Wywiad z prezesem PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni. Po latach marazmu polska Marynarka Wojenna szybko rośnie w siłę. Obecnie w stoczniach na Wybrzeżu powstaje 9 jednostek, a w planach są już kolejne. – Okręt logistyczny „Bałtyk” oraz dwie jednostki w ramach projektu Supply (zbiornikowce – red.) są rozważane od dawna. „Bałtyk” jest w planie modernizacji technicznej i mam nadzieję, że do końca 2028 roku umowa na jego budowę zostanie podpisana. Oczywiście o wszystkim decyduje klient – powiedział w rozmowie z portalem TVP Info Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni. Portal TVP.Info: Od dłuższego czasu mówi się, że na programie „Miecznik” się nie skończy i PGZ Stocznia Wojenna wybuduje jeszcze czwartą fregatę dla polskiej armii. Jakie są na to szanse?Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni: Zanim zaczniemy budować czwartą fregatę, to najpierw powinniśmy wybudować dla Marynarki Wojennej duży okręt logistyczny, dlatego że okręty, które aktualnie są w budowie, albo są już wybudowane, muszą być też zaopatrywane. Wszystko zmierza w tym kierunku, że po trzeciej fregacie, która będzie oddana w 2032 roku, powstanie też czwarta fregata, ale przed oddaniem trzeciego okrętu z programu „Miecznik”, zostanie jeszcze podpisana umowa na budowę dużej jednostki logistycznej. Oczywiście liczę też na to, że do listopada zostanie też podpisany kontrakt na okręt typu „Ratownik” dla szwedzkiej Marynarki Wojennej.Czy ewentualna czwarta fregata będzie tańsza niż trzy wcześniejsze?Nie wiem, dlaczego miałaby być tańsza. Jeżeli mówimy o fregacie tego samego typu i tak samo uzbrojonej, to raczej nie ma możliwości, żeby była tańsza. Czytaj także: Polski napęd dla Borsuka. Cztery razy tańszy od niemieckiegoDuża jednostka logistyczna, o której pan wspomniał, byłaby zbudowana przed czwartą fregatą dla Marynarki Wojennej?Według mnie taka powinna być kolejność. Patrząc na harmonogram uwzględniający wszystkie zamówienia, to widzę to w ten sposób: w 2029 roku wodujemy trzecią fregatę i na jej miejsce może już wchodzić do budowy nowy okręt. Uważam, że zapotrzebowanie na jednostki logistyczne jest tak duże, że w pierwszej kolejności powinny one znaleźć się na liście zamówień. Też powtarzam, to tylko moja opinia.W dowództwie Marynarki Wojennej jest przychylność dla takiej właśnie koncepcji?Zdecydowanie. Okręt logistyczny „Bałtyk” oraz dwie jednostki w ramach projektu Supply (chodzi o dwa zbiornikowce – red.) są rozważane od dawna. „Bałtyk” jest w planie modernizacji technicznej i mam nadzieję, że do końca 2028 roku umowa na jego budowę zostanie podpisana. Oczywiście o wszystkim decyduje klient, a nie PGZ Stocznia Wojenna.Na ile szacuje pan koszt budowy takiej jednostki logistycznej?Trudno dokładnie powiedzieć, ale aktualnie można przyjąć, że może to być kwota rzędu 400-500 milionów euro. Czytaj także: Rząd walczy o samolot 6. generacji. „Przed nami kluczowe decyzje”Nie jest też tajemnicą, że PGZ Stocznia Wojenna jest mocno zainteresowana kontraktami zagranicznymi…Mocno współpracujemy z Wielką Brytanią i jeśli będą mieli tylko jakiś konkretny kontrakt dla nas, a my będziemy mieli wolne moce produkcyjne, to jesteśmy otwarci. Dotychczas to współdziałanie układało się bardzo dobrze (w sierpniu 2026 r. brytyjski Babcock oraz duńskie konsorcjum Danske Fladeskibe podpisały list intencyjny dotyczący wspólnego przygotowania oferty na przyszłe duńskie fregaty – red.). Trzymam kciuki za Brytyjczyków, bo takie umowy są też bardzo ważne dla nich. Widzę również bardzo dobre perspektywy współpracy z firmą SAAB oraz całym szwedzkim przemysłem zbrojeniowym.Czy wchodzą w grę jeszcze jakieś inne zagraniczne opcje?PGZ oraz cała domena morska są kontakcie z różnymi krajami. Tylko rzeczywistość wygląda tak: fregaty z programu „Miecznik” są okrętami licencjonowanymi. Licencję ma Babcock, nie my. Nie możemy tego przedstawiać w ofercie jako własny produkt. Co innego z jednostką „Ratownik” czy niszczycielami min z programu „Kormoran II” (ten ostatni projekt realizuje gdańska stocznia Remontowa Shipbuilding w konsorcjum z PGZ Stocznią Wojenną i CTM – red.). To jest polska myśl techniczna, polska licencja i może być polskim produktem eksportowym. Tutaj szanse są dużo większe. Należy jednak też pamiętać, że okrętu wojennego nie buduje się dwa czy trzy miesiące, ale kilka lat i trzeba mądrze rozplanowywać każdy slot. Ma pan wysokie kwalifikacje menedżerskie, inżynierskie oraz prawnicze, ale zaczynał pan jako monter w Stoczni Gdynia, dlatego podwładni nie mają z panem chyba łatwego życia, bo stocznia nie ma dla pana tajemnic…Staram się dla każdego stoczniowca być nie tylko szefem, ale głównie przyjacielem i kolegą. Dlatego, że sam byłem monterem, to znam specyfikę pracy w stoczni od podstaw. Szanuję pracę ludzi, bo sam wiem, jak to jest nieprawdopodobnie ciężkie. Stocznia jest multiplikacją różnych zawodów. Są nawet prawnicy, finansiści, handlowcy, informatycy. Każdemu warto poświęcić czas. Ja stosuję taką zasadę: jeden człowiek, to jest jeden charakter – jak ma się tysiąc dwieście osób w zakładzie, to ma się tysiąc dwieście charakterów. Dla mnie najważniejsze jest to, że ktoś ma pasję, kocha ten przemysł okrętowy, chce się jemu poświęcić, a co za tym idzie – z tak pozytywnymi ludźmi można góry przenosić.Czytaj także: Polska zbrojeniówka w natarciu. Premiera pojazdu pancernego dla armii