Demonstracje w Dublinie. „Głos ludzi jest jasny: Trumpa tu nie chcemy”, „Trump musi odejść”, „uchodźcy mile widziani” – takie między innymi okrzyki przebijały się przez dźwięki bębnów i trąbek w sobotnie popołudnie w Dublinie. – Od Wenezueli, po Iran, Trump wydaje wszystkie pieniądze podatników na bomby, nie na ludzi – powiedziała Sharon, tłumacząc, że obecność w proteście to jej „głos za pokojem”. Część protestujących miała rekwizyty – karykatury Trumpa z czerwonym nosem klauna lub też wielkie balony przedstawiające go jako przerośnięte, rozkapryszone dziecko. Inni przynieśli np. reprodukcję zdjęcia Trumpa ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Widać było także plakaty ze zdjęciem amerykańskiego prezydenta i hasłem: „Podżegacz wojenny”.„Po co on właściwie tu jest?”Pani Michelle przyjechała z Wexford, oddalonego od Dublina o ponad dwie godziny drogi pociągiem.– Chciałam tu być, żeby pokazać solidarność z uciskanymi – podkreśliła trzymając w rękach tabliczkę z napisem „Orange Lies Matter” („Pomarańczowe kłamstwa mają znaczenie”). To nawiązanie do znanego w USA antyrasistowskiego hasła „Black Lives Matter” z jednej strony i przytyk do koloru twarzy amerykańskiego prezydenta, który stosuje różne zabiegi kosmetyczne.– Po co on właściwie tu jest? – pytał emeryt, pan Thomas, rozkładając ręce i oceniając, że wizyta nie ma jasnego celu. Dodawał jednak, że rozumie irlandzki rząd, który przyjął prezydenta USA, by nie zaogniać sytuacji dyplomatycznej. Nie u wszystkich rząd mógł liczyć na wyrozumiałość.W tłumie pojawiały się też okrzyki krytykujące premiera Micheala Martina za to, że zgodził się na wizytę.„Trump do domu”, „Nie ma tu miejsca dla zbrodniarzy wojennych”, „Wszyscy cię tu nienawidzą”, „Nie dla syjonizmu, faszyzmu, amerykańskich wojen i Trumpa”, „Trump do więzienia, nie do Irlandii” – takie napisy można było wyłowić w morzu transparentów. Powiewały też między innymi tęczowe flagi społeczności LGBT. Wielu ludzi przyszło z flagami palestyńskimi i propalestyńskimi transparentami. Znalazły się wśród nich tabliczki z napisem „stop ludobójstwu”.Skandowano między innymi „Viva Palestina” i „Od rzeki do morza, Palestyna będzie wolna”. Członkowie jednej z zamaskowanych grup krzyczeli też: „Niech żyje intifada”. – Trump pozwala Izraelowi na atakowanie Palestyny, nieustannie, dzięki broni i pieniądzom. Dlatego tu jestem. Ale lista powodów jest dłuższa – stwierdził Michael, oceniając między innymi, że Donald Trump jest rasistą. Michael wybuchł śmiechem, na sugestię, że być może zgodzi się on z prezydentem USA, który w sobotni poranek zadeklarował, że chciałby zjednoczenia Irlandii.Zjednoczenie Irlandii? „Reakcja na Shankill Road byłaby interesująca”– Trump powiedział to tylko, żeby go cytowali. To nic nie znaczy. W życiu nie powtórzy tego w Londynie czy Manchesterze. Idź do Belfastu, na Shankill Road (ulicę lojalistów, wiernych koronie brytyjskiej – przyp. PAP) i spytaj, co o tym myślą. Ich reakcja mogłaby być interesująca – ocenił. Donald Trump zadeklarował w sobotę w Dublinie, że chciałby zjednoczenia Irlandii i ocenił, że prędzej czy później do niego dojdzie. Rząd Zjednoczonego Królestwa, którego częścią jest Irlandia Północna, odpowiedział, że nie ma podstaw do organizacji referendum w tej sprawie, bo w Irlandii Północnej nie istnieje szerokie społeczne poparcie dla zjednoczenia. Pytany przez dziennikarzy jeszcze przed początkiem demonstracji, co sądzi o protestach przeciwko wizycie, prezydent Trump stwierdził, że nie wiedział nawet, że jakieś są organizowane. Amerykanista i historyk, profesor Daniel Geary z uczelni Trinity College w Dublinie zwracał wcześniej uwagę, że wizyta jest zorganizowana tak, by „trzymać Trumpa możliwie daleko od demonstracji”.Rozmowy z prezydent i premierem Irlandii, przemówienie w rezydencji ambasadora – tak rozpoczęła się oficjalna wizyta prezydenta Trumpa w Irlandii. Po południu odleciał on do hrabstwa Clare, by oglądać turniej Irish Open, rozgrywający się w należącym do niego ośrodku golfowym. W tej okolicy również zapowiedziano protesty.Czytaj także: Trump wywołał dyplomatyczny zgrzyt. Londyn stanowczo zareagował