Do zagrożenia można się przygotować. Większość Polaków nie wie, jak zachować się po usłyszeniu syren alarmowych. – W sytuacji zagrożenia potrzebujemy prostych poleceń i źródła informacji, któremu ufamy. Bez tego będziemy naśladować innych – przyznał psycholog społeczny prof. Tomasz Grzyb. Dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu ocenił, że większość z nas kompletnie nie wie, jak się zachować, gdy wyją syreny.– Syrena alarmowa dla większości z nas nie jest znakiem czegokolwiek. Warszawiacy wiedzą, że syreny wyją 1 sierpnia o godz. 17:00, w innych miejscach mogą się kojarzyć z Ochotniczą Strażą Pożarną. Zwracają uwagę, ale nie niosą informacji: co właściwie powinienem teraz zrobić? – mówi profesor w rozmowie z Mirą Suchodolską.Jego zdaniem „jesteśmy trochę jak pijane dzieci we mgle. Wiemy, że coś może się wydarzyć, ale nie wiemy, co wtedy zrobić”.– Wojna w Ukrainie dała nam (...) czas na przygotowanie się. Mogliśmy go wykorzystać, żeby dokładnie przejrzeć nasze systemy bezpieczeństwa, sprawdzić, co w nich nie działa, ale przede wszystkim przygotować ludzi. Pokazać im, że ich bezpieczeństwo zależy nie tylko od państwa i służb, lecz także od tego, czy sami wiedzą, co zrobić w sytuacji zagrożenia: gdzie się schronić, kiedy opuścić budynek, co ze sobą zabrać – mówi psycholog.Lepiej samemu wiedzieć, co robić, niż ślepo podążać za tłumemI nie tylko o bombardowaniu czy dronach, bo jego zdaniem prawdopodobne mogą być też zagrożenia związane z kryzysem klimatycznym, powodzią czy blackoutem. Ekspert podaje przykład Norwegii, gdzie każdy obywatel musi mieć dwa niezależne źródła ogrzewania, zapas jedzenia, wody i leków na trzy dni.– Przez ten czas powinien być samowystarczalny; potem pomoc musi już nadejść. Czy my jesteśmy przygotowani na trzy dni bez pomocy z zewnątrz? Mam poważną obawę.Co zatem robić, gdy zagrożenie już się pojawia? Jak podkreśla Tomasz Grzyb, kiedy zagrożenie pojawi się po raz pierwszy, prawdopodobnie będziemy potwornie rozemocjonowani. – A jeśli nie będziemy wiedzieli, co robić i w którą stronę biec, zaczniemy naśladować ludzi wokół nas. To jest jakiś sposób funkcjonowania i w wielu przypadkach daje szansę przetrwania, ale dużo lepiej wiedzieć, co robić, niż ślepo podążać za tłumem.Potrzebujemy jednego systemu, któremu ufamy i który nie jest nadużywanyJego zdaniem to nie jest czas na wymyślanie nowych form zachowania ani zastanawianie się, czy tu będzie lepiej, czy tam bezpieczniej. – To jest czas na wykonywanie poleceń. Dlatego tak istotne jest stworzenie systemu, w którym ktoś będzie te polecenia wydawał, a my będziemy chcieli go słuchać.Dlatego, jak mówi ekspert, ważne są konkretne komunikaty alarmowe. – Z badań wiemy, że skuteczniejsze są komunikaty mówiące, co zrobić, niż mówiące, czego nie robić. „Wyjdź natychmiast” jest lepsze niż „nie zabieraj ze sobą niczego”. Mamy badania pozwalające lepiej zrozumieć ludzkie zachowania w takich sytuacjach. Musimy tylko chcieć je wykorzystać.Zdaniem eksperta musi to być jednak jedno konkretne źródło. – Proszę sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli każdy samorząd zacznie tworzyć własną aplikację do komunikowania się z mieszkańcami. Powstanie niesłychany bałagan. Potrzebujemy jednego systemu, któremu ufamy i który nie jest nadużywany, tak jak stało się to na przykład z alertami RCB.Czytaj także: W piątek uruchomią syreny. Mieszkańcy dostali alert RCB