Byle zaimponować Putinowi. Władimir Putin chwali się sukcesami na froncie, ale część z nich mogła zostać... wymyślona. A konkretniej: wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Instytut Studiów nad Wojną dowodzi, że Rosjanie korzystają z AI, by manipulować postępami na froncie. Na nagraniu widać rosyjskiego żołnierza stojącego z flagą w ukraińskiej miejscowości. Budynki się zgadzają, droga również, charakterystyczny dach można odnaleźć na zdjęciach satelitarnych. Film da się więc poprawnie zlokalizować.Tyle że żołnierza nigdy tam nie było.Instytut Studiów nad Wojną opisuje coraz częstsze wykorzystanie AI przez rosyjskie kanały wojskowe i jednostki działające na Ukrainie. Rosjanie używają prawdziwych materiałów z określonych miejsc, a następnie dodają do nich wygenerowanych żołnierzy i rosyjskie flagi.W ten sposób powstaje szczególnie trudny do zweryfikowania rodzaj wojennej dezinformacji. Klasyczna geolokalizacja potwierdza bowiem, że film rzeczywiście przedstawia wskazaną miejscowość. Nie odpowiada jednak na pytanie, czy widoczny na nim człowiek faktycznie się tam znajdował.Od 1 czerwca do 30 sierpnia 2026 roku ISW zidentyfikował co najmniej 35 nagrań, które mogły zostać zmodyfikowane w ten sposób. W przypadku co najmniej dziesięciu komercyjne narzędzia do wykrywania treści generowanych przez AI z dużym prawdopodobieństwem potwierdziły ingerencję sztucznej inteligencji.Skala zjawiska rosła z miesiąca na miesiąc. ISW odnotował co najmniej osiem takich przypadków w czerwcu, 13 w lipcu i 14 w sierpniu.Prawdziwa miejscowość, fałszywy żołnierzMechanizm jest stosunkowo prosty.Rosyjskie źródła zdobywają zdjęcie albo nagranie wykonane w konkretnej miejscowości, często znajdującej się w pobliżu linii frontu. Następnie przy pomocy modelu generatywnego umieszczają na obrazie rosyjskiego żołnierza z flagą.W niektórych przypadkach publikacji towarzyszą mapy albo informacje pozwalające ustalić dokładne miejsce wykonania filmu. Paradoksalnie zwiększa to jego wiarygodność: analityk może potwierdzić lokalizację i uznać materiał za kolejny dowód rosyjskiego postępu.ISW zwraca uwagę, że to istotna zmiana w wojnie informacyjnej. Do tej pory jednym z podstawowych narzędzi weryfikacji nagrań z frontu była właśnie geolokalizacja. Teraz poprawne ustalenie miejsca może już nie wystarczyć.Sama sceneria może być całkowicie autentyczna, podczas gdy najważniejszy element filmu – żołnierz mający potwierdzać zdobycie terenu – został wygenerowany komputerowo.Rosjan zdradzają błędy AINa razie, szczęśliwie, podobne materiały nie zawsze są trudne do rozpoznania.Na analizowanych filmach pojawiały się nienaturalne proporcje postaci, problemy z cieniami, nagłe znikanie żołnierzy czy deformacje rosyjskich flag.27 lipca jeden z rosyjskich blogerów wojskowych opublikował materiał mający przedstawiać żołnierza ustawiającego flagę na wschodnich obrzeżach Biłego Kołodiazia w obwodzie charkowskim. Według analizy ISW postać miała nienaturalne proporcje, a następnie nagle znikała z kadru.Na innym filmie, który miał zostać nagrany w Mykołajpilli w obwodzie donieckim, rosyjska flaga zaczynała w pewnym momencie wtapiać się w dach budynku.Autorzy próbują ukrywać podobne niedoskonałości. Materiały są krótkie, zawierają gwałtowne ruchy kamery, zbliżenia i szybkie cięcia, a wygenerowana postać często pojawia się w kadrze jedynie przez kilka sekund.Czytaj też: Odstrzał niedźwiedzi w Rosji. Pierwszą ofiarą myśliwyZ czasem wykrywanie takich manipulacji może być jednak coraz trudniejsze. Modele generujące filmy szybko się rozwijają, a charakterystycznych dla nich błędów jest coraz mniej.Nie tylko dla UkraińcówPodstawowy cel jest propagandowy: Rosja chce stworzyć obraz armii, która konsekwentnie posuwa się naprzód, podczas gdy ukraińska obrona stopniowo się rozpada.Takie nagrania mają potwierdzać szerszą narrację Kremla o nieuchronności rosyjskiego zwycięstwa. Ale wszystko to ma znaczenie również poza Rosją i Ukrainą.Moskwa od dawna przekonuje zachodnie państwa, że dalsza pomoc wojskowa dla Kijowa nie zmieni wyniku wojny. Jeżeli rosyjska armia ma sprawiać wrażenie siły nieustannie zdobywającej kolejne miasta i wsie, łatwiej budować argument, że Ukraina może jedynie odwlekać przegraną.Informacja o zdobyciu wsi może zostać zakwestionowana. Film przedstawiający rosyjskiego żołnierza stojącego w jej centrum wygląda już jak namacalny dowód. Taki obrazek działa bardziej niż wszelkie komunikaty wojskowe czy uśmiechy dowódców.Putin też to zobaczyNie każdy taki film musi jednak powstawać wyłącznie na potrzeby propagandy. ISW zwraca uwagę, że nie ma dowodów na istnienie jednego centralnie kierowanego programu rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Część nagrań może być inicjatywą konkretnych oddziałów lub powiązanych z nimi blogerów wojskowych.W takim przypadku odbiorcą fałszywego materiału może być również rosyjskie dowództwo. Jednostka, której nie udało się osiągnąć wyznaczonego celu, może próbować przedstawić przełożonym dowód, że dotarła dalej, niż miało to miejsce w rzeczywistości.W podejrzanych materiałach analizowanych przez ISW pojawiało się co najmniej dziesięć rosyjskich pułków i brygad.Czytaj też: Amatorzy mieli kupić wenezuelską ropę. Tak Orlen stracił 1,6 mld złSzczególną uwagę analityków zwróciła 36. Brygada Strzelców Zmotoryzowanych. Jeden z rosyjskich blogerów przypisywał jej zdobycie siedmiu miejscowości w obwodach dniepropietrowskim i zaporoskim. Część z nich znajdowała się ponad 10 kilometrów przed rzeczywistymi rosyjskimi pozycjami.Według ISW rosyjskie dowództwo już wcześniej miało badać przypadki zawyżania przez tę jednostkę raportów dotyczących zajętego terenu.Po publikacji jednego z filmów z Biłego Kołodiazia dowódca rosyjskiego Północnego Zgrupowania Wojsk gen. Jewgienij Nikiforow miał natomiast odwołać dowódcę 127. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych i dowódcę jego pierwszego batalionu. Rosyjskie źródła twierdziły, że przyczyną była właśnie publikacja nagrania zmodyfikowanego przy pomocy AI.Co dalej?ISW ostrzega, że opisane przypadki mogą być dopiero początkiem problemu.Im lepsze stają się modele generatywne, tym mniej pozostawiają charakterystycznych błędów. Jednocześnie treści stworzone przez AI coraz skuteczniej przechodzą przez automatyczne systemy wykrywające manipulację.W przyszłości podobna technologia może zostać wykorzystana również do fałszowania zdjęć satelitarnych albo tworzenia obrazów przedstawiających nieistniejące obiekty wojskowe i ruchy wojsk.Oznaczałoby to poważną zmianę dla ludzi zajmujących się analizą wojny na podstawie otwartych źródeł. Do tej pory jednym z najważniejszych pytań było: „gdzie wykonano to zdjęcie?”. Teraz coraz częściej trzeba będzie zadawać jeszcze jedno: „czy wszystko, co na nim widzimy, rzeczywiście tam było?”.Czytaj też: Kebab po rosyjsku. Dziesiątki osób w szpitalu