Kolejne zatrzymanie. Bardzo chciałabym napisać dziś dla Państwa o czymś innym, kolejne jednak wątki związane z Zondacrypto sprawiają, że ten temat po prostu nie chce zejść z pierwszego planu. Opozycja wyraźnie próbuje przesunąć go na boczny tor, przerzucić odpowiedzialność na rząd i odciąć się od osób, z którymi jeszcze niedawno chętnie współpracowała, zapraszała je na konferencje i przedstawiała jako ekspertów. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że to dopiero preludium historii, której następne rozdziały wciąż przed nami. Czy jest to największa afera po 1989 roku? Takie określenia słyszeliśmy już przy wielu okazjach i z tak wielkimi słowami zawsze warto uważać. Nie zmienia to jednak faktu, że skala tej sprawy robi ogromne wrażenie. Mamy tu jednocześnie gigantyczne pieniądze, wątki kryminalne mrożące krew w żyłach i podejrzenia dotyczące korupcji sięgającej najwyższych szczebli polityki.I choć z kryptowalut korzysta w Polsce niewiele ponad 6 procent społeczeństwa, a sam rynek dla wielu osób pozostaje skomplikowany i hermetyczny, to kiedy zaczynamy mówić o możliwej korupcji politycznej czy zabójstwach, historia przestaje być niszowa. Te wątki przebijają się nawet przez zwykle szczelne bańki informacyjne, co zresztą widać w sondażach opublikowanych w tym tygodniu.Kolejny zatrzymany (i nie ostatni) Za nami kolejne zatrzymanie. Jeśli wierzyć informacjom płynącym z tak zwanego miasta, wygląda na to, że możemy być dopiero mniej więcej w połowie listy osób, którymi interesują się śledczy. W ubiegły weekend do prokuratury doprowadzony został Roman Ż., a w poniedziałek usłyszał zarzuty. Kim jest ten człowiek? To wieloletni wspólnik Sylwestra Suszka, zaginionego, a najprawdopodobniej wręcz zamordowanego, założyciela i prezesa giełdy BitBay, która później przekształciła się w Zondacrypto.Czytaj też: Czy Bielan pomógł Ziobrze w ucieczce? „To są plotki”Roman Ż. należał do grona osób zaangażowanych w BitBay od samego początku. Był również jednym z ludzi, którzy „zainwestowali” w rozwój giełdy na jej pierwszym etapie. Problem polega na tym, że już wtedy miał na koncie osiem prawomocnych wyroków, między innymi za sutenerstwo, rozboje i obrót fałszywymi pieniędzmi. Trwały również postępowania dotyczące karuzel VAT-owskich. Michał Fuja, dziennikarz TVN24 od lat zajmujący się sprawą Zondacrypto, opisywał sytuację, w której Roman Ż. miał nakazać swojemu pracownikowi staranowanie samochodem dostawczym ekipy dziennikarskiej.Sam zatrzymany nie przyznaje się do winy. Trafił jednak do aresztu między innymi dlatego, że miał już wykupiony bilet do Chin, co można uznać za jedną z przesłanek świadczących o planowanej ucieczce. Jego pełnomocnik przekonuje, że miał to być wyłącznie wyjazd biznesowy, a Ż. posiadał także bilet powrotny. Jak ustalił portal Onet.pl, Ż., czasem posługujący się pseudonimem „Rudy”, to jedna z trzech osób, które od początku kontrolowały działalność najpierw BitBay, a później Zondacrypto. Pozostałe dwie to niejaki „Maniek”, którym wielokrotnie się zajmowaliśmy, oraz Tomasz D., pseudonim „Kaczka”. Obaj przebywają poza Polską, a sprawa Ż. mocno ich wystraszyła.Ta historia jest bardzo istotna, uświadamia bowiem, jakie środowisko od samego początku obracało się wokół giełdy, która w ostatnich latach stała się skarbonką dla części prawicowej sceny politycznej oraz związanych z nią mediów.Były agent CBA z ważną roląMamy też kolejną postać, która w sprawie Zondacrypto i jej ostatniego prezesa, Przemysława Krala, odgrywała znaczącą rolę. To były agent CBA, Artur Chodziński, którym szerzej w tym tygodniu zajęli się dziennikarze TVN24 i Wirtualnej Polski.Chodziński miał powoływać się na wpływy dotyczące osób związanych z Prawem i Sprawiedliwością oraz z samym prezydentem Karolem Nawrockim. Wiele wskazuje na to, że spora część tego, co obiecywał Przemysławowi Kralowi, była mocno podkoloryzowana. Sam Chodziński twierdził między innymi, że ma wpływ na pracowników Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a także kontakt ze Sławomirem Cenckiewiczem. Informacje te nie znajdują jednak, przynajmniej na ten moment, potwierdzenia w rzeczywistości.Co ważne, Chodziński, pytany o sprawę przez różne media, wielokrotnie zmieniał wersję wydarzeń, a także próbował wpływać na dziennikarzy, aby nie publikowali części jego wypowiedzi.I o ile dzisiaj politycy Prawa i Sprawiedliwości zdecydowanie od Chodzińskiego się odcinają, o tyle nie mogą wymazać z przeszłości tego, że był on jednym z najbardziej zaufanych ludzi Mariusza Kamińskiego w strukturach CBA. W październiku 2025 roku występował jako prelegent podczas konwencji programowej PiS w Katowicach. Pojawił się również na grillu u Mateusza Morawieckiego, organizowanym przez stowarzyszenie Rozwój Plus.To właśnie Chodziński zabrał Michała Moskala, posła PiS, na Ibizę na spotkanie z Przemysławem Kralem. To on miał również pośredniczyć w kontaktach byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z prezesem Zondacrypto. Jak wiemy, miało to zaowocować przekazaniem przez Zondacrypto 450 tysięcy złotych na konto fundacji Instytut Polski Suwerennej. Część tych pieniędzy miał następnie wykorzystać sam Zbigniew Ziobro.Powiązania ze Zbigniewem ZiobrąI tu przechodzimy do samego Ziobry. Tak jak pisałam w ubiegłym tygodniu, to właśnie o jego relacjach z prezesem Zondacrypto mówił Donald Tusk podczas pierwszego po wakacjach posiedzenia Sejmu, cytując zeznania najprawdopodobniej samego Przemysława Krala, choć premier nazwiska nie podał. I kiedy dzisiaj słyszymy polityków PiS i Zbigniewa Ziobrę, którzy przekonują, że nic nie wiedzieli, naprawdę trudno w to uwierzyć. Ziobro nie może wyprzeć się pieniędzy, które z Zondacrypto trafiły na konto fundacji. Przekonuje teraz, że dzisiaj takich pieniędzy by nie przyjął. Tyle że wcześniej, jak twierdzi, nie wiedział tego, co o Przemysławie Kralu wiadomo obecnie.Znów bardzo trudno w to uwierzyć, bo przecież mówimy o byłym ministrze sprawiedliwości i prokuratorze generalnym. Pierwsze doniesienia dotyczące KNF i Zondacrypto pojawiały się już w 2018 roku. Zaginięcie Sylwestra Suszka miało miejsce w 2022 roku. To wszystko wydarzyło się w czasie, kiedy Zbigniew Ziobro był prokuratorem generalnym. Czy naprawdę mógł nie wiedzieć, z czym powiązany jest Przemysław Kral? Nie słyszeć absolutnie nic o wątpliwościach dotyczących Zondacrypto i jej powiązaniach ze światem przestępczym?Jeszcze dalej posunęła się europosłanka PiS Anna Zalewska, która w Radiu ZET u Andrzeja Stankiewicza stwierdziła wręcz, że Ziobro został narażony na przyjęcie tych pieniędzy. Wszystko to brzmi jak dość dramatyczna próba obrony, ale, jak wspominałam wcześniej, nie wygląda na to, żeby była ona szczególnie skuteczna.Spadek PiSW tym tygodniu ukazał się sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski, z którego wynika, że Prawo i Sprawiedliwość traci prawie 1,5 punktu procentowego i spada poniżej 20 procent poparcia. Pojawił się również sondaż pracowni Opinia24, w którym PiS także nie przekracza 20 procent, podczas gdy Koalicja Obywatelska cieszy się wysoką przewagą i ma aż 35 procent poparcia.Sondaże te nie są jednak szczególnie optymistyczne dla Koalicji 15 października. Poza Lewicą pozostali koalicjanci nie przekraczają progu wyborczego, a ewentualna koalicja partii prawicowych miałaby zdecydowaną większość. Jednocześnie widać wyraźnie, że PiS traci i nie bardzo ma pomysł, jak z tego kryzysu wyjść.Pozostaje również pytanie dotyczące samego Zbigniewa Ziobry. To kolejna sprawa bardzo dla niego obciążająca i powodująca, że wizerunkowo traci również na Prawo i Sprawiedliwość, którego Ziobro cały czas jest wiceprezesem.Poza chwilą szczerości, kiedy Ryszard Terlecki kilka miesięcy temu przyznawał, że sprawa Funduszu Sprawiedliwości, związana ze środowiskiem Ziobry, topi Prawo i Sprawiedliwość, oficjalnie PiS, choć czasem niechętnie, Ziobry broni.Warto więc na koniec postawić pytanie: dlaczego? Nie będziemy zagłębiać się w teorie spiskowe ani hipotetyzować na temat ewentualnych haków, które Ziobro mógłby mieć na swoich kolegów czy kierownictwo partii. Faktycznie jednak niezrozumiała wydaje się decyzja PiS, by czasem (tak jak w przypadku europosłanki Anny Zalewskiej) w absurdalny sposób bronić byłego ministra sprawiedliwości.Czytaj też: „Nawrocki cynicznie wykorzystuje Hołownię”. Petru apeluje do wicemarszałka