Zonda-republika. Zacznijmy wyjątkowo od końca. W piątek, podczas ostatniego dnia trwającego w tym tygodniu posiedzenia Sejmu, na galerii sejmowej, na której od kilku miesięcy przeprowadzam wywiady z politykami, doszło do niespotykanej sytuacji. Warto tu podkreślić, że we wspomnianych rozmowach udział biorą przedstawiciele niemal wszystkich ugrupowań zasiadających w polskim parlamencie: Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, PSL, Lewicy, Razem, Konfederacji, Polski 2050, Centrum, a od niedawna także nowego klubu parlamentarnego Rozwój Plus. Właśnie wtedy, gdy rozpoczynałam wywiad na żywo z posłem Koalicji Obywatelskiej Adrianem Witczakiem, do mnie i mojego gościa przysiadł się Miłosz Kłeczek z Telewizji Republika i zaczął zagłuszać naszą rozmowę.Był to – co trzeba zaznaczyć – wywiad dotyczący bardzo poważnego tematu. Mieliśmy rozmawiać o bezpieczeństwie w kontekście incydentów w pobliżu polskiej granicy, działań sabotażowych Rosji oraz reakcji polskiego państwa. W tle pojawiły się również słowa Mariusza Błaszczaka, byłego ministra obrony narodowej, który w rozmowie z reporterką TVP Info Adaminą Sajkowską określił polskich generałów mianem „betonu”.Kłeczek wszedł w kadrMiłosz Kłeczek próbował uniemożliwić rozmowę, choć od razu zwróciłam uwagę na rzecz dość oczywistą: otóż widzowie i tak nie mogli usłyszeć tego, co mówił, ponieważ nie miał przypiętego mikroportu. Bez tego sprzętu jego głos po prostu nie trafiał na antenę. Nie wiem, jaki cel mu przyświecał. Być może chodziło o sprowokowanie awantury. To się jednak nie udało, spokojnie bowiem zwracałam uwagę, że przeszkadza nam w rozmowie i że jego wypowiedzi nie są słyszalne dla widzów. W pewnym momencie zrobiło się jednak na tyle głośno, że zakłócone zostały nawet obrady Sejmu. Miłosz Kłeczek nie reagował również początkowo na uwagi prowadzącego obrady wicemarszałka Krzysztofa Bosaka, który apelował o zachowanie spokoju.Ostatecznie pracownik Telewizji Republika został wyprowadzony z galerii sejmowej przez Straż Marszałkowską. Poseł Adrian Witczak, którego wywiad został przerwany (choć kilkanaście minut później dokończyliśmy rozmowę, już w spokoju) złożył do Kancelarii Sejmu wniosek o wydanie Miłoszowi Kłeczkowi zakazu wstępu na teren parlamentu. Cała sytuacja odbiła się głośnym echem, a zachowanie Miłosza Kłeczka krytykowały nawet osoby, które na co dzień są raczej życzliwe prawej stronie sceny politycznej i telewizji, którą reprezentuje sam Kłeczek. Nie ma się zresztą co dziwić, bo trudno znaleźć precedens dla sytuacji, w której pracownik jednej stacji telewizyjnej nieproszony wchodzi na antenę konkurencyjnej telewizji i celowo zakłóca jej pracę. Mam jednak wrażenie, że ten incydent wpisuje się w coraz większą agresję, o której pisałam już wcześniej i którą, obawiam się, będziemy obserwować coraz częściej wraz z rozkręcaniem się kampanii wyborczej przed wyborami w 2027 roku. Im bliżej przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, tym więcej zachowań, które do tej pory nie mieściły się ani w standardach etyki parlamentarnej, ani dziennikarskiej, może stać się naszą codziennością.Czytaj też: Zespół śledczy ds. Zondacrypto może zostać przeniesiony do WarszawyZonda-republikaPracownicy Telewizji Republika mają jednak dziś znacznie więcej powodów do nerwowości. Być może właśnie z tym napięciem wiąże się również piątkowa sytuacja. Wróćmy do tego, co wydarzyło się równo dwa tygodnie temu w Sejmie. To właśnie wtedy premier Donald Tusk z sejmowej mównicy cytował fragmenty zeznań Przemysława Krala, byłego prezesa upadłej ZondaCrypto. O powiązaniach tej giełdy z politykami prawicy, przedstawicielami przestępczego półświatka, zaginięciu pierwszego prezesa BitBaya, Sylwestra Suszka, i jego prawdopodobnym zabójstwie pisałam już wielokrotnie. Tym razem jednak premier przytoczył fragment zeznań osoby, która zdecydowała się współpracować z prokuraturą. Nazwiska Krala wprawdzie nie wymienił, ale nie pozostawił większych wątpliwości, o kogo chodzi.Padł między innymi taki fragment: „A najważniejsze w tej współpracy było to, że pan X obiecywał mi, że jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie, gdybym został skazany w tej sprawie. To było za te wszystkie płatności, tj. CPAC, reklamy i kongres organizowany w USA”. Natychmiast ruszyła giełda nazwisk, w politycznych kuluarach i mediach zaczęto zastanawiać się, kim mógł być tajemniczy „pan X”. Nazwisko Tomasza Sakiewicza pojawiało się w tych spekulacjach wyjątkowo często.Na początku tego tygodnia dziennikarze TVN24 – Michał Fuja, i Wirtualnej Polski – Szymon Jadczak, opublikowali materiał, który dowodzi, że to właśnie Tomasz Sakiewicz miał być osobą, która, powołując się na wpływy w Pałacu Prezydenckim, miała obiecywać Przemysławowi Kralowi możliwość ułaskawienia. Oczywiście można mieć wątpliwości co do wiarygodności samego Krala. Mówimy przecież o podejrzanym, który współpracuje z prokuraturą i którego zeznania podlegają weryfikacji. Jednocześnie, jeśli rzeczywiście miałby uzyskać status małego świadka koronnego, składanie fałszywych zeznań niosłoby dla niego bardzo poważne konsekwencje. To, co zwraca uwagę w publikacjach TVN24 i Wirtualnej Polski, to przede wszystkim obszerna dokumentacja, a o przepływach finansowych między ZondaCrypto a Telewizją Republika oraz planach sprzedaży pakietu akcji Republiki giełdzie ZondaCrypto wiemy od tygodni. To wszystko mocno uprawdopadabnia wersję, w której szef Republiki faktycznie jest „panem X” z zeznań Krala.Nerwowość SakiewiczaOd momentu publikacji widać było również nerwowość po stronie Tomasza Sakiewicza i pracowników Republiki. Na antenie stacji oraz na platformach cyfrowych zaczęły pojawiać się personalne ataki na dziennikarzy opisujących tę sprawę.Jakby tego było mało, zaledwie kilka dni później ci sami dziennikarze, Michał Fuja i Szymon Jadczak, opublikowali kolejny materiał. Tym razem z ich ustaleń wynikało, że podejrzane relacje finansowe z ZondaCrypto mieli również współpracownicy Telewizji Republika: Sławomir Jastrzębowski i Marcin Dobski.Ten pierwszy miał należeć do whatsappowej grupy „zondacrypto Public Relations”, utworzonej 18 września 2025 roku. Z kolei Marcin Dobski jeszcze w marcu tego roku kontaktował się bezpośrednio z Przemysławem Kralem, pytając o możliwość skorzystania z funduszu wsparcia dla utalentowanych dziennikarzy. Jednocześnie miał skarżyć się na nieregularne wypłaty w Telewizji Republika. Warto zwrócić uwagę na moment, w którym miało dojść do tej rozmowy. Marzec 2026 roku to już czas, kiedy było jasne, że ZondaCrypto ma poważne problemy, a ludzie, którzy powierzyli jej swoje pieniądze, nie są w stanie ich odzyskać. Mimo to Dobski, przedstawiający się jako dziennikarz śledczy tropiący afery, miał pytać Przemysława Krala o możliwość współpracy.W obu przypadkach mamy do czynienia z niejasnymi przepływami finansowymi między osobami przedstawiającymi się jako dziennikarze a giełdą, wokół której pojawiają się poważne pytania dotyczące jej powiązań ze światem przestępczym, potencjalnego co najmniej jednego zabójstwa oraz oszustw wobec ludzi, którzy zainwestowali w niej swoje pieniądze.Dlatego trudno się dziwić, że Republika, w dużej mierze utrzymująca się z wpłat swoich widzów, zaczyna coraz bardziej nerwowo myśleć o swojej przyszłości. Przejawem tej frustracji mogą być coraz ostrzejsze ataki, przede wszystkim na dziennikarzy ujawniających kolejne nieprawidłowości, ale także irracjonalne zachowania, takie jak to piątkowe zajście na sejmowej galerii.