Katarzyna Pisarska w „Pytaniu dnia”. – Nasz pociąg stawał już godzinę przed granicą, gdy leciał pierwszy dron uderzając w stację benzynową. Wówczas wysiedliśmy z pociągu, a jak zagrożenie minęło, to pojechaliśmy dalej. Mieliśmy dużo szczęścia – mówiła prof. Katarzyna Pisarska przewodnicząca Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego w „Pytaniu dnia”. Profesor mówiła między innymi o swoim powrocie z Kijowa w cieniu rosyjskich ataków dronowych. Prof. Katarzyna Pisarska została zapytana przez redaktorkę Dorotę Wysocką-Schnepf o szczegóły swojego powrotu z Ukrainy, podczas którego Rosjanie zaatakowali stację benzynową nieopodal trasy pociągu, którym wracała z europejską delegacją. Pisarska przyznała, że „jak wjeżdża się do Ukrainy po czterech latach wojny, to cały czas panuje poczucie zagrożenia”.– Słychać strzały w Kijowie, których wcześniej nie było. Drony nadlatują w ciągu dnia i są znacznie szybsze. Przygotowują nas na ewentualną ewakuację pociągu, bo – podobnie jak stacje benzynowe i sklepy wielkopowierzchniowe – są one celem. Nasz pociąg stawał już godzinę przed granicą, gdy leciał pierwszy dron, uderzając w stację benzynową. Wówczas wysiedliśmy z pociągu, a jak zagrożenie minęło, to pojechaliśmy dalej. Mieliśmy dużo szczęścia – stwierdziła profesor.Zdaniem profesor Pisarskiej rosyjski atak „był sygnałem dla Europy”.– Dorohusk jest stacją, na której wsiadają wszyscy znamienici gości, którzy jadą na Ukrainę: premierzy, prezydenci i ministrowie. Jeżdżą tą trasą regularnie, właściwie codziennie odjeżdża specjalny pociąg. Rosjanie oczywiście o tym wiedzą, więc uderzając tak blisko tej stacji i pociąg, w którym jechał m.in. Boris Johnson, Carl Bildt i doradcy ds. bezpieczeństwa (...) był to z całą pewnością sygnał, że nikt nie jest bezpieczny. Efektem tego ataku jest jednak zwiększenie determinacji tej grupy. Nie można dać się zastraszyć Rosji, która wbrew pozorom też jest w trudnej sytuacji. Dlatego będzie teraz eskalować, co jest wyrazem jej słabości. To wojna kognitywna i psychologiczna, którą próbują nam narzucić – zaznaczyła Pisarska.Zobacz także: Ataki tuż przy polskiej granicy. Drony uderzyły w pociąg i ciężarówkęGranice rosyjskiej eskalacjiJakie byłby skutki trafienie pociągu z europejską delegacją? Zdaniem profesor, „byłby to ogromny błąd Rosji”.– Myślę, że Rosjanie zdają sobie z tego sprawę. Wszystko jedno, w który specjalny pociąg by trafili. To sprawiłoby, że wojna przyszłaby do państw, których obywatele zostaliby zaatakowani. Rosja uderzyła blisko nas, jako sygnał, ale bezpośrednie trafienie nie opłacałoby się – uważa Pisarska.Profesor zauważyła następnie, że „Rosja eskaluje swoje działania nie tylko na terytorium Ukrainy”.– Najwięcej ataków jest w zachodniej części Europy: Niemczech, we Włoszech i we Francji. To są ataki kinetyczne na fabryki, przedstawicieli rosyjskiej opozycji, a nawet na członków sektora obronnego tych państw. W Polsce też to bardzo mocno odczuwamy, np. w postaci podpaleń czy przelotów dronów. Musimy się nastawić na bardzo ciężką zimę. Putin czuje, że traci grunt pod nogami – w wyniku ataków ukraińskich dronów – dlatego zaraz pod wyborach do rosyjskiej dumy będzie eskalować. Będzie chciał nas przestraszyć, żebyśmy nie pomagali Ukrainie – podkreśliła Pisarska.Zobacz też: Skandaliczne groźby z Moskwy. Doradca Putina grozi Polsce zagładą