Stanisław Wziątek w „Gościu poranka”. Uważam, że jeżeli pojawiłoby się bezpośrednie, fizyczne zagrożenie, może zostać wykorzystana obca flaga. Na przykład dron zaatakuje infrastrukturę krytyczną na terytorium Polski, a Rosjanie będą próbowali udowodnić, że nie należał do nich, lecz był ukraiński – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info Stanisław Wziątek. Wiceminister obrony narodowej skomentował rosyjskie ataki dronowe w pobliżu polskiej granicy i metody wykorzystywane przez Rosję do destabilizacji Europy. Rosyjski dron odrzutowy uderzył w poniedziałek 28 września na terytorium Ukrainy, około dwóch kilometrów od granicy z Polską, na wysokości Dorohuska. Informację potwierdził wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.Do uderzenia doszło w rejonie miejscowości Jagodzin. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, podpułkownik Jacek Goryszewski, przekazał, że sytuacja była monitorowana przez polskie służby.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał wiceministra obrony narodowej Stanisława Wziątka, czy Polska rozważa zestrzeliwanie rosyjskich dronów jeszcze nad terytorium Ukrainy.– Takiej decyzji jeszcze nie ma i bez wątpienia musi to być decyzja nie tylko po naszej stronie. Musi być również omówiona z sojusznikami i uzgodniona w ramach NATO. Natomiast niewątpliwie Rosjanie eskalują te ataki. Nie tylko prowadzą je w nocy czy nad ranem, jak było wcześniej, i nie tylko w centralnej części Ukrainy, ale także przybliżają się do naszej granicy i atakują miejsca tuż przy przejściach granicznych. To również próba atakowania obszarów wykorzystywanych do transportu broni i sprzętu przekazywanego Ukrainie – powiedział Wziątek. „To są duże pieniądze”– Im dalej od naszej granicy te drony czy pociski balistyczne będą strącane, tym lepiej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie do końca wiemy, dokąd one lecą. Można wykorzystywać sztuczną inteligencję do analizowania trajektorii lotu i wskazywania, gdzie potencjalnie pocisk może spaść. Wówczas mogłaby zostać użyta broń, ale jest to hipotetyczne założenie. Bez wątpienia zostałoby to potraktowane przez Rosję jako włączenie się Polski do działań wojennych – zaznaczył.Wiceminister został także zapytany o koszty związane z podrywaniem myśliwców.– To są duże pieniądze, ale jest jeszcze jeden element, oprócz środków finansowych. Nakłada się na to próba doprowadzenia do sytuacji, w której nasze siły powietrzne są wyczerpywane. Muszą pozostawać w gotowości i cały czas reagować. To niestety stała już w tej chwili metoda stosowana przez Rosjan. Jest to męczące, ale jeżeli chcemy zapewnić bezpieczeństwo, bez wątpienia powinniśmy reagować – dodał wiceminister obrony. „Może zostać wykorzystana obca flaga”Wziątek ocenił również, że po Rosji „można spodziewać się wszystkiego”.– To nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że my wszędzie ogrywamy Rosjan. Oni prowadzili niejedną wojnę, mają swoje doświadczenia i potrafią wdrażać strategię tak zwanej wojny totalnej, która polega na działaniu na różnych obszarach i różnymi metodami – od destabilizacji po działania stricte kinetyczne, na przykład pod obcą flagą. To jest jeden z elementów, który może się pojawić – powiedział gość TVP Info.Wziątek wskazał na ryzyko rosyjskich prowokacji i prób przerzucania odpowiedzialności na Ukrainę.– Uważam, że jeżeli pojawiłoby się bezpośrednie, fizyczne zagrożenie, może zostać wykorzystana obca flaga. Na przykład dron zaatakuje infrastrukturę krytyczną na terytorium Polski, a Rosjanie będą próbowali udowodnić, że nie należał do nich, lecz był ukraiński. Taka sytuacja może się wydarzyć. To próba z jednej strony wybielania siebie, a z drugiej przerzucania odpowiedzialności na kogoś innego – wskazał Wziątek.Wiceminister ocenił również, że działania Rosji mają na celu wywoływanie strachu i podziałów w Europie.– Rosja eskaluje działania. Dotyczy to nie tylko Polski, lecz także krajów bałtyckich, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Próbuje zrobić wszystko, żeby zastraszyć Europę, podzielić ją i pokazać, że pomoc Ukrainie skutkuje tym, iż Rosjanie będą atakować, a my będziemy żyli w stałym niepokoju. To metoda, która niestety pozwala również wzbudzać niepokój społeczny i oczekiwanie: „wreszcie dajcie nam żyć, chcemy żyć w spokoju”. Jeśli jednak chcemy żyć w pokoju, musimy być gotowi do odstraszania przeciwnika i odpowiedniego reagowania. Rosjanie nie będą mieli wątpliwości, jeśli chodzi o użycie broni, jeżeli my będziemy tylko biernie czekać. Musimy wykazywać swoją sprawczość – podkreślił gość TVP Info. Czytaj także: Kłęby dymu nad Kijowem. Dron uderzył niedaleko niemieckiej ambasady