Doniesienia medialne kłócą się ze stanowiskiem RPD. Posłowie opozycji zapowiedzieli wnioski o odwołanie Moniki Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka po publikacji o jej nieproporcjonalnych działaniach, które doprowadziły do odebrania dzieci rodzicom z Warszawy. Tymczasem oświadczenie Komendy Stołecznej Policji oraz wypowiedzi prawniczki kłócą się z doniesieniami medialnymi. Sam marszałek Sejmu podchodzi do tej sprawy z dystansem. – Badamy sprawę, ale bez pośpiechu – słyszymy w Kancelarii Sejmu. Według ustaleń portalu Zero.pl, 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce Horna-Cieślak była świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka. Jak czytamy w artykule, rzeczniczka zauważyła kobietę, która w emocjach szarpała i krzyczała na swoje dziecko. Wcześniej malec miał wbiec na ulicę. Horna-Cieślak zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała wulgaryzmami. Choć początkowo policja, kurator ani sąd nie widzieli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej, sytuacja miała ulec zmianie po weekendowym spotkaniu z udziałem rzeczniczki i Komendanta Stołecznego Policji. Finalnie wobec rodziców zastosowano nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, które trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd nakazał jednak natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu, do którego dotarło Zero.pl, wskazał, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były „rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia”.Obecnie dzieci przebywają w ośrodku interwencji kryzysowej pod opieką matki.Wnioski o odwołanie RPD i sprzeczne wersje wydarzeńPo publikacji artykułu posłowie trzech klubów: PiS, Rozwoju Plus oraz Konfederacji zapowiedzieli złożenie wniosków o odwołanie Hornej-Cieślak. – Trzeba odwołać RPD na najbliższym posiedzeniu Sejmu – zaapelował Piotr Uściński z Rozwoju Plus. Natomiast poseł Paweł Jabłoński skierował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Hornę-Cieślak przestępstwa m.in. przekroczenia uprawnień.Do sprawy odniosła się również Komenda Stołeczna Warszawy. W komunikacie potwierdziła, że 15 sierpnia odbyło się spotkanie o charakterze roboczym w sprawie rodziny, jednak nie miało ono charakteru decyzyjnego. „Należy zaznaczyć, że Komendant Stołeczny Policji nie uczestniczył w tym spotkaniu” – podkreśliła policja.„Wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna, Niebieska Karta oraz sprawowany był nad nią nadzór sądowy. Rodzina była objęta opieką Ośrodka Pomocy Społecznej oraz nadzorem ze strony zespołów interdyscyplinarnych w dwóch dzielnicach, gdzie wcześniej zamieszkiwała” – czytamy w oświadczeniu.Czytaj także: Kobiety na cenzurowanym, polowanie na czarownice trwa Horna-Cieślak w rozmowie z PAP zaprzeczyła, że była świadkiem wtargnięcia dziecka na ulicę. Tłumaczyła, że jej działania były reakcją na wulgaryzmy i przemoc fizyczną. – Dzieci wyglądały na wystraszone i zaniedbane. Nie chciały iść z matką. Wezwałam policję, która przyjechała i w krótkim czasie ustaliła tożsamość mamy. Jak się okazało, służby już wcześniej interesowały się kobietą i jej rodziną – przekazała rzeczniczka.Podkreśliła, że do zdarzenia doszło tuż przed długim weekendem, a powiadomiony o sprawie ośrodek pomocy społecznej mógł się nią zająć dopiero w poniedziałek. – Nie mogliśmy czekać tak długo, ponieważ cały zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jednoznacznie wskazywał na zagrożenie bezpieczeństwa dzieci – wyjaśniła rzeczniczka. Dodała, że standardowo Biuro RPD zwróciłoby się do sądu rodzinnego, ale z uwagi na długi weekend możliwy był jedynie kontakt telefoniczny z dyżurującym sędzią.Sceptyczni posłowieSprawą zainteresowała się także posłanka Centrum, wiceszefowa komisji do spraw dzieci i młodzieży Barbara Okuła. W rozmowie z portalem TVP.Info wyjaśniła, że jest w kontakcie z Horną-Cieślak. – Pani rzecznik tłumaczyła, że jej pracownik skontaktował się dyżurującym sędzią, ponieważ obawiali się, że ze względu na długi weekend sprawa zostanie za późno rozpatrzona, a tu chodziło o dobro dzieci – relacjonowała. Okuła wskazała, że policja ma prawo w konkretnych sytuacjach skierować dzieci do pieczy zastępczej. – Uważam, że nadmierne rozdmuchiwanie tej sprawy medialnie i podkręcanie społecznych emocji może przede wszystkim zaszkodzić dzieciom i doprowadzić do tego, że świadkowie przemocy nie będą informowali służb – oceniła. Posłanka dopytywana, czy sejmowa komisja zaangażuje się w wyjaśnienie sprawy, poinformowała, że zamierza rozmawiać o tym z przewodniczącą Moniką Rosą. – W większości przypadków takie sprawy trafiają do naszej komisji. Tak było również ze sprawą mobbingu w biurze RPD i wówczas ani rzecznik Horna-Cieślik stawiła się na posiedzenie – tłumaczyła Okuła. – Ta sprawa wymaga wyjaśnienia, ale przede wszystkim przez odpowiednie instytucje, a nie przez niektóre media, które podkręcają ten temat dla własnych korzyści. Tutaj dobro dzieci jest najważniejsze - dodała. Okuła przypomniała, że odpowiednie działania podjęła też pełnomocniczka rządu do spraw równości Katarzyna Kotula. „W reakcji na doniesienia medialne dotyczące sprawy opisanej przez Kanał Zero, zwróciłam się do właściwych, podległych instytucji i służb z prośbą o pilne przekazanie informacji na temat aktualnej sytuacji rodziny, oraz działań podejmowanych wobec niej przez poszczególne służby. Celem wystąpienia jest rzetelne wyjaśnienie okoliczności sprawy, ustalenie przebiegu dotychczasowych działań instytucji oraz zweryfikowanie, czy interes i dobro dzieci były właściwie zabezpieczone” – napisała Kotula.Również inni posłowie koalicji rządzącej w nieoficjalnych rozmowach deklarują, że zamierzają bronić Hornę-Cieślak, o ile jej wersja wydarzeń okaże się prawdziwa. Jak słyszymy w Kancelarii Sejmu, sam marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty nie zamierza odpowiadać na apel opozycji, by jak najszybciej rozpatrzyć wniosek o odwołanie rzeczniczki. – Badamy sprawę, ale bez pośpiechu. Do następnego posiedzenia Sejmu mamy dwa tygodnie i jeszcze coś może się zmienić, ale nie sądzę – tłumaczy jeden z rozmówców portalu TVP.Info.Czytaj także: Mobbing w biurze RPD? „Jej rezygnacja ze stanowiska uderzyłaby w dzieci”