Był to policjant drogówki. Szokujący zwrot w sprawie zgłoszenia o kierowcy, który miał jechać pijany po Zawierciu na Śląsku. Policjanci zatrzymali podejrzewanego na prywatnej posesji. Okazało się, że to ich kolega z miejscowej drogówki. Miał blisko 2,6 promila alkoholu w organizmie. Rzecz miała miejsce w Zawierciu w środę 23 września, ale dopiero teraz historia ta ujrzała światło dzienne, m.in. za sprawą „Wyborczej”. Uwagę jednego z kierowców przykuł samochód jadący „wężykiem”. Ruszył za nim i jednocześnie zawiadomił dyżurnego lokalnej policji. Powiedział, że kierowca był prawdopodobnie pijany i podał adres, pod którym się zatrzymał. Szokujące odkrycie mundurowych Mundurowi pojechali we wskazane miejsce. Gdy wylegitymowali podejrzewanego mężczyznę, który wyraźnie był pod wpływem alkoholu okazało się, że to podoficer wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Zawierciu. Ich jednostki. Mężczyzna był po służbie. Kategorycznie zaprzeczył, aby jechał samochodem. „Badanie wykazało, że miał około 2,6 promila. Podejrzany nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, które jednak kolidują z zebranym materiałem dowodowym” – powiedział „Wyborczej” prokurator Bartosz Kilian, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu. Prokurator nałożył na funkcjonariusza drogówki dozór policji oraz zakaz kontaktowania się ze świadkami. Jednocześnie szef komendy w Zawierciu wszczął wobec postępowanie dyscyplinarne zmierzające do usunięcia go ze służby. „Wyborcza” zwraca uwagę, że trzy lata temu 28-letni sierżant drogówki w Zawierciu, wracając z komendy, wjechał samochodem w drzewo i dachował. Zginął na miejscu. Badania toksykologiczne wykazały, że miał 2 promile alkoholu we krwi. Czytaj także: Nie wiedzieli, że zatrzymują kolegę. Pijany policjant szalał na hulajnodze