Poszło o wpis na listę ostrzeżeń publicznych. To może być precedensowy spór na polskim rynku finansowym. Giełda kryptowalut BitMarket24 twierdzi, że wpis na listę ostrzeżeń KNF doprowadził ją do upadku i żąda od komisji niemal 2,5 mln zł. Nadzór przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się proces, w którym giełda kryptowalut BitMarket24 domaga się od Komisji Nadzoru Finansowego blisko 2,5 mln zł odszkodowania. Spółka twierdzi, że wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych doprowadziło do utraty dostępu do usług bankowych i w konsekwencji uniemożliwiło dalszą działalność. KNF uważa roszczenia za bezzasadne.O sprawie jako pierwszy poinformował money.pl, wskazując, że może to być pierwszy tego rodzaju spór przed polskim sądem.Wpis na listę ostrzeżeń i zawiadomienie do prokuraturyBitMarket24 trafił na listę ostrzeżeń publicznych KNF 21 stycznia 2019 r. Kilka dni wcześniej, 16 stycznia, Urząd Komisji Nadzoru Finansowego zawiadomił prokuraturę w Krakowie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodziło o świadczenie usług płatniczych bez wymaganego zezwolenia, w tym podejrzenie przechowywania pieniędzy klientów na rachunku giełdy.Spółka twierdzi, że konsekwencje wpisu były znacznie poważniejsze niż samo ostrzeżenie. Według jej pełnomocnika, mec. Leszka Kieliszewskiego, banki i instytucje płatnicze nadzorowane przez KNF traktują obecność na liście jako podstawę do zakończenia współpracy.28 stycznia 2019 r. rachunek firmowy BitMarket24 wypowiedział Credit Agricole. Według money.pl bank powołał się przy tym na swój regulamin, który przewidywał taką możliwość w przypadku wpisania klienta na listę ostrzeżeń KNF.Czytaj także: W oryginalny sposób wydostał się z Ceuty. Pomógł mu klubowy autokar„Finansowa banicja”Pełnomocnik giełdy przekonuje, że wpis doprowadził do faktycznego odcięcia firmy od systemu finansowego. – Spółka traci dostęp do białej listy podatników VAT, nie może opłacić podatku, kontrahentów, czy – w przypadku giełd kryptoaktywów – wymienić złotówek na kryptowaluty – mówił Kieliszewski PAP.Jego zdaniem wpis nie był jedynie informacją dla rynku, ale miał bezpośrednie konsekwencje dla funkcjonowania przedsiębiorstwa.BitMarket24 wskazuje również, że postępowanie wszczęte po zawiadomieniu KNF zostało ostatecznie umorzone. Prokuratura i sąd miały stwierdzić brak znamion popełnienia przestępstwa.Spółka chce przesłuchać przedstawicieli KNFW procesie BitMarket24 chce przesłuchania m.in. pracowników Credit Agricole oraz KNF. Wśród świadków znaleźli się były przewodniczący Komisji Marek Chrzanowski oraz obecny szef KNF Jacek Jastrzębski.Podczas poniedziałkowej rozprawy pełnomocnik giełdy wnosił o stacjonarne przesłuchanie jedynie pracowników KNF. Komisja domagała się, aby wszyscy świadkowie byli przesłuchiwani w ten sam sposób. Sąd przychylił się do tego wniosku i wyznaczył kolejne terminy rozpraw na 14 grudnia 2026 r. oraz 18 stycznia 2027 r.Według Kieliszewskiego KNF sprzeciwia się przesłuchaniu Jastrzębskiego, argumentując, że obecny przewodniczący nie posiadał wiedzy dotyczącej sprawy.Czytaj także: Zabójstwo Mai z Mławy. Matka Bartosza G. miała zlecić kolejne zbrodnieKNF: wykonywaliśmy ustawowy obowiązekUrząd KNF przekazał PAP, że zarzuty BitMarket24 są bezzasadne. Komisja podkreśla, że wpis na listę ostrzeżeń był konsekwencją zawiadomienia organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.KNF wskazuje, że zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym ma obowiązek podawania do publicznej wiadomości informacji o takich zawiadomieniach. Zdaniem Komisji zamieszczenie BitMarket24 na liście było więc realizacją ustawowego obowiązku, a nie niezależną decyzją wymierzoną w spółkę.KNF przypomniała również, że po prawomocnym umorzeniu postępowania karnego lub odmowie jego wszczęcia podmiot może wystąpić o usunięcie informacji z listy ostrzeżeń.Komisja nie odpowiedziała natomiast na wszystkie pytania PAP, w tym dotyczące sprzeciwu wobec przesłuchania obecnego przewodniczącego.Spór o politykę KNF wobec kryptowalutBitMarket24 chce także wykazać, że wpis na listę był częścią szerszej polityki KNF wobec branży kryptowalutowej. Według spółki nadzór miał wywierać presję na banki i instytucje płatnicze, aby nie obsługiwały firm z tego sektora. KNF temu zaprzecza.Istotne znaczenie może mieć spotkanie przedstawicieli BitMarket24 z urzędnikami UKNF, do którego doszło 11 stycznia 2019 r. Obie strony potwierdzają, że się odbyło, ale odmiennie przedstawiają jego przebieg.Pięć dni później UKNF skierował zawiadomienie do prokuratury, a 21 stycznia giełda znalazła się na liście ostrzeżeń. Tydzień później Credit Agricole wypowiedział jej rachunek.To właśnie związek między tymi wydarzeniami oraz ich wpływ na działalność BitMarket24 jest jednym z kluczowych elementów trwającego procesu.Czytaj także: Nie żyje syn Cindy Crawford. Zmarł w ośrodku leczenia uzależnień