Policja z zaawansowanym sprzętem. Nowe informacje doprowadziły śledczych do ponownego przeszukania bazy paliw, gdzie ostatni raz widziany był Sylwester Suszek poinformował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, Śledczy ponownie przeszukują bazę paliwową w Czeladzi w związku z nowymi ustaleniami w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka. Założyciel giełdy kryptowalut BitBay (obecnie ZondaCrypto) po raz ostatni był widziany właśnie w tym miejscu w marcu 2022 roku.O szczegółach działań poinformował prokurator generalny i minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, zaznaczając, że zabezpieczane dowody mogą pomóc w ustaleniu losu zaginionego.Podczas rozmowy z dziennikarzami minister Żurek potwierdził, że powrotem do bazy paliwowej kierowały nowe informacje, jednak odmówił podania szczegółów. Prokuratura Krajowa przekazała, że w akcji biorą udział biegli, a policja wykorzystuje zaawansowany sprzęt kryminalistyczny.Dzisiaj zarzuty usłyszał były funkcjonariusz policji Artur K. Jest on podejrzany o pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz pomoc w przywłaszczeniu środków należących do użytkowników platformy.Jak tłumaczył Żurek, Artur K.y miał odegrać istotną rolę w sprawie Zondacrypto, otwierając ludziom związanym z giełdą kryptowalut drzwi do świata służb. W 2017 lub 2018 roku miał przejść na emeryturę i wówczas zbliżył się bardzo mocno do Zondacrypto.Żurek: Konstruujemy nowy zespół ds. Zondacrypto Waldemar Żurek przekazał także, że trwa konstruowanie nowego zespołu do sprawy Zondacrypto. Aferą Zondacrypto zajmują się śledczy w Katowicach. Żurek przekazał, że działania w tej sprawie muszą być przeniesione na szczebel centralny.ZOBACZ TAKŻE: Opolska komentuje wtargnięcie Kłeczka. Czego boją się pracownicy Sakiewicza?– Wiemy, że nie każdy z tego zespołu jest w stanie zostawić swoją rodzinę i przenieść się do Warszawy, ale mamy już sygnały od osób z innych miejsc w Polsce, że są chętne do pracy w tym zespole, a mają umiejętności i wiedzę, które by się bardzo przydały w prowadzeniu tego śledztwa – podkreślił.Zaznaczył, że nie ma jeszcze wybranego ostatecznego składu osobowego, ale podjęto już działania organizacyjne. – Mam dobrego kandydata na szefa tego zespołu śledczego, który z powodzeniem prowadzi to śledztwo i dzisiaj kierowanie oddziałem śląskim jest na zupełnie innych torach i prędkościach — dodał.Zaznaczył, że ma nadzieje, że powołanie tego zespołu w Warszawie da jeszcze większe możliwości badania dowodów, których zebrano już bardzo dużo, a umiejscowienie zespołu na Śląsku ogranicza możliwości kadrowe. Podkreślił, że pracują tam jednak bardzo doświadczone osoby i chciałby, aby pracowały w Warszawie.Śląskim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach kieruje naczelnik prok. Marek Wełna. Objął on tę funkcję w lutym 2026 roku, zastępując odwołanego wieloletniego naczelnika prok. Tomasza Tadlę.Postępowanie w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto zostało wszczęte przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach 17 kwietnia br. pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. Dotychczas wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwie.Na początku sierpnia br. postępowanie to zostało połączone ze śledztwem toczącym się w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej, związanym z zaginięciem Sylwestra Suszka, którego los jest nieznany od marca 2022 r. W ramach śledztwa w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto aresztowano m.in. byłego już szefa PKOl Radosława Piesiewicza.Co stało się z Suszkiem?10 marca 2022 Suszek zawiózł rano dzieci do przedszkola, po czym udał się do firmy paliwowej w Czeladzi. Ta należała do pochodzącego z Piekar Śląskich Mariana W. ps. „Maniek”. Obu mężczyzn połączyła pasja do latania helikopterami. Suszek trzymał u „Mańka” swój śmigłowiec, miał też u niego nieformalne biuro. To też dzięki niemu Suszek poznał Przemysława Krala.CZYTAJ TAKŻE: W grze nawet 700 milionów euro. Syndyk Zondacrypto szacuje straty klientówNa zapisie z monitoringu z pobliskiej stacji benzynowej widać Suszka wjeżdżającego do firmy. Nie ma jednak nagrania, które potwierdzałoby, że zaginiony od Mariana W. wyjechał, bo kamery z tylnego wyjścia tego dnia akurat nie działały. Tego dnia również wyjątkowo część etatowych pracowników „Mańka” nie przyszła do pracy, część zgłosiła chorobę, inni wzięli wolne.Pracowali za to więźniowie z zakładu karnego w Wojkowicach. Firma Mariana W. od pięciu wówczas lat zaangażowana była w program „Praca dla więźniów”. Na jej podstawie osadzeni otrzymywali minimalne wynagrodzenie, a pracodawca państwowe dotacje. Jak opisuje „Gazeta Wyborcza”, tego dnia więźniami z Wojkowic „dowodził” paser związany przed laty z grupą Janusza T. ps. „Krakowiak”. Gang „Krakowiaka” był niegdyś jedną z największych i najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych na południu Polski.Marian W. z kolei przed przyjazdem Sylwestra Suszka do firmy wywiózł z niej Annę P. – dziś kobieta przebywa w areszcie – swoją bliską współpracownicę. Przez kilka godzin uczestniczyła ona w spotkaniu członków Polskiego Stowarzyszenia Myjni Cystern. Kamery z tej samej stacji benzynowej zarejestrowały, że w firmie była także dziewczyna Mariana W., która równie szybko wyszła i pojechała do centrum handlowego.Wedle ustaleń dziennika, Suszek ostatnią zarejestrowaną rozmowę odbył kilka minut po godzinie 12. Dzwonił do swojej partnerki, umówili się na 15, mieli bowiem spotkanie w Katowicach w sprawie kupna kolejnego apartamentu. Ale o 14 jego komórka wylogowała się z sieci. Ślad po nim zaginął.