Dariusz Klimczak w „Pytaniu dnia”. Jest też nowa propozycja: każdy kierowca, który nie zastosuje się do sygnału „stop” lub czerwonego światła na przejeździe drogowo-kolejowym, straci prawo jazdy na trzy miesiące. To jest surowa kara. Natomiast wiemy, że to działa – powiedział w „Pytaniu dnia” minister infrastruktury Dariusz Klimczak, odnosząc się do częstego ignorowania przez kierowców przepisów na przejazdach kolejowo-drogowych oraz tragicznego wypadku w Sokolnikach Suchych. W piątek do godz. 18 na 5,2 tys. pociągów, które wyruszyły w trasę, 1,1 tys. było opóźnionych łącznie o 31 tys. minut – przekazało biuro prasowe Polskich Linii Kolejowych. Według informacji spółki sytuacja powoli wraca do normy.Od północy z czwartku na piątek do godz. 12 w piątek trwał protest, w ramach którego maszyniści zwalniali przed przejazdami kolejowo-drogowymi do tzw. bezpiecznej prędkości, czyli 20 km/h. W ten sposób chcieli zwrócić uwagę na bezpieczeństwo na przejazdach po serii zdarzeń i wypadków, do których doszło w ostatnim czasie.W środę w Sokolnikach Suchych (woj. mazowieckie), w wyniku zderzenia pociągu z ciężarówką, zginęła pasażerka składu. Byli też ranni, w tym maszynista pociągu.„Mamy wspólny cel”Prowadząca „Pytanie dnia” Justyna Dobrosz-Oracz zapytała ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka o protest maszynistów.– Mamy wspólny cel – zwrócić uwagę opinii publicznej na zagrożenia, jakie są na przejazdach drogowo-kolejowych. Nie mam wpływu na formę protestu żadnego związku zawodowego. Natomiast zawsze staram się dostrzegać plusy i myślę, że dzisiaj wszyscy dowiedzieli się o tym, jak ważne jest zachowanie ostrożności, kiedy jest się kierowcą, ale także pieszym czy kiedy jedzie się na rowerze, żeby zastosować się do znaków i do czerwonego światła na przejeździe drogowo-kolejowym – podkreślił Klimczak. Minister zaznaczył, że protest udało się skrócić.– Udało nam się wynegocjować, że ten protest nie trwał cały dzień, tylko do godziny 12. Wcześniej mówiłem, że nie wolno zbyt radykalnie protestować, ponieważ cierpią na tym pasażerowie, a my zbyt wiele czasu i zbyt wiele energii poświęcamy na to, żeby ludzi zachęcić do jeżdżenia pociągami, by później narażać ich na perturbacje, opóźnienia i na to, że nie dojadą do szkoły, do pracy czy do lekarza – zaznaczył.„Paraliżu nie było”Jak ocenił, protest nie doprowadził do paraliżu kolei, ale spowodował duże opóźnienia.– Paraliżu nie było, choć bardzo wiele pociągów się spóźniło. Średnia to ponad 30 minut, chociaż były takie pociągi, szczególnie dalekobieżne, które miały opóźnienia po trzy godziny lub więcej. Zapewniliśmy pasażerom możliwość bezpłatnego zwrotu biletu, bez potrącenia i bez specjalnej opłaty. Wprowadziliśmy też honorowanie biletów przez wszystkich przewoźników, tak aby jeżeli czyjś pociąg się spóźniał, mógł wsiąść do innego i dojechać do celu. Natomiast ważne jest to, że wiele osób było wyrozumiałych i bardzo dziękuję wszystkim pasażerom za tę wyrozumiałość. Dziękuję także maszynistom, że przyjęli moje argumenty, ograniczyli formę protestu i trwał on tylko do godziny 12 – dodał minister.Klimczak odniósł się również do tragicznego wypadku w Sokolnikach Suchych.– W sprawie wypadku trwa śledztwo i wszystko jest w rękach prokuratury. Natomiast z informacji, które posiadam, kierowca ciężarówki wjechał wprost pod pociąg, nie zahamował. Nie wiem, jakie są tego przyczyny. Wyjaśnią to śledczy – zastrzegł.Prowadząca zwróciła uwagę, że kierowca miał tłumaczyć, iż został oślepiony.– Nie ma potwierdzenia, że tak było. Widziałem materiał z miejsca zdarzenia i badania, które zostały przeprowadzone w późniejszym dniu o tej samej godzinie, wskazują, że sytuacja w ogóle nie świadczy o tym, że oślepiło go słońce. Kierowca wjechał wprost pod pociąg na czerwonym świetle. Tego nic nie usprawiedliwia. Dlatego zaproponujemy także zmianę przepisów, tak aby zaostrzyć kary dla tych, którzy lekceważą czerwone światło – zapowiedział Klimczak.„Coś jest nie tak”Minister został zapytany, czy zaostrzenie kar rzeczywiście nastąpi, czy też wraz z upływem czasu temat zostanie zapomniany.– Kary przecież są podwyższane. Pamiętamy zwiększenie liczby punktów karnych za wykroczenia drogowe, podwyższenie wysokości mandatów, także za recydywę. Jeżeli ktoś w ciągu dwóch lat popełni to samo wykroczenie, kara będzie jeszcze wyższa. Kary systematycznie były zaostrzane. Natomiast dzisiaj wszyscy widzimy, że nie może dochodzić do kolejnych tego typu sytuacji. Zginęła młoda kobieta, maszynista ma złamany kręgosłup i leży w szpitalu, a wiele osób nadal walczy o zdrowie – zwrócił uwagę szef resortu infrastruktury. Klimczak nawiązał również do materiału pokazanego w programie „19.30”, w którym przedstawiono przypadki ignorowania czerwonego światła na przejazdach kolejowych.– W programie zostały przedstawione sytuacje, jak ludzie ignorują czerwone światło na przejeździe: pieszo, rowerem, samochodem osobowym. Pokazano też sytuację z Łodzi, gdy kierowca autobusu, odpowiedzialny za bezpieczeństwo kilkudziesięciu pasażerów, wjechał na przejazd mimo czerwonego światła. Więc coś jest nie tak – ocenił.„Utrata prawa jazdy na trzy miesiące”Minister mówił również o wykorzystaniu monitoringu na przejazdach.– Na przejazdach drogowo-kolejowych Polskie Linie Kolejowe mają zainstalowanych prawie 2,5 tys. kamer. Ale najważniejszy jest system Red Light, czyli automatyczne połączenie zaawansowanych technicznie kamer z systemem automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym, którym zarządza Inspekcja Transportu Drogowego. Musimy jednak wprowadzić inną ustawę, tak zwaną fotoradarową, żeby osoby były automatycznie karane. Jest ona na finiszu prac legislacyjnych. Nie ma związku z tym wypadkiem. Prowadzę ją już od pewnego czasu, ponieważ mamy ogromny problem z kierowcami, którzy po otrzymaniu zdjęcia z fotoradaru wypierają się, że to oni prowadzili – wyjaśnił Klimczak.– Zrzucają odpowiedzialność na jakąś inną osobę, często na swojego pracownika z zagranicy, i ten system się zapycha. Dołączanie do tego jeszcze monitoringu przejazdów drogowo-kolejowych pogłębia ten problem. Dlatego postanowiłem stworzyć ustawę. Uzgodniłem jej zapisy z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem. Zgadzamy się co do formy, która bezsprzecznie i automatycznie nie będzie dawała wyboru: albo ponosisz karę administracyjną i po prostu sam przyznajesz, że kierowałeś, albo wskazujesz osobę, która kierowała – tłumaczył. Klimczak zapowiedział również kolejną zmianę dotyczącą kierowców ignorujących czerwone światło na przejazdach kolejowych.– Jest też nasza nowa propozycja: każdy kierowca, który nie zastosuje się do sygnału „stop” lub czerwonego światła na przejeździe drogowo-kolejowym, straci prawo jazdy na trzy miesiące. To jest surowa kara. Natomiast wiemy, że to działa. Tego typu sankcja jest stosowana w przypadku przekroczenia prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h. W tej kadencji rozszerzono ją także na drogi jednojezdniowe, dwukierunkowe poza terenem zabudowanym. Tam także każdemu, kto przekroczy dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h, zostanie zatrzymane prawo jazdy na trzy miesiące. Dzisiaj proponujemy podobne rozwiązanie. Mam gotowy projekt ustawy i najprawdopodobniej będzie on procedowany na najbliższym posiedzeniu Rady Ministrów. Zwrócę się także z prośbą, aby był procedowany w trybie pilnym w Sejmie – zapowiedział minister.Czytaj także: „Nie chcę iść na kolejny pogrzeb”. Maszyniści zapowiadają protest