„Żadna z nich nie została zapłacona”. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie płaci kar nałożonych na niego przez sejmową komisję śledczą do spraw Pegasusa, a zasądzonych przez sąd – ustalił dziennikarz śledczy TVP Info Sylwester Ruszkiewicz. Należności od polityka PiS, który od kilku miesięcy przebywa w Stanach Zjednoczonych jako „korespondent” Telewizji Republika, próbuje ściągnąć komornik wyznaczony przez sąd. – W sprawach dotyczących nałożenia kar grzywny Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł kary na łączną kwotę 11 tys. zł. Jednakże, w związku ze złożonymi środkami odwoławczymi, aktualnie prawomocnie zasądzona suma kar wynosi 5 tys. zł. Żadna z nich nie została zapłacona, a zasądzone należności są egzekwowane przez komornika sądowego – przekazała TVP Info wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie Aneta Obszyńska-Małocha.Jak dodała, do sądu zostało wniesionych 8 wniosków sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa o nałożenie kary porządkowej wobec Zbigniewa Ziobry.– We wszystkich 8 sprawach zostały wydane orzeczenia kończące: 5 postępowań jest prawomocnie zakończonych, 2 postępowania oczekują na rozstrzygnięcie Sądu Apelacyjnego w Warszawie w związku ze złożonym środkiem odwoławczym, 1 wniosek oddalono – ujawniła wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie.Zbigniew Ziobro nie płaci kar nałożonych przez sejmową komisję śledczą Do przesłuchania Zbigniewa Ziobry doszło pod koniec września ubiegłego roku – dopiero za dziewiątym razem. Były szef resortu sprawiedliwości i prokurator generalny został doprowadzony przez policję. Wcześniej, mimo wielokrotnych wezwań, nie stawiał się na przesłuchania. Komisja kierowała więc wnioski do sądu o ukaranie go karą grzywny.Ziobro usprawiedliwiał wówczas swoją nieobecność, między innymi przekazując zaświadczenie wystawione przez lekarza sądowego. Były szef resortu sprawiedliwości zmagał się bowiem z chorobą nowotworową. W późniejszym czasie powrócił do zdrowia, pojawiał się w Sejmie, komentował bieżące wydarzenia w prawicowych mediach.Czytaj też: Raporty komisji ds. Pegasusa na finiszu. Jawny, tajny i ściśle tajnyPrzypomnijmy, że w trakcie przesłuchania przed komisją Zbigniew Ziobro zeznał, iż to on jako szef resortu sprawiedliwości był inicjatorem zakupu Pegasusa. Dodał jednocześnie, że ostateczna decyzja o zakupie ze środków Funduszu Sprawiedliwości należała do ówczesnego wiceministra Michała Wosia, który „znał jego kierunkową wolę” w tym zakresie.Komisja do spraw Pegasusa nie miała wątpliwości. „Ponosił pełną odpowiedzialność” Po przesłuchaniu komisja śledcza ds. Pegasusa zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posła PiS Zbigniewa Ziobrę. Komisja uznała, że ponosi on odpowiedzialność za nieprawidłowości związane z użyciem Pegasusa.– Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości ponosił pełną odpowiedzialność za wydatkowanie środków z Funduszu Sprawiedliwości. To on był dysponentem Funduszu i to on nie dopełnił ciążących na nim obowiązków dbania o Fundusz, który miał trafiać do ofiar przestępstw – mówiła wówczas szefowa komisji ds. Pegasusa posłanka Magdalena Sroka.Jak podkreślała, mimo iż służby ostrzegały przed ryzykiem związanym z możliwością wycieku danych przy użyciu narzędzia Pegasus, Ziobro podjął decyzję o przekazaniu środków na jego zakup. Nabycie oprogramowania produkowanego przez izraelską firmę NSO Group mogło jej zdaniem – poprzez techniczne właściwości tego typu rozwiązań – stworzyć warunki umożliwiające pozyskanie materiałów przez obce służby.Pegasus miał pomóc dbać o bezpieczeństwo w kraju. System kosztował ponad 33 mln złotych W swoim pierwotnym założeniu Pegasus miał służyć walce z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. Służby PiS wykorzystywały go jednak również do inwigilacji polityków ówczesnej opozycji, m.in. europosła KO Krzysztofa Brejzy, posła KO i znanego adwokata Romana Giertycha czy byłego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego.Pegasusa zakupiono jesienią 2017 r. dla CBA, ze środków w zasadniczej części – 25 mln – zł z Funduszu Sprawiedliwości. Łączny koszt zakupu systemu dla polskich służb wyniósł 33,4 miliona zł. Przy pomocy Pegasusa można było nie tylko podsłuchiwać rozmowy z zainfekowanego smartfona, ale też uzyskać dostęp do przechowywanych w nim innych danych, np. e-maili, zdjęć czy nagrań wideo oraz kamer i mikrofonów.Czytaj też: Wniosek o Trybunał Stanu dla Ziobry zmieniony. Znika kluczowy zarzut