Michał Zachodny punktuje. Reprezentacja Polski przegrała ze Szwecją 1:3, a wynik po raz kolejny przykrył to, co w grze Biało-Czerwonych było najbardziej niepokojące. Nie chodzi wyłącznie o jakość przeciwnika czy różnicę indywidualnych umiejętności. Problemem stała się organizacja gry bez piłki, która od kilku spotkań pozostaje największym deficytem zespołu Jana Urbana. Mecz w Solnej miał być kolejnym sprawdzianem drużyny budowanej według ofensywnego pomysłu selekcjonera.Polska momentami potrafiła przejąć inicjatywę, utrzymywać się przy piłce i wysokim pressingiem spychać Szwedów pod ich własne pole karne. Tyle że wszystko, co dobrego udało się zbudować w ofensywie, bardzo szybko było niweczone przez problemy w defensywie.Trzy gole, ale problem znacznie większyTrzy stracone gole nie były wyłącznie efektem pojedynczych błędów. Przy dwóch pierwszych trafieniach Polska miała problemy z organizacją przy rzutach rożnych i reakcją na drugą fazę akcji. Przy trzecim zupełnie niepilnowany Victor Gyokeres wykorzystał dośrodkowanie Patricka Walemarka. W każdej z tych sytuacji zawiodła nie tylko indywidualna odpowiedzialność, ale również ustawienie całego zespołu.Podobne problemy pojawiły się już wcześniej. W meczu z Albanią do straty gola doprowadziła cała sekwencja złych decyzji dotyczących pressingu, a nie tylko błąd Jana Bednarka. Wcześniej podobne problemy było widać w spotkaniu z Maltą, a podczas czerwcowych sparingów Polska traciła bramki po akcjach, w których obrońcy reagowali z opóźnieniem i gubili swoich zawodników.Szwecja tylko mocniej to uwypukliła.Polacy mają kłopot z ustaleniem odpowiedzialności za przeciwników, przekazywaniem zawodników oraz zachowaniem odpowiednich odległości między formacjami. Gdy pierwszy pressing zostaje przełamany, drużyna często traci strukturę. Zawodnicy nie zawsze wiedzą, czy dalej naciskać, czy wrócić do niższego ustawienia. W efekcie indywidualny błąd często jest tylko końcem większego problemu.Ofensywa daję nadzieję, defensywa ją odbieraParadoksalnie pierwsza połowa pokazała, że pomysł Urbana może funkcjonować. Polska przez długie fragmenty narzucała Szwedom swoje warunki, odzyskiwała piłkę wysoko i zamykała rywala na jego połowie.Problem pojawił się po przerwie. Szwedzi zaczęli skuteczniej wychodzić spod pressingu i odzyskiwać piłkę w środkowej strefie. Polska straciła kontrolę, a wraz z nią pojawiły się kolejne błędy w ustawieniu.Czytaj także: Tylko dwóch piłkarzy nie zawiodło. Sprawdź oceny po meczu Szwecja – PolskaPytania o wybór obrońcówMecz ze Szwecją postawił również pytanie o zestawienie defensywne. Urban ponownie postawił na Przemysława Wiśniewskiego, Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora, choć podobny wariant nie funkcjonował idealnie już wcześniej.Kiwior miał problemy z odpowiednim ustawieniem, a na lewej stronie zabrakło wcześniej współpracy z Tymoteuszem Puchaczem. Nicola Zalewski również nie zawsze prawidłowo realizował zadania bez piłki.Nie chodzi tylko o jakośćNajłatwiej po porażce wskazać winnego konkretnego błędu.Trudniej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego podobne sytuacje powtarzają się w kolejnych meczach.Ograniczony czas pracy z reprezentacją jest realnym problemem każdego selekcjonera.Nie oznacza to jednak, że nie można wypracować kilku podstawowych zasad: kto odpowiada za rywala, jak reagujemy po przełamaniu pressingu, kiedy wychodzimy wyżej, a kiedy wracamy do ustawienia oraz jak bronimy stałych fragmentów.Wczorajsze spotkanie pokazało, że Polska potrafi grać atrakcyjnie i skutecznie w określonych fazach. Na razie nie potrafi jednak utrzymać tej jakości przez cały mecz.Największym problemem nie jest więc sam wynik 1:3. Jest nim powtarzalność błędów, które pojawiają się niezależnie od przeciwnika i ustawienia.