdzimy, czy faktycznie te objawy, które pracownicy wojska zgłosili, mają jakikolwiek związek. Czy to jest tylko koincydencja zdarzeń, a źródłem tej duszności i drapania w gardle było, co innego (…) Nie możemy na tę chwilę wykluczyć, że te objawy zdrowotne miały całkowicie inne podłoże, niezwiązane w ogóle z tym listem – dodał rzecznik prokuratury.Dwaj żołnierze i pracownik wojska po przebadaniu zostali wypisani ze szpitala. Badania nie wykazały śladów zatrucia.CZYTAJ TEŻ: Polska fabryka pocisków na czarnej liście Rosji? „To legalny cel”