„Ciężki nokaut”. Po dotkliwej porażce wyborczej CDU w Saksonii-Anhalcie kanclerz Friedrich Merz wchodzi w kolejną wyborczą niedzielę pod silną presją. Słabe wyniki chadeków w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim mogą jeszcze bardziej nasilić debatę o politycznej przyszłości szefa niemieckiego rządu. Dwa piętra pod ziemią, w piwnicy dawnego browaru na berlińskim Prenzlauer Bergu, Merz mógł jednak liczyć na chwilę wytchnienia. Gdy we wtorek wszedł na spotkanie Fundacji Konrada Adenauera z około 170 młodymi ludźmi, przywitały go długie brawa. Kanclerz usiadł, ale aplauz nie cichł, więc wstał jeszcze raz i ukłonił się. Tak serdeczne przyjęcie nie zdarza mu się ostatnio często.Pod koniec sierpnia, podczas wizyty w nadbałtyckim Kühlungsborn w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Merz spotkał się z gwizdami i buczeniem części zgromadzonych. Podczas rozmów z wyborcami po kampanijnym wydarzeniu z tłumu padały pod jego adresem określenia „podżegacz wojenny” i „Pinokio”, a część obecnych domagała się jego dymisji.Niespełna tydzień później CDU poniosła dotkliwą porażkę w wyborach w Saksonii-Anhalcie. Chadecy uzyskali 17,2 proc. głosów, podczas gdy Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła 43,8 proc.Chadecy obawiają się, że w Meklemburgii-Pomorzu Przednim może czekać ich kolejny bardzo słaby wynik. CDU balansuje tam niebezpiecznie blisko pięcioprocentowego progu wyborczego. Opublikowane w piątek badanie ZDF daje partii zaledwie 6 proc. poparcia. W poprzednich wyborach landowych w 2021 roku CDU zdobyła 13,3 proc. głosów. Wynik na poziomie 6 proc. byłby najgorszym rezultatem partii w wyborach landowych w historii RFN.„Zostałem wybrany na cztery lata”W Berlinie chadecy mogą według tego samego badania liczyć na 20 proc., wyraźnie mniej niż 28,2 proc. zdobyte w wyborach w stolicy w 2023 roku. ZDF podkreśla przy tym, że wyniki sondażu są jedynie obrazem bieżących nastrojów, a nie prognozą rezultatu wyborów.Sam Merz deklaruje, że nie zamierza się poddawać i chce dokończyć rozpoczętą w 2025 roku czteroletnią kadencję. – Zostaliśmy wybrani na cztery lata. Ja zostałem wybrany na cztery lata – mówił we wtorek. W środę otrzymał wsparcie premierów wszystkich ośmiu krajów związkowych, w których na czele rządu stoi CDU. We wspólnym oświadczeniu wezwali do stabilności i zapowiedzieli, że będą „wspólnie z kanclerzem” pracować nad rozwiązywaniem problemów obywateli.Robin Alexander, dziennikarz polityczny i autor książek o niemieckiej polityce, zwracał w swoim podcaście uwagę na postępujący spadek autorytetu kanclerza w jego własnej partii. W CDU coraz wyraźniej toczy się dyskusja zarówno o przyczynach kryzysu, jak i o dalszym kursie ugrupowania. Część polityków domaga się szybszych reform, inni opowiadają się za zmianą sposobu ich wprowadzania i komunikowania. Przedmiotem sporu pozostaje również strategia wobec rosnącej w sondażach AfD.„Operacja usunięcia kanclerza”Tygodnik „Die Zeit” w tekście zatytułowanym „Operacja usunięcia kanclerza” opisywał pogarszające się nastroje wobec Merza wewnątrz CDU. Według gazety w partyjnych kręgach coraz intensywniej rozważane są scenariusze zmiany na stanowisku kanclerza, choć ich przeprowadzenie wiązałoby się z poważnymi przeszkodami politycznymi i konstytucyjnymi.Problemem Merza są również jego osobiste notowania, słabsze niż poparcie dla samej chadecji. W badaniu Instytutu Forsa przeprowadzonym od 8 do 14 września z pracy kanclerza zadowolonych było jedynie 10 proc. Niemców, a 88 proc. oceniało ją negatywnie. To najniższy wynik Merza odnotowany dotąd przez Forsę.W badaniu DeutschlandTrend ARD, przeprowadzonym od 31 sierpnia do 2 września, z pracy kanclerza zadowolonych było 13 proc. ankietowanych. Był to – podobnie jak w lipcu – najniższy poziom zadowolenia z urzędującego kanclerza w historii tego badania.„Ludzie nie ufają rządowi federalnemu”Zdaniem Pascala Begricha, dyrektora organizacji pozarządowej Miteinander, kryzys zaufania do establishmentu w Niemczech jest jednak zjawiskiem szerszym i nie ogranicza się do osoby kanclerza.– Mamy do czynienia z alienacją między obywatelami a polityką. Ludzie nie ufają rządowi federalnemu, systemowi partyjnemu ani parlamentowi. Nie czują się przez polityków reprezentowani. Stąd wzrosty AfD – mówi.Jak przekonuje Begrich, jedną z przyczyn sondażowych spadków chadecji jest sposób, w jaki rząd komunikuje wprowadzane reformy.– Rządowi nie udało się wyjaśniać problemów i proponowanych rozwiązań w taki sposób, by ludzie je zrozumieli i czuli, że są częścią tego procesu – ocenił.Podobnie nastroje diagnozuje prof. Rahim Hajji z Uniwersytetu Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal. Jego zdaniem część wyborców zwraca się ku AfD z powodu przekonania, że tradycyjne partie „nie robią dla nich wystarczająco dużo”, i szuka ugrupowania, które dotąd nie sprawowało władzy.„Kryzys stabilizuje kanclerza”W nieco innym tonie wypowiada się publicysta „Die Zeit” Bernd Ulrich. Jego zdaniem słabość Merza może paradoksalnie działać na korzyść kanclerza. Potencjalny następca musiałby bowiem przejąć nie tylko urząd, lecz także wszystkie obecne problemy gospodarcze, koalicyjne i polityczne. Ulrich określa tę sytuację jako mechanizm, w którym „kryzys stabilizuje” kanclerza.Jeszcze podczas spotkania Merza na Prenzlauer Bergu pojawiła się informacja, że kanclerz nie pojedzie w następnym tygodniu do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ i pozostanie w Berlinie. Źródło w niemieckim rządzie przekazało Agencji Reutera, że jego obecność jest potrzebna w stolicy.Na zakończenie spotkania Merz przyznał, że wieczór dał mu „nieco siły” w czasie, który „jest cholernie niełatwy”. Niemieckie media zwracały uwagę na kontrast między serdecznym przyjęciem kanclerza w piwnicy dawnego browaru a polityczną presją, z którą mierzy się na co dzień.Czytaj także: Merkel komentuje zwycięstwo AfD. „Serce mi krwawi”