Pięć milionów obrazów wojny. Przez ponad cztery lata pełnoskalowej wojny Ukraina zgromadziła miliony obrazów i informacji pokazujących, jak wygląda tamtejsze pole walki. Teraz dostęp do części tego zasobu otrzymują zachodni partnerzy. Nie chodzi wyłącznie o nagrania z dronów, lecz o dane, na których można uczyć sztuczną inteligencję. A tych nawet najbogatsze armie świata nie są w stanie szybko stworzyć od podstaw. Każdego dnia nad ukraińskim frontem pracują tysiące dronów. Obserwują rosyjskie pozycje, szukają sprzętu, korygują ogień, śledzą ruch wojsk i same atakują. Towarzyszą im kamery termowizyjne, radary oraz inne sensory. W efekcie wojna pozostawia po sobie nie tylko zniszczone pojazdy i zużytą amunicję, ale również ogromny cyfrowy ślad.Nagrania, obrazy celów, ich współrzędne, informacje o rodzaju wykrytego sprzętu i rezultatach ataków tworzą zasób, którego jeszcze kilka lat temu nie posiadała żadna armia. Ukraina wykorzystuje go do szkolenia sztucznej inteligencji – i coraz szerzej dzieli się nim z partnerami.Czytaj też: NATO nie spodziewa się rosyjskiego ataku, ale problem wygląda inaczejPięć milionów obrazów wojnyJednym z najważniejszych takich zasobów jest Avengers Labs. Platforma zawiera około 5 mln opisanych klatek pochodzących z rzeczywistych operacji bojowych. Większość trafia tam z DELTY – cyfrowego systemu wykorzystywanego przez ukraińskie wojsko do gromadzenia i wymiany informacji o sytuacji na froncie. Zbiór jest stale uzupełniany.Sama liczba obrazów niewiele jednak może nam powiedzieć. Kluczowe jest to, że zostały opisane. Algorytm otrzymuje nie tylko fotografię czy fragment filmu, lecz także informację o tym, co się na nim znajduje. Może więc uczyć się rozpoznawać czołgi, artylerię, systemy przeciwlotnicze, piechotę, drony FPV czy Szahedy. Na danych Avengers wytrenowano już system automatycznego wykrywania celów wykorzystywany w DELTA. Według ukraińskiego ministerstwa obrony analizuje on ponad 100 tys. strumieni wideo z bezzałogowców miesięcznie i wykrywa w czasie rzeczywistym około 70 proc. znajdujących się na nich celów przeciwnika. Jeszcze w 2025 roku ukraiński resort obrony informował, że system potrzebował średnio 2,2 sekundy na wykrycie pojedynczego obiektu.Avengers jest tylko jednym z elementów znacznie większego systemu gromadzenia danych. Według ukraińskiego MON przez DELTA przechodzi dziennie ponad 75 tys. transmisji wideo. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zgromadzono w systemie również około 820 tys. raportów dotyczących rezultatów bojowego użycia środków rażenia przeciwko rosyjskim celom.Znaczenie ma więc nie tylko liczba obrazów. Poszczególne rodzaje danych można ze sobą łączyć: wykryty obiekt, jego położenie, sposób obserwacji, podjęte działanie i rezultat. Dla systemów sztucznej inteligencji taki materiał ma szczególną wartość.Poligon nie odpowiada ogniemPaństwa NATO również gromadzą ogromne ilości danych. Organizują wielkie ćwiczenia, wykorzystują satelity, samoloty rozpoznawcze, radary i tysiące innych sensorów. Mogą też tworzyć dane syntetyczne – komputerowo generowane obrazy przedstawiające ludzi, pojazdy, samoloty czy drony w niemal dowolnych warunkach. Jest jednak coś, czego nie da się łatwo odtworzyć: przeciwnik, który aktywnie próbuje oszukać obserwatora.Rosyjski czołg może być częściowo ukryty pod drzewami, przykryty siatką albo widoczny tylko przez kamerę termowizyjną. Armato-haubica może zmienić położenie kilka minut po oddaniu strzału. Obok prawdziwego systemu przeciwlotniczego może pojawić się makieta. Łączność z dronem może zostać zakłócona, a jego nawigacja satelitarna zagłuszona.Co ważniejsze, obie strony nieustannie się uczą. Rosjanie zmieniają sposoby maskowania, częstotliwości łączności, konstrukcje bezzałogowców i taktykę ich wykorzystania. Ukraińcy szukają odpowiedzi. Gdy ją znajdują, przeciwnik ponownie się dostosowuje. Dane z Ukrainy są zapisem właśnie takiego procesu.Na poligonie można stworzyć bardzo trudne warunki i przeprowadzić niezwykle realistyczne ćwiczenia. Nadal jednak scenariusz jest przygotowany przez organizatorów. Na wojnie scenariusz pisze też przeciwnik, a za błąd systemu można zapłacić utratą sprzętu lub życiem żołnierzy. Ta cena ma znaczenie: rozwiązania, które nie działają, są szybko odrzucane lub poprawiane, a skuteczne upowszechniane. Dane powstające w takim procesie są więc zapisem ciągłej i bezwzględnej weryfikacji przez rzeczywistość pola walki.Czytaj też: Drony w Rumunii i Mołdawii. „Tego nie można uznać za normalne”Od obrazu do atakuPo co sztucznej inteligencji miliony takich przykładów? Najprostsze zastosowanie to analiza rozpoznawcza. Człowiek może jednocześnie śledzić ograniczoną liczbę transmisji. Algorytm może przeglądać ich tysiące i wskazywać operatorowi te obrazy, na których prawdopodobnie znajduje się wartościowy cel.Kolejny krok to wykorzystanie AI bezpośrednio w systemach uzbrojenia. Ukraińskie MON wskazuje dwa rozwijane już zastosowania modeli szkolonych na danych Avengers. W pierwszym operator wykrywa i wybiera cel, a system pokładowy drona przejmuje jego śledzenie i samodzielnie koryguje tor lotu w końcowej fazie ataku. Dzięki temu bezzałogowiec może kontynuować naprowadzanie również wtedy, gdy przeciwnik zakłóci łączność i operator straci kontakt z maszyną. W drugim wariancie dron otrzymuje zadanie dotarcia do określonego rejonu, gdzie jego system pokładowy sam wyszukuje obiekty i działa zgodnie z wcześniej zaprogramowaną logiką misji.Zakres autonomii może być więc różny – od samodzielnego śledzenia wskazanego wcześniej celu po wyszukiwanie obiektów w wyznaczonym rejonie. Z wojskowego punktu widzenia wspólną cechą takich rozwiązań jest możliwość skrócenia czasu reakcji. Im szybciej można przejść od wykrycia obiektu przez jego identyfikację do użycia uzbrojenia, tym większa szansa, że cel nadal będzie znajdował się w tym samym miejscu. AI może więc skracać drogę od sensora do efektora – proces, który na współczesnym polu walki coraz częściej liczony jest w minutach, a niekiedy w sekundach.Czytaj też: NATO ma strategię na fałszywy ruch Rosji. „4000 stron planów”Brytyjczycy wchodzą do AvengersWłaśnie dlatego ukraińskimi danymi interesują się zachodni partnerzy. Pod koniec sierpnia Wielka Brytania została pierwszym państwem, które otrzymało dostęp do Avengers AI Labs. Londyn przedstawia sens współpracy wprost: brytyjskie zaplecze naukowe, technologiczne i przemysłowe ma zostać połączone z ukraińskim doświadczeniem operacyjnym oraz danymi zbieranymi przez tysiące kamer i sensorów na polu walki. Współpraca nie ogranicza się do uczenia algorytmów rozpoznawania rosyjskiego sprzętu. Oba państwa chcą wspólnie rozwijać rozwiązania dla obronności i bezpieczeństwa. Wśród projektów wymieniane są między innymi energooszczędne układy AI przeznaczone dla dronów, robotów i innych systemów autonomicznych.Avengers nie jest przy tym jedynym ukraińskim przedsięwzięciem tego rodzaju. Na początku roku ukraińskie ministerstwa obrony i cyfryzacji wraz z siłami zbrojnymi, wywiadem wojskowym i amerykańską firmą Palantir uruchomiły Brave1 Dataroom. To zabezpieczone środowisko, w którym firmy mogą trenować i testować modele sztucznej inteligencji na rzeczywistych danych wizualnych i termicznych z pola walki.Jednym z pierwszych zadań stało się rozwijanie systemów automatycznego wykrywania i przechwytywania rosyjskich bezzałogowców. Z czasem dołączyły kolejne: autonomiczne naprowadzanie dronów, nawigacja w warunkach zakłócania GPS czy automatyczna analiza danych rozpoznawczych. Według ukraińskiego MON z Brave1 Dataroom korzysta już ponad 100 firm.Transfer zaczyna działać w obie stronyPrzez pierwsze lata pełnoskalowej wojny relację Ukrainy z Zachodem można było opisać przede wszystkim jako transfer w jednym kierunku. Stany Zjednoczone i państwa europejskie dostarczały Kijowowi uzbrojenie, amunicję, pieniądze i technologie. Ten obraz staje się jednak niepełny.Ukraina nadal potrzebuje zachodniego wsparcia, ale jednocześnie ponad cztery lata wojny dały jej coś, czego zachodnie armie nie mogły zdobyć podczas ćwiczeń. Nie chodzi o bardziej zaawansowane modele sztucznej inteligencji, lecz o możliwość ich ciągłego sprawdzania w walce. Nowe rozwiązanie może trafić do żołnierzy, zostać przetestowane podczas rzeczywistej operacji, poprawione i ponownie wysłane na front. Informacje o jego skuteczności wracają do twórców, a rezultaty kolejnych działań stają się następnymi danymi treningowymi.To ważne, bo dane z pola walki szybko się starzeją. Rosjanie zmieniają konstrukcje dronów, sposoby ich użycia, częstotliwości łączności, systemy walki radioelektronicznej i metody maskowania. Algorytm wytrenowany na obrazach sprzed kilku lat może więc coraz gorzej odpowiadać rzeczywistości.Dlatego największym ukraińskim zasobem nie musi być sam zbiór pięciu milionów obrazów. Cenniejszy może być mechanizm, który bez przerwy produkuje nowe dane, pozwala na ich podstawie rozwijać kolejne rozwiązania i natychmiast sprawdzać je w walce. W normalnym cyklu rozwoju uzbrojenia taki proces może trwać miesiące albo lata. Na Ukrainie kolejne modyfikacje oprogramowania czy dronów bywają wprowadzane znacznie szybciej.Zachód ma większe firmy technologiczne, potężniejsze centra obliczeniowe i więcej pieniędzy. Procesory można kupić, fabrykę dronów wybudować, a oprogramowanie napisać. Nie można natomiast zamówić kilku lat doświadczeń z pełnoskalowej wojny.Czytaj też: Pięć lat czekania na broń z USA. Ostrzegają sojuszników