Skandal w Szpitalu Południowym. Kobieta w 22 tygodniu ciąży trafiła karetką na SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie. Tam przez ponad trzy godziny nie została zbadana przez ginekologa, mimo silnego bólu, omdlenia i problemów z oddychaniem. Gdy okazało się, że doszło do pęknięcia macicy i krwotoku wewnętrznego, było za późno, by uratować jej córkę. Ciężarna trafiła na SOR 21 czerwca z ostrym i narastającym bólem brzucha. Wcześniej w domu rodziców straciła przytomność, była blada, miała sine usta i zawroty głowy. Po przyjeździe do Szpitala Południowego pobrano jej krew, podłączono kroplówkę i wykonano EKG. Jednak jak opowiada w rozmowie z portalem Onet.pl, przez ponad trzy godziny czekała na ginekologa.Bóle nie ustępowały, przez ten czas kilkukrotnie pytała personel, kiedy zostanie zbadana, w odpowiedzi słyszała, że ten czeka na wyniki badań krwi. W tym czasie jej brzuch stawał się coraz bardziej twardy i wzdęty.Wedle relacji kobiety, w dokumentacji medycznej jej stan określono jako dobry. A gdy ginekolog przyszedł ją wreszcie zbadać, okazało się, że płód ma niskie tętno, a w jej jamie brzusznej znajduje się duża ilość płynów. Usłyszała wówczas, że prawdopodobnie doszło do pęknięcia macicy. Wezwano – wedle opowieści kobiety – chirurga i zdecydowano o natychmiastowej operacji.Podczas zabiegu lekarze stwierdzili rozległy krwotok, kobieta miała stracić jej aż trzy litry. Jak dowiedziała się później od neonatologa, worek owodniowy z dzieckiem przemieścił się przez otwór w macicy do jamy otrzewnej, a odklejające się łożysko doprowadziło do spadku tętna płodu.Czytaj także: Rekordzista pracował niemal 5 dób. Wyniki audytu warszawskich szpitaliDziecko urodziło się w 22. tygodniu ciąży, było sine, niedotlenione i wiotkie. Otrzymało 0 punktów w skali Apgar. Po dwóch godzinach reanimacji zmarło.Kobieta zapowiada, że chce zgłosić sprawę Rzecznikowi Praw Pacjenta. Konsultowała się również z prawnikami, którzy poinformowali ją, że może zawiadomić prokuraturę.