Podjęto zaskakujące decyzje. Formuła 1 opublikowała oficjalny kalendarz na sezon 2027. W harmonogramie znalazły się aż 24 rundy, a jedną z najważniejszych zmian będzie zdecydowane zwiększenie liczby weekendów sprinterskich. W przyszłym roku kierowcy wezmą udział w aż dziesięciu sprintach, podczas gdy w obecnym sezonie zaplanowano ich sześć. Sezon rozpocznie się w dniach 12-14 marca od Grand Prix Bahrajnu na torze Sakhir. Tydzień później stawka przeniesie się do Arabii Saudyjskiej, a następnie czekają nas wyścigi w Australii, Japonii, Chinach i Miami. W kwietniu odbędzie się również sprint na Suzuce. Kolejne wyścigi zostaną rozegrane w Kanadzie, Monako, Portugalii i Wielkiej Brytanii. Następnie kierowcy odwiedzą Austrię, Belgię i Węgry, po czym nastąpi przerwa wakacyjna.Po niej rywalizacja rozpocznie się od Grand Prix Włoch na torze Monza. Następnie Formuła 1 zawita do Madrytu, Baku, Stambułu i Singapuru. Końcówka sezonu obejmie tradycyjnie wyścigi w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Brazylii, Las Vegas, Katarze oraz Abu Zabi. Ostatnia runda odbędzie się w dniach 10-12 grudnia. Miejsca rozegrania sprintów budzą kontrowersję Szczególnie interesująco wygląda kwestia sprintów. Pierwszy z nich odbędzie się już podczas inauguracyjnego weekendu w Bahrajnie. Oznacza to zmianę organizacji weekendu, ponieważ zespoły będą miały tylko jedną sesję treningową. Sprinty zaplanowano również w Japonii, Kanadzie, Monako, Wielkiej Brytanii, Belgii, Włoszech, Brazylii i Katarze. Łącznie będzie ich dziesięć.Nie wszystkie decyzje dotyczące rozmieszczenia sprintów spotkały się jednak z entuzjazmem. Jedną z najbardziej dyskusyjnych lokalizacji jest Monako. Charakterystyka ulicznego toru sprawia, że wyprzedzanie od lat jest tam niezwykle trudne. Sprint może więc nie dostarczyć tylu emocji, ile oczekiwaliby kibice. Co więcej, zespoły mogą podchodzić do sobotniej rywalizacji zachowawczo, aby nie uszkodzić samochodów przed najważniejszą częścią weekendu.Kontrowersje może wzbudzać również sprint podczas finałowej rundy w Abu Zabi. W ostatnich latach walka o mistrzowski tytuł kilkukrotnie rozstrzygała się dopiero w ostatnim wyścigu sezonu. Przy obecnym układzie kalendarza istnieje więc możliwość, że mistrzostwo zostanie przypieczętowane już podczas sobotniego sprintu, zanim kierowcy przystąpią do głównego wyścigu. Z drugiej strony dodatkowe punkty mogą sprawić, że walka o tytuł będzie trwała dłużej, ponieważ liderzy i ich rywale będą mieli więcej okazji do odrabiania strat.Zmiany na mapie F1W sezonie 2027 nie zabraknie również zmian na mapie Formuły 1. Do kalendarza powróci Portugalia, a nowym punktem będzie Turcja. Z harmonogramu wypadną natomiast Holandia oraz Barcelona. Hiszpania pozostanie jednak w kalendarzu dzięki wyścigowi na nowym torze w Madrycie.Cały sezon będzie bardzo długi. Rozpocznie się w połowie marca, a zakończy dopiero w połowie grudnia, co oznacza niemal dziewięć miesięcy rywalizacji. Jedyną dłuższą przerwą pozostanie tradycyjna wakacyjna pauza, zaplanowana od początku sierpnia do początku września.Zmianie ulegnie także długość wyścigów. Od 2027 roku podstawą będzie dystans 280 kilometrów plus jedno okrążenie, co oznacza skrócenie rywalizacji względem obecnych zasad. Jeszcze krótsze będą sprinty, których dystans zostanie ustalony na poziomie jednej trzeciej długości głównego wyścigu. Może to wpłynąć na strategie zespołów, zużycie opon oraz sposób zarządzania wyścigiem przez kierowców.Sytuacja geopolityczna może wpłynąć na kalendarz Na ostateczny kształt kalendarza mogą wpłynąć również wydarzenia poza światem sportu. Szczególną uwagę należy zwrócić na rundy rozgrywane na Bliskim Wschodzie, ponieważ sytuacja geopolityczna i kwestie bezpieczeństwa mogą jeszcze doprowadzić do zmian w harmonogramie.Sezon 2027 zapowiada się więc jako jeden z najbardziej zmienionych w ostatnich latach. Więcej sprintów, nowe lokalizacje, krótsze wyścigi i bardzo długi kalendarz sprawią, że zarówno kierowców, jak i zespoły czeka sporo nowych wyzwań.Czytaj także: Wielki triumf Norrisa. Rywale daleko w tyle