Tomasz Siemoniak w „Gościu poranka”. Przed Marcinem Romanowskim proces i spore problemy, bo był osobą w dość centralnym miejscu, jeśli chodzi o cały Fundusz Sprawiedliwości i gospodarowanie nim. Sprawa listu żelaznego to jest taka prawnicza rozgrywka. Politycznie PiS chyba się pożegnał z tym panem, bo ostatnio nie słyszałem szczególnie wielu głosów w jego obronie – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. W środę Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o wydaniu listu żelaznego Marcinowi Romanowskiemu, który ma status podejrzanego w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości i od dłuższego czasu przebywa poza Polską. Decyzja jest nieprawomocna. Prokuratura zapowiedziała złożenie zażalenia.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, czy polskie służby wiedzą, gdzie obecnie przebywa Marcin Romanowski.– Sam się przyznał, bo pisał do polskiego sądu, gdzie jest, i podał swój adres, czyli to było Naddniestrze. Teraz, widać, się tym nie afiszuje, bo wszyscy zobaczyli, że uciekł pod opiekę w takie miejsce, gdzie wpływy Rosji są ogromne, a nie działa europejski nakaz aresztowania. Mamy nową sytuację. Oczywiście to nie jest prawomocne orzeczenie sądu. Poczekajmy na prawomocny wyrok – stwierdził Siemoniak.„Bardzo byłem zaskoczony”Minister przyznał, że decyzja sądu w sprawie listu żelaznego była dla niego zaskoczeniem.– Bardzo byłem zaskoczony, bo tutaj mówimy o bardzo dużych kwotach, bardzo poważnych zarzutach. Natomiast takie orzeczenie wcale nie przesądza o winie czy niewinności. Przed Romanowskim proces i spore problemy, bo był osobą w dość centralnym miejscu, jeśli chodzi o cały Fundusz Sprawiedliwości i gospodarowanie nim. Sprawa listu żelaznego to jest taka prawnicza rozgrywka. Politycznie PiS chyba się pożegnał z tym panem, bo ostatnio nie słyszałem szczególnie wielu głosów w jego obronie – ocenił Siemoniak. Prowadzący zwrócił uwagę, że jeśli Romanowski przebywa w Naddniestrzu, czyli na terenie pozostającym pod silnymi wpływami Rosji, może znaleźć się w zainteresowaniu rosyjskich służb. Piekarski zapytał, czy ewentualny powrót posła do Polski i ponowne wykonywanie przez niego mandatu mogłyby stanowić zagrożenie ze względu na dostęp parlamentarzystów do informacji niejawnych.– Żeby stanowiło to zagrożenie, musiałby najpierw uzyskać dostęp do konkretnych informacji niejawnych. Z mocy prawa każdy poseł ma dostęp do informacji o klauzuli „tajne”, ale w praktyce chodziłoby np. o udział w tajnym posiedzeniu Sejmu albo komisji. W takiej sytuacji państwo i odpowiednie służby zadbają o to, żeby żadne wrażliwe informacje nie trafiły w te ręce – zaznaczył Siemoniak.„Sytuacja Romanowskiego wcale się nie poprawia”Piekarski zauważył następnie, że może dojść do sytuacji, w której poseł mający za sobą pobyt w Naddniestrzu i potencjalne kontakty z rosyjskimi służbami ponownie będzie uczestniczył w stanowieniu prawa.– Ja nie chcę spekulować, z kim on się kontaktował, kto mu pomaga. Naddniestrze to teren kontrolowany przez rosyjskie służby i nawet jeżeli nie był dla nich osobą znaną, to polska burza medialna wokół tego, gdzie jest, i to, że się przyznał, gdzie jest, na pewno zwróciły uwagę. Oni takich sytuacji nie marnują. Natomiast przede wszystkim chodzi o sprawę kryminalną. O to, że przed polskim wymiarem sprawiedliwości ucieka ktoś, kto był wysokim urzędnikiem, wiceministrem, i powinien jak najszybciej, niezależnie od różnych sztuczek prawniczych, pojawić się i zeznawać. Jego sytuacja wcale się nie poprawia, bo – tak jak wspomniałem – sąd nie odniósł się do samego meritum, tylko do procedury. Natomiast wszystkie zarzuty pozostają w mocy – podkreślił minister.Marcin Romanowski jest podejrzany o popełnienie 11 przestępstw w związku ze śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Pierwszy z zarzutów dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Pozostałe odnoszą się m.in. do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w związku z funkcjonowaniem Funduszu Sprawiedliwości.Czytaj także: Matecki przed sądem. Miał przedstawiać „opowieści z krainy mchu i paproci”