Miłosz Motyka w „Gościu poranka”. Tu nie chodzi o ceny paliw, a o ich dostępność. My dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której zaczyna się walka o surowiec, zaczyna się walka o gotowy produkt – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info minister energii Miłosz Motyka, komentując sytuację na rynku ropy i skutki uszkodzenia rurociągu Wschód–Zachód w Arabii Saudyjskiej. W dniach 14-16 września w Houston odbyło się spotkanie ministrów energii G20. Polska uczestniczyła w nim na zaproszenie amerykańskiej prezydencji grupy. W rozmowach brał udział minister energii Miłosz Motyka.Jednym z głównych tematów było bezpieczeństwo energetyczne. Uczestnicy dyskutowali m.in. o cenach energii, inwestycjach w infrastrukturę oraz dostępie do surowców krytycznych.Miłosz Motyka spotkał się również z przedstawicielami amerykańskiej administracji i sektora energetycznego. Rozmowy dotyczyły m.in. bezpieczeństwa dostaw, infrastruktury LNG, inwestycji, nowych technologii oraz rozwoju zdywersyfikowanych łańcuchów dostaw.„Energia musi być stabilna”Piotr Maślak, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał ministra energii o rozmowy prowadzone w Houston.– Przede wszystkim rozmawialiśmy o tym, że transformacja energetyczna i w ogóle cały proces inwestycyjny powinny opierać się przede wszystkim na tym, aby energia była jak najlepiej dostępna i przede wszystkim stabilna. Nasze systemy powinny być stabilne, czyli mówiliśmy o tym, jak możemy wykorzystywać także obecną technologię do tego, żeby źródła konwencjonalne, takie jak moce gazowe i węglowe, wykorzystywać jak najlepiej, bo one są podstawą miksu energetycznego, a w przyszłości dojdzie do tego atom – mówił Motyka. Minister wskazał, że podczas rozmów ze stroną amerykańską przedstawiono również polskie plany dotyczące infrastruktury LNG.– To, co udało się przedstawić stronie amerykańskiej, to plan inwestycyjny, który Polska ma w zakresie terminali LNG w Świnoujściu, rozbudowywanego i budowanego terminala w Gdańsku oraz kolejnego terminala, który może pomóc w przesyle amerykańskiego gazu, ale także gazu z innych kierunków, między innymi z Bliskiego Wschodu, gdy uda się już wreszcie odblokować ten kierunek. Wszystko po to, by zagwarantować lepszą dywersyfikację dostaw tego surowca do naszej części Europy – zaznaczył.Motyka zwrócił uwagę, że Polska była jedynym państwem z tej części Europy obecnym przy stole G20.– Ja to podkreślałem. My nie mówimy tylko i wyłącznie głosem Polski, ale całego regionu, a do tej pory ten region z punktu widzenia bezpieczeństwa był przede wszystkim narażony na zależność surowcową od Rosji – dodał.Zagrożenia dla infrastruktury energetycznej17 września premier Donald Tusk mówił w Sejmie, że „w ocenie wywiadów w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę”.Prowadzący „Gościa poranka” zapytał ministra energii, czy kwestia zagrożeń dla infrastruktury energetycznej była poruszana również w kuluarach spotkania w Houston.– Rozmawialiśmy także o tym. Zwracaliśmy uwagę, że dzisiaj bezpieczeństwo infrastruktury to nie tylko bezpieczeństwo kinetyczne, ale też cybernetyczne i technologiczne, bo tutaj mamy różne zależności – czy to od państw azjatyckich, czy związane z próbami ataków ze strony Federacji Rosyjskiej – poinformował Motyka.Jak dodał, jest to szczególnie istotny problem dla państw regionu.– Dzisiaj te imperialne zapędy Rosji są skierowane w stronę państw wschodniej flanki NATO. Stąd też wzmacnianie naszych wysiłków na rzecz obrony tej infrastruktury, rekordowe wydatki i inwestycje w cyberbezpieczeństwo oraz bardzo dobra koordynacja między służbami i spółkami w zakresie obrony kinetycznej i antydronowej – podkreślił.„Sygnały są ostrożnie optymistyczne”Rurociąg Wschód-Zachód, znany również jako Petroline, został uszkodzony 11 września w wyniku ataku dronów. Według władz Arabii Saudyjskiej i Iraku maszyny nadleciały z terytorium Iraku. Najnowsze ustalenia wskazują, że uszkodzone zostały trzy stacje pomp. Po ataku saudyjskie władze zdecydowały o czasowym wstrzymaniu pracy rurociągu.Liczący około 1200 kilometrów Petroline łączy pola naftowe na wschodzie Arabii Saudyjskiej z portem Janbu nad Morzem Czerwonym. Rurociąg ma szczególne znaczenie, ponieważ pozwala transportować ropę z pominięciem cieśniny Ormuz. Przed uszkodzeniem przesyłano nim około 4-5 mln baryłek ropy dziennie, czyli ilość odpowiadającą około 4-5 proc. światowej podaży.Zakłócenia w dostawach ropy i niepewność wokół terminu pełnego przywrócenia pracy rurociągu rodzą pytania o dalszy wpływ tej sytuacji na ceny paliw. Minister energii został zapytany w „Gościu poranka”, czy cena oleju napędowego w Polsce może przekroczyć 10 zł za litr.– Jesteśmy po rozmowach z przedstawicielami administracji Arabii Saudyjskiej na temat uszkodzonej infrastruktury rurociągu Wschód-Zachód. Te rozmowy toczyły się w Houston. Rozmawialiśmy także 17 września i te sygnały są ostrożnie optymistyczne – przekazał Motyka. „Zaczyna się walka o surowiec”Pytany, czy polski rząd ma plan na wypadek, gdyby nie udało się ponownie uruchomić rurociągu, minister odpowiedział:– Zostanie uruchomiony. Strona saudyjska nas o tym zapewniała i przekazywała, że stanie się to szybciej, niż przewidują media, czyli w ciągu kilkunastu najbliższych dni, jeżeli nie dojdzie do kolejnych ataków ze strony agresora, czyli powstańców w Jemenie.Motyka zapewnił również, że sytuacja nie doprowadziła do wstrzymania pracy rafinerii.– Orlen zakontraktował dostawy na ten czas, które są przesunięte, a nie anulowane. Na to też chcę zwrócić uwagę. W sytuacji ekstraordynaryjnej mamy odpowiednie zapasy, rezerwy strategiczne. Ja dotychczas nie podejmowałem decyzji o ich uwolnieniu, między innymi dlatego, że uważałem, iż może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego – wyjaśnił.– Tu nie chodzi o ceny paliw, a o ich dostępność. My dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której zaczyna się walka o surowiec, zaczyna się walka o gotowy produkt. W razie czego rząd ma więc także odpowiednie mechanizmy. Do tego dochodzi oczywiście kwestia samej ceny – dodał. „Upór maniaka”Minister odniósł się także do rządowego projektu podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych.– Rząd przedstawił plan, aby ceny obniżyć. Stąd ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków. Liczymy, że pan prezydent tę ustawę po prostu podpisze i dzięki temu będzie można tankować taniej. To jest absolutnie konieczne ze względu na to, że dzisiaj te ceny są rekordowe i środki w budżecie na to są potrzebne – stwierdził.– Nie rozumiem tego uporu maniaka pana prezydenta i jego doradców, którzy tak strasznie martwią się o finanse tych wielkich koncernów. Koncerny nie przełożą tego na klientów, ponieważ ustalamy cenę maksymalną. Po drugie, i tak są rekordowe zyski nadzwyczajne w tym sektorze, więc nie ma się co martwić o koncerny – podsumował Motyka. Czytaj także: Dostawy ropy do Polski. Ważny komunikat Orlenu