Bolesny start w Lidze Europy. Lech Poznań przegrał w Londynie z Crystal Palace 0:4 (0:3) w meczu pierwszej kolejki fazy ligowej Ligi Europy. Kolejne spotkanie mistrzowie Polski rozegrają 15 października u siebie z Bayerem Leverkusen. „Kolejorz” w premierowym pojedynku Ligi Europy otrzymał lekcję futbolu od zespołu, który nie jest nawet średniakiem angielskiej ekstraklasy. Poznaniacy szczególnie w pierwszej połowie srogo zapłacili za indywidualne błędy, a emocje zakończyły się po 45 minutach.Miłe złego początkiMecz mógł się idealnie rozpocząć dla lechitów. Już pierwsza akcja w ich wykonaniu mogła, a nawet powinna zakończyć się golem, ale Mikael Ishak źle odstawił nogę po podaniu Patrika Walemarka z boku pola karnego.Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i na bramkę Poznaniaków sunął atak za atakiem. Szczególnie Yeremy Pino dawał się we znaki defensorom „Kolejorza”. Pierwszego gola to jednak mistrzowie Polski podarowali rywalom. Fatalny błąd popełnił Terry Yegbe, który z autu tak wyrzucił piłkę, że spadła pod nogi Pino. Defensywa „Kolejorza” nie zdążyła zareagować, a hiszpański napastnik w sytuacji sam na sam nie dał szans Mateuszowi Lisowi.Kuriozalna bramka podcięła skrzydła LechaLechowi ciężko było wrócić do gry po bramce straconej w tak kuriozalny sposób. Piłkarze Crystal Palace świetnie grali pressingiem zmuszając Poznaniaków do błędów i strat w środku pola. Goście próbowali odpowiadać tym samym, ale Anglicy nie popełniali aż tylu błędów. W 22. minucie znów przed szansą stanął Ishak, który po zagraniu Radosława Murawskiego bez przyjęcia uderzył nad poprzeczką.Po krótkim okresie dość wyrównanej gry, Londyńczycy podwyższyli rezultat. Chris Richards głową pokonał Lisa po znakomitym dośrodkowaniu Adama Whartona z rzutu rożnego. Lechici szukali kontaktowego gola, ale to ataki gospodarzy były zdecydowanie groźniejsze. Szarżującego w polu karnym Pino nieprzepisowo zatrzymał Murawski, a słowacki arbiter Michal Ocenas nie miał wątpliwości, a rzut karny wykorzystał Jorgen Strand Larsen. Jeszcze przed przerwą podopieczni Nielsa Frederiksena stracili czwartą bramką, ale na ich szczęście padła ze spalonego. Najbardziej odetchnął Yegbe, który do asysty mógłby dołożyć samobójczego i całkiem efektownego gola.Po zmianie stron widowisko nie było już tak ekscytujące. Znacząco spadło tempo meczu, a Anglicy nie atakowali już z taką determinacją, choć wciąż posiadali kontrolę nad spotkaniem.W 55. minucie goście wyprowadzili nieźle zapowiadający się kontratak, ale Luis Palma uderzył zbyt lekko, by pokonać golkipera gospodarzy.Crystal Palace po niezwykle efektownej akcji mógł prowadzić 4:0, lecz Michał Gurgul przyblokował strzał Pino. 10 minut później Eddie Nketiah znalazł się w sytuacji jeden na jednego z Lisem, ale strzelił niecelnie. Lech dążył do zdobycia honorowego gola, tylko był mało konkretny w polu karnym rywali. W 83. minucie Gurgul oddał kąśliwy strzał z dystansu, Walter Benitez odbił piłkę przed siebie, jednak żaden z zawodników gości nie pobiegł na dobitkę.Tuż przed upływem podstawowego czasu gry lechici stracili piłkę w środku pola i Anglicy błyskawicznie rozegrali szybki atak. Nketiah ograł obrońców Lecha i strzałem w długi róg pokonał Lisa.