Niewyjaśnione wątki. Pakiety srebrny, złoty i platynowy kosztowały odpowiednio 25, 50 i 100 tysięcy dolarów, a w zamian miały zapewniać różne poziomy dostępu do prezydenta Karola Nawrockiego przy okazji jego wizyty w Stanach Zjednoczonych podczas 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jak ustalili Dominika Długosz z „Newsweeka” i Mariusz Gierszewski z Radia ZET, działająca od dwóch lat Fundacja Centrum Strategii Rozwojowych odpowiadała najpierw za organizację wydarzenia w czerwcu w Warszawie, a następnie za imprezę w Nowym Jorku, która odbyła się w tym tygodniu pod nazwą American Economic Summit.Sprawa zrobiła się jednak znacznie ciekawsza, gdy okazało się, że z adresu mailowego prezydenckiego ministra Karola Rabendy rozsyłane były zaproszenia do przedstawicieli dużych firm. W tej samej wiadomości minister polecał jednak dalszy kontakt właśnie z Fundacją Centrum Strategii Rozwojowych. Rozmówcy Długosz i Gierszewskiego potwierdzają, że od początku otrzymywali sugestię, iż w ramach wydarzenia będzie można spotkać się i porozmawiać z prezydentem, a poziom ekskluzywności takiego spotkania miał zależeć od wykupionego pakietu. Najdroższy pakiet, platynowy, wart ponad 400 tysięcy złotych, miał dawać możliwość rozmowy z prezydentem w cztery oczy.Czym jest Fundacja Centrum Strategii Rozwojowych? Założyli ją menedżerowie spółek skarbu państwa z czasów rządów Mateusza Morawieckiego, czyli ludzie kojarzeni z jego środowiskiem politycznym. Jeden z nich, Marcin Chludziński, odpowiadał za sprowadzenie do Polski niesławnego Antonowa z Chin z transportem maseczek, które w czasie pandemii COVID-19 miały chronić Polaków, a później okazało się, że nie spełniają wymaganych norm.Jak opisują Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski, zarówno Chludziński, jak i inni ludzie związani z Fundacją Centrum Strategii Rozwojowych zasilają dziś rady powołane przy prezydencie Karolu Nawrockim. Jeden z rozmówców dziennikarzy podsumował to dosadnie: za czasów rządów Mateusza Morawieckiego panowie przeżywali swoje tłuste lata, a teraz nie chcą schodzić z poziomu, do którego się przyzwyczaili.Przy okazji nowojorskiego wydarzenia pojawia się dość naturalne pytanie: skoro prezydent dysponuje rozbudowaną Kancelarią Prezydenta, zatrudniającą ludzi z doświadczeniem w organizowaniu podobnych przedsięwzięć, a w Stanach Zjednoczonych działa polska placówka dyplomatyczna, choć relacje Karola Nawrockiego z Bogdanem Klichem, wciąż niepowołanym przez prezydenta na ambasadora, są, mówiąc delikatnie, chłodne, to mieliśmy dwie instytucje, które mogły przygotować wydarzenie z udziałem głowy państwa. Dlaczego więc organizacją zajęła się zewnętrzna fundacja?Nikt nie skusił się na najdroższy pakietMożna także zadać pytanie o pieniądze. Wiemy, że najdroższy pakiet, platynowy, za 100 tysięcy dolarów, nie znalazł nabywcy. Nie wiemy natomiast, co z pakietami złotym i srebrnym, które według ustaleń dziennikarzy również miały gwarantować dostęp do prezydenta, choć już w mniej ekskluzywnej formule.Czytaj też: „Zabawa w politykę, ja nie proszę, ja żądam”. Europoseł ostro o prezydencieRodzi się więc jeszcze kolejne pytanie. Czy wokół prezydenta powstaje zaplecze finansowe, które w przyszłości mogłoby odegrać rolę przy jego politycznych przedsięwzięciach? Na tym etapie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Od momentu publikacji przedstawiciele Kancelarii Prezydenta nie odnoszą się bowiem wprost do głównych tez tekstu. Zamiast tego podkreślają między innymi, że Kancelaria Prezydenta nie pobiera opłat za spotkania z Karolem Nawrockim. Problem polega na tym, że taki zarzut w publikacji w ogóle się nie pojawił.Sam Karol Nawrocki, pytany o sprawę przez reporterkę TVP Info Izabelę Paprocką, zbył pytanie w protekcjonalny sposób, który wyraźnie przypomina styl Donalda Trumpa wobec dziennikarzy zadających niewygodne pytania.Ale przecież to nie jedyne zastanawiające powiązania finansowe, które pojawiają się wokół Karola Nawrockiego. Jest jeszcze marka NowRocky, której koszulkę i czapkę prezydent miał na sobie między innymi podczas wizyty u polskiej kadry olimpijskiej w trakcie zimowych igrzysk. Zresztą odzież NowRocky prezydent nosił regularnie przy różnych okazjach, zwłaszcza tych związanych ze sportem.Sama firma została założona w listopadzie ubiegłego roku. Jest prywatną spółką, jednoznacznie kojarzoną z prezydentem, a jej logo zostało zastrzeżone przez Ninę Nawrocką, siostrę Karola Nawrockiego. Sprawę jako pierwszy opisał Onet. Według oficjalnego stanowiska Kancelarii Prezydenta, Karol Nawrocki „nie pozostaje ani nie pozostawał w żadnej formalnej lub nieformalnej relacji o charakterze marketingowym, promocyjnym lub finansowym z marką odzieżową NowRocky ani z podmiotami z nią powiązanymi”. Prezesem i właścicielem spółki jest Michał Bartasun, który przekonywał, że założenie firmy było prywatną inicjatywą i nie odbywało się za autoryzacją Kancelarii Prezydenta.Sprawa wzbudziła sporo emocji, bo w Polsce, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, nie przyjęło się komercyjne wykorzystywanie urzędu głowy państwa. Za oceanem najbardziej jaskrawym przykładem jest sposób, w jaki Donald Trump monetyzuje własną markę na rzecz swoją i swojej rodziny. W Polsce takie przypadki wciąż budzą znacznie większe kontrowersje, zwłaszcza gdy prywatna marka staje się tak silnie kojarzona z urzędującym prezydentem.Niewyjaśnione wątki afery Zondacrypto Pozostaje jeszcze jedna kwestia, o której szczególnie głośno zrobiło się na początku września. To właśnie wtedy premier Donald Tusk podczas wystąpienia w Sejmie cytował fragmenty zeznań Przemysława Krala, głównego bohatera afery Zondacrypto i byłego prezesa upadłej giełdy kryptowalut. Z przywołanych przez premiera zeznań wynikało, że tajemniczy „pan X”, którym według późniejszych ustaleń Wirtualnej Polski i TVN24 miał być Tomasz Sakiewicz, obiecywał Kralowi ułaskawienie w zamian za różnego rodzaju świadczenia finansowe, między innymi związane z konferencją CPAC w Jasionce pod Rzeszowem, zorganizowaną przed drugą turą wyborów prezydenckich.Czytaj też: Prezydent w ONZ. „Imperialna pycha Rosji”Oczywiście w tej sprawie wciąż pozostaje wiele znaków zapytania. Po pierwsze, nie mamy pewności, czy Przemysław Kral mówi prawdę. Jest podejrzanym i jego zeznania podlegają weryfikacji. Z drugiej strony, gdyby rzeczywiście ubiegał się o status małego świadka koronnego, składanie fałszywych zeznań mogłoby go tego statusu pozbawić. Po drugie, nie wiemy również, czy nawet gdyby taka obietnica rzeczywiście padła, Karol Nawrocki miał świadomość, że ktoś miał powoływać się na niego i, mówiąc wprost, handlować perspektywą ułaskawienia.Cała ta historia rysuje jednak niepokojący obraz. Wokół prezydenta Karola Nawrockiego, za jego wiedzą i zgodą albo całkowicie poza jego kontrolą, pojawiają się kolejne sytuacje, w których urząd prezydenta zaczyna być przedstawiany jako wartość, którą można spieniężyć. Mówiąc szczerze, nie jestem pewna, który z tych scenariuszy byłby gorszy. Czy taki, w którym prezydent nie dostrzega, że jego otoczenie próbuje na jego pozycji zarabiać, czy taki, w którym świadomie godzi się na wykorzystywanie urzędu w celach komercyjnych.W tym tygodniu ukazał się sondaż zaufania IBRiS dla Onetu. Oczywiście do pojedynczych badań zawsze warto podchodzić z ostrożnością, ale trudno nie zauważyć pewnego trendu. Karol Nawrocki pozostaje liderem rankingu zaufania, jednak ufa mu dziś 47,1 procent badanych, czyli o ponad trzy punkty procentowe mniej niż miesiąc wcześniej. Jeszcze w czerwcu poziom zaufania wynosił blisko 55 procent, co oznacza spadek o prawie osiem punktów procentowych w ciągu kilku miesięcy.Na ten wynik z pewnością wpływa kilka czynników. Weta prezydenta, niewyjaśnione do końca wątki afery Zondacrypto oraz kolejne publikacje dotyczące jego otoczenia sprawiają, że wokół Pałacu Prezydenckiego narasta atmosfera pytań i wątpliwości. Tym bardziej wydaje się, że Karol Nawrocki i jego współpracownicy powinni znacznie uważniej przyglądać się temu, co dzieje się wokół głowy państwa.Czytaj też: „Michale! Jesteś bezczelny”. Politycy pokłócili się o powiązania z Kralem