W programie „Pytanie dnia”. Byłam świadkiem przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci – relacjonowała w programie „Pytanie dnia” Monika Horna-Cieślak, Rzeczniczka Praw Dziecka. Gościni Aleksandry Pawlickiej podkreśliła, że „miejsce dzieci jest w rodzinie, ale rodzinie bezpiecznej”, a wysuwane wobec niej zarzuty są bezpodstawne. Posłowie opozycji zapowiedzieli wnioski o odwołanie Moniki Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka po publikacji informującej o jej działaniach, które doprowadziły do odebrania dzieci rodzicom z Warszawy.Oświadczenie Komendy Stołecznej Policji kłócą się z doniesieniami medialnymi w tej sprawie. „Wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna, Niebieska Karta oraz sprawowany był nad nią nadzór sądowy. Rodzina była objęta opieką Ośrodka Pomocy Społecznej oraz nadzorem ze strony zespołów interdyscyplinarnych w dwóch dzielnicach, gdzie wcześniej zamieszkiwała” – czytamy w oświadczeniu. Sąd nakazał jednak natychmiastowy powrót dzieci do rodziców.„Byłam świadkiem przemocy”– Byłam na przystanku autobusowym, widziałam, jak mama w sposób wulgarny, agresywny zachowuje się wobec swojego dziecka, szarpie tym dzieckiem. Kiedy zareagowałam i podeszłam, pytając, czy mogę pomóc, pani cały czas kontynuowała agresję i wyzwiska wobec swojego dziecka. Zrobiłam interwencję w tym zakresie, ponieważ to nie jest sytuacja normalna, kiedy małe dziecko jest w taki sposób traktowane na ulicy – relacjonowała gościni Aleksandry Pawlickiej. Poinformowała, że posiada nagrania z tego zdarzenia. Monika Horna-Cieślak podkreśliła, że policja szybko zainterweniowała po jej telefonie. Zapewniła przy tym, że nie wykorzystywała swojej pozycji, a zeznania złożyła „jak każdy obywatel”.– Miejsce dzieci jest w rodzinie, ale rodzinie bezpiecznej. Materiał dowodowy był na tyle niepokojący, że policja podjęła w mojej ocenie słuszne działanie – dodała.„Obywatele boją się interweniować”Rzeczniczka Praw Dziecka zaznaczyła, że „w żadnym zakresie nie składała fałszywych zeznań”, a sytuacja wymagała interwencji.– Znamy bardzo dużo przypadków, że obywatele boją się interweniować, bo boją się konsekwencji. I ta cała sytuacja ma skutek, który zagraża bezpieczeństwu dzieci – mówiła. Zaapelowała do świadków przemocy o reagowania na przemoc.Zapytana, czy obawia się odwołania, powiedziała, że „biuro Rzecznika Praw Dziecka działa w sposób stabilny cały czas; pomagamy dzieciom, robimy to z jak największym zaangażowaniem i jestem przekonana, że będziemy tę misję kontynuować”.Czytaj także: Kobiety na cenzurowanym, polowanie na czarownice trwa „Postanowienia sądów rodzinnych dotyczą rodzin”Portal Zero.pl, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.– Jeżeli sąd miał jakiekolwiek zarzuty do mojego działania, mógł zawiadomić prokuraturę – powiedziała gościni Aleksandry Pawlickiej, podkreślając, że postanowienia sądów rodzinnych dotyczą rodzin, a nie organów konstytucyjnych.