Kłamstwo podstawą taktyki. Agresja Rosji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku wymyka się klasycznej definicji wojny. Patrząc z perspektywy czasu, możemy ten niesprowokowany atak przeprowadzony wspólnie z III Rzeszą Adolfa Hitlera przeanalizować przez pryzmat współczesnej taktyki wojny hybrydowej oraz kognitywnej i znajdziemy wiele niespodziewanych zbieżności. Nie można oczywiście Józefa Stalina posądzać o tak dalekosiężne horyzonty – po prostu postawił na oręż, po który Rosja chętnie sięga także dziś, czyli bezprzykładne kłamstwo. Agresja na państwa zachodnie była idée fixe rosyjskich komunistów. Od początku chcieli „eksportować” swoją totalitarną ideologię. Co ciekawe, nie był nią komunizm, a rosyjski imperializm, którego przerobione idee Karola Marksa były tylko jedną z form. Innym obliczem tego zjawiska jest obecnie putinizm.W trakcie napaści z 1920 roku generał Michaił Tuchaczewski, dowódca Frontu Zachodniego, roztaczał wizję parady czerwonoarmistów w zdobytym Paryżu. Skończyło się jednak klęską pod Warszawą i Moskwa musiała odłożyć swoje zbrodnicze plany. Upokarzająca porażka byłaby plamą na honorze, gdyby sowieci takowy mieli. Pałali żądzą zemsty i czekali na moment, by ponownie uderzyć.W 1921 roku Rosjanie musieli podpisać Traktat Ryski, który ustalał przebieg granic między Polską i Związkiem Sowieckim oraz regulował inne sporne dotąd kwestie, a także zobowiązał strony do nieingerowania w sprawy wewnętrzne drugiego państwa. Przede wszystkim jednak wykazywał słabość nowego komunistycznego tworu, któremu marzyła się światowa rewolucja.Bezpieczeństwo Polakom miał też gwarantować Pakt o nieagresji między Polską a ZSRR, zawarty w Moskwie 25 lipca 1932 roku, a następnie przedłużony w 1934 roku do 1945 roku. Powoływano się w nim na Traktat Ryski. Pakt uznano za podstawę wzajemnych stosunków i zobowiązań między stronami.Pakt do złamaniaArtykuł 1 zabraniał więc każdej ze stron napaści na drugą zarówno samodzielnie, jak i w porozumieniu z trzecią stroną. Za napaść uznawał wszelki akt gwałtu, naruszający całość i nietykalność terytorium lub niepodległość polityczną drugiej umawiającej się strony, nawet gdyby te działania były dokonane bez wypowiedzenia wojny i z uniknięciem wszelkich jej możliwych przejawów.W przypadku napaści państwa trzeciego na jedną ze stron artykuł 2 zobowiązywał drugą stronę do nieudzielania pomocy czy poparcia napastnikowi, choćby pośredniej. Napaść strony paktu na państwo trzecie dozwalał drugiej stronie na wypowiedzenie go bez uprzedzenia. Dalsze zapisy były podobne. Na papierze wszystko wyglądało rozsądnie.Pakt zatem był, ale nie uwzględniał faktu, że Rosjanie mają patologiczną potrzebę kłamania. Podstawą każdego kolejnego reżimu na Kremlu jest kłamstwo. Doskonale widzimy także dziś, że dla Moskwy uczciwość, respektowanie porozumień międzynarodowych są zjawiskami nieznanymi.Wystarczy przypomnieć Memorandum budapeszteńskie z 1994 roku, które zobowiązywało Federację Rosyjską między innymi do poszanowania niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy, powstrzymania się od stosowania groźby lub użycia siły przeciw integralności terytorialnej bądź politycznej niezależności Ukrainy i tak dalej.Stalin ramię w ramię z HitleremJózef Stalin czekał na odpowiedni moment, by zniszczyć Polskę, która zagrodziła mu drogę do agresji na Europę. Przez własną głupotę sam też ograniczył sobie pole manewru, przeprowadzając czystkę w wojsku. Rękę podał mu inny zbrodniarz, Adolf Hitler, któremu także zależało na fizycznej likwidacji II Rzeczpospolitej i germanizacji polskich ziem.Tajny protokół do paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku pozwalał sowietom zająć wschodnią Polskę, która już byłaby osłabiona niemiecką agresją. Było to oczywiście sprzeczne z paktem o nieagresji między Polską a ZSRR i innymi dwustronnymi porozumieniami, ale zobowiązania przegrywają z polityką faktów.Oczywiście podpisanych porozumień sowieci złamali więcej. To także choćby protokół Litwinowa – wielostronny układ międzynarodowy o charakterze paktu o nieagresji, podpisany 9 lutego 1929 roku w Moskwie przez Polskę, ZSRR, Rumunię, Estonię i Łotwę. Za nim Moskwa miała też Konwencję o określeniu napaści, podpisaną w Londynie 3 lipca 1933 roku i do dziś obowiązującą, czy pakt Ligi Narodów.Stalin był w doskonałej sytuacji. Mógł powiększyć swoją strefę wpływów minimalnym nakładem sił. Wystarczyło zdradzić sojusznika. Żeby operację przeprowadzić jak należy, trzeba było zastosować niestandardowe środki i trzeba przyznać, że Rosjanie zrobili to koncertowo. Możemy porównać ich działania do współczesnej teorii wojny hybrydowej.Piąta kolumnaPrzymiarki rozpoczęły się już wcześniej w postaci rozmaitych działań nieregularnych. Polska Partia Komunistyczna, całkowicie podległa Kominternowi, a więc Kremlowi, miała za zadanie rozsadzić polskie państwo od środka. Była to klasyczna piąta kolumna, realizująca interesy obcego państwa pod przykrywką rzekomego „wyzwalania” ludu pracującego. O tym, jak bardzo już wyzwolony był lud pracujący w Związku Sowieckim, świadczy liczba obozów koncentracyjnych – czyli łagrów – czy ludobójstwo w postaci Hołodomoru w Ukrainie.Spójrzmy na sytuację dzisiaj. Także teraz mamy „pożytecznych idiotów” – jak mówił o takich renegatach sam Stalin – a przypuszczalnie także płatnych agentów działających w imieniu Rosji. W przededniu II wojny światowej propaganda jak mogła, tak zohydzała obraz Polski, posuwając się do kłamstw, klasycznego oręża Moskwy.Narracja Kremla, podchwycona przez Komintern, była taka, że Polska była rzekomo krajem faszystowskim, który ciemięży Ukraińców i Białorusinów. Faszyzm zaś był czymś tak nieludzkim, że trzeba było z nim – już w wydaniu niemieckim – wejść w zmowę. Agresję tłumaczono „wyzwalaniem” – tak jak dziś w Ukrainie. Poziom absurdu był tak wielki, że twierdzono, iż ofiara napaści nie istnieje.14 września 1939 roku „Prawda” opublikowała artykuł „O wewnętrznych przyczynach klęski militarnej Polski”. W dniach, gdy nasi żołnierze dzielnie walczyli z Niemcami, stawiano tak idiotyczne tezy, jak ta, że przyczyną złej sytuacji Polski nie jest napaść III Rzeszy czy brak udzielenia pomocy przez Wielką Brytanię i Francję, lecz polityka narodowościowa.Putin powtarza kłamstwoPrzed atakiem na Polskę czerwonoarmiści otrzymali rozkaz bojowy, w którym twierdzono, że Polska jest państwem „obszarniczo-kapitalistycznym” rządzonym przez „klikę”, która rzekomo wszczęła wojnę przeciwko Niemcom. Warto zwrócić uwagę, że echa tych kłamstw odbijają się i teraz w twierdzeniach rosyjskiego zbrodniarza Władimira Putina, który już wcześniej oskarżał Polskę o wywołanie II wojny światowej.Kolejnym elementem potwierdzającym, że rosyjska napaść była wojną hybrydową, świadczy fakt, że Moskwa nie wypowiedziała wojny. Tłumaczono to, jak wspomniano, rzekomym rozpadem państwa polskiego. Taką tezę przedstawił 16 września o godzinie 18 szef sowieckiej dyplomacji Wiaczesław Mołotow w rozmowie z ambasadorem niemieckim w Moskwie Friedrichem-Wernerem von der Schulenburgiem.„Mołotow oświadczył, że wystąpienie zbrojne Związku Sowieckiego nastąpi zaraz, być może nawet jutro (…) Stalin przyjął mnie o drugiej w nocy w obecności Mołotowa i Woroszyłowa i oświadczył, że Armia Czerwona przekroczy dziś rano o godzinie szóstej granicę sowiecką na całej długości od Połocka do Kamieńca Podolskiego” – raportował w nocy do Berlina Schulenburg.Kreml dalej brnął w kłamstwo. 17 września o godzinie 3 nocy zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych Władimir Potiomkin wręczył ambasadorowi RP Wacławowi Grzybowskiemu notę dyplomatyczną, w której twierdzono między innymi, że państwo polskie się rozpadło, rząd uciekł, wobec czego sowieci muszą chronić mienie i życie zamieszkujących wschodnie tereny polskie Ukraińców i Białorusinów oraz uwolnić lud polski od wojny.Sęk w tym, że polski rząd podjął decyzję o ewakuacji dopiero 17 września po południu, po informacji o zdradzieckiej rosyjskiej agresji. W związku z tym twierdzenia o uznaniu wszystkich traktatów podpisanych z Polską jako nieobowiązujących są z gruntu fałszywe. Grzybowski odmówił przyjęcia noty.Warto wspomnieć, że Rosjanie zaraz złamali dyplomatyczną konwencję genewską, chcąc aresztować polskich dyplomatów pod pozorem rzekomej utraty statusu dyplomatycznego. Skończyłoby się to oczywiście egzekucjami. Polaków uratował Schulenburg, osobiście wymuszając na rządzie ZSRR zgodę na wyjazd dyplomatów.Cios w plecyTe nieregularne działania Rosjan ułatwiły Armii Czerwonej zajęcie terytoriów uzgodnionych z Hitlerem przed agresją. Cioś w plecy sprawił, że Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły nie wiedział, jak ma zareagować – zostać w kraju czy ewakuować się. Można spekulować, co by było, gdyby wcześniej nie zlekceważył ostrzeżeń polskich placówek czy prasy brytyjskiej o zbliżeniu Berlina i Moskwy. W końcu 17 wcześnia wieczorem wydał dyrektywę ogólną, którą nadała radiostacja.„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii” – przekazał Rydz-Śmigły.Taki rozkaz wprowadzał najgorszą sytuację armii – kompletną dezorientację. Dowódcy mieli wolną rękę w decydowaniu o wykorzystaniu wojsk, z miejsca pojawiał się więc nie do przezwyciężenia problem koordynacji, o wiele poważniejszy niż dysproporcja sił, tę można było bowiem w miarę zminimalizować.Na Wschód od linii Bugu – którą jako granicę wyznaczyli sobie Hitler i Stalin – stacjonowało ponad 200 tysięcy żołnierzy, spośród około 650 tysięcy pozostających w służbie w połowie września. Granicy z ZSRR broniły bataliony Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) – około 12 tysięcy słabo uzbrojonych żołnierzy.Armia Czerwona przetrzebionaArmia Czerwona natarła w sile około 465 tysięcy żołnierzy i 4,8 tysiąca czołgów, ale jej wartość bojowa była niewielka. Sprzęt szwankował, żołnierze byli słabo wyszkoleni, zaś kadra oficerska niedoświadczona, gdyż ci bardziej zaprawieni w boju zostali wymordowani w serii czystek.W efekcie tam, gdzie Polacy stawiali zbrojny opór, agresor ponosił znaczne straty, a tempo ofensywy spadało. Tak było choćby w Grodnie, w obronie którego poległ 13-letni Tadzio Jasiński. Sowieci okrutnie zemścili się na mieszkańcach, mordując około trzystu cywilów.Czytaj także: ZSRR jako mem, czyli sowieckie kłamstwaTaktyka Stalina, by wprowadzić działania nieregularne i – jakbyśmy dziś powiedzieli – hybrydowe, sprawdziła się doskonale. Minimalnym kosztem osiągnął znaczną zdobycz terytorialną i mógł przystąpić do planów eksterminacji polskiej elity oraz przebudowy podbitych ludów na modłę sowiecką. Ten ostatni element był już, również stosując dzisiejszą terminologię, wojną kognitywną. Celem było stworzenie społeczeństwa niewolników podległych totalitarnej ideologii.17 września 1939 roku jest ważną datą w historii nie tylko Polski, ale i świata. Pokazuje, jak nisko może upaść rosyjska dyktatura realizująca swoją neoimperialną politykę, do jakich łajdactw się posunąć. To ostrzeżenie przed tym, do czego Moskwa jest zdolna. Putin próbuje dziś zakłamać historię napaści na Polskę, powtarza brednie o „wyzwalaniu”, zrzuca winę na Polskę. Podobnie jak Stalin, już z pełną świadomością, prowadzi własną wojnę kognitywną i hybrydową.