Traumatyczne przeżycia Patryka Michalaka. „Dlaczego ja?”. To pytanie zadawał sobie Patryk Michalak, który ma za sobą najgorszy rok w życiu. Najpierw uderzenie w głowę pozbawiło go płynnej mowy. Kilka miesięcy później stracił nogę podczas wykonywania obowiązków w pracy. – Obiecałem sobie, że pokażę ludziom, jak miło i fajnie żyć z niepełnosprawnością. Uważam, że jeśli człowiek w życiu się uśmiecha – a ja to robię non stop – jest łatwiej – tłumaczy w rozmowie z TVP.Info. Podkreśla również, że nikt nie powinien wstydzić się łez, gdy walczy z osobistą tragedią. FILIP KOŁODZIEJSKI: – Czy masz za sobą najgorsze 12 miesięcy w życiu?PATRYK MICHALAK: – Zdecydowanie.– Przeżyłeś traumatyczny moment jeszcze w listopadzie 2025 roku. Co dokładnie się wydarzyło?– Zostałem uderzony w głowę podczas jednej z imprez. Straciłem przytomność. Doznałem wstrząśnienia mózgu. Następstwem był udar mózgu oraz zaburzenie mowy. Życie prywatne posypało się. Chciałem jak najszybciej rozpocząć rehabilitację. Praca przyniosła efekt. Mówię coraz lepiej, chociaż nie było to takie oczywiste.– Na co dzień działasz w social mediach, a tam wiele osób sugerowało, że udawałeś i wymyśliłeś sobie historię z zaburzeniem mowy. Jaka była prawda?– Dużo osób nie mogło zrozumieć, że z dnia na dzień straciłem zdrowie. Słynąłem w sieci z tego, że zawsze byłem bardzo energiczny i dużo żartowałem. Nagle wszystko się skończyło. Gdy zacząłem wracać do nagrywania po rehabilitacji, zarzucano mi, że wykorzystuje swoją tragedię, żeby zarobić i podbić zasięgi. Żenada.– To idealny moment, żeby wytłumaczyć, co naprawdę wydarzyło się w listopadzie. Jesteś na to gotowy?– Bardzo bym chciał, ale nie mogę. Sprawa jest w toku. Trafiła do sądu. Nie mogę ujawniać szczegółów. Ludzie tego nie rozumieją, przez co podkręcają całą sytuację.– Kolejne miesiące spędziłeś na powrocie do pełnej sprawności aż nadszedł 25 sierpnia...– Najgorszy dzień w moim życiu.– Co się wtedy stało?– Straciłem nogę.Czytaj także: Wiele hałasu o nic. Kto znowu boi się edukacji seksualnej?– Jak do tego doszło?– Pojawiłem się w pracy na godzinę 7:00. Wykonywałem obowiązki w firmie, która zajmuje się produkcją kabli. Pracowałem na maszynie, która jest odpowiedzialna za robienie „rdzenia”. Pamiętam, że skończyłem działania przy pierwszym kablu. Zabierałem się za drugi. Przezbrajałem maszynę. Musiałem przeciągnąć stalową linkę przez maszynę. Włączyłem maszynę i zacząłem ją przeciągać. W pewnym momencie linka skręciła się przy dłoniach. Próbowałem ją odczepić. Udało się, ale w tym samym momencie linka zaczęła nawijać mi się na stopę i nogę. Stopa poszła w górę. Następnie maszyna zaczęła ją wciągać. Chciałem nacisnąć „szybki stop” lecz go nie sięgnąłem. Udało mi się jedynie wcisnąć „zwykły stop”, ale maszyna się nie zatrzymywała. Było już za późno na jakąkolwiek reakcję.– Co było dalej?– Zaczęło mi wciągać stopę. Nikogo przy mnie nie było. Nikt nie słyszał krzyku. Zacisnąłem zęby z bólu. Poczułem, że tracę nogę. Upadłem na ziemię i zobaczyłem część kończyny przed twarzą.– Jak szybko otrzymałeś pomoc?– To były sekundy. Wszystko działo się bardzo szybko. Strasznie krzyczałem i turlałem się po podłodze. Osoby w pracy udzieliły mi pierwszej pomocy. Uciskali nogę, żebym nie stracił zbyt wiele krwi. Ich szybka reakcja uratowała mi życie. Jestem im bardzo wdzięczny. Potem zjawili się policjanci i użyli opaski uciskowej. Walczyli, żebym nie stracił przytomności. Czułem się na tyle źle, że myślałem iż odchodzę i nie przeżyję. Pocieszali mnie, że z tego wyjdę. Traumatyczny moment. Trafiłem w ręce lekarzy. Przetransportowano mnie śmigłowcem do Szczecina.– Czy pamiętasz pierwsze słowa, które powiedział lekarz?– Brzmiały tak: „Chłopaku, to szczęście w nieszczęściu. Straciłeś nogę, a mogłeś nie przeżyć. Jeśli wciągałoby cię razem z kolanem, mogłeś zostać przepołowiony. Wtedy nikt by nie pomógł”. – Co sobie myślałeś leżąc na szpitalnym łóżku?– Że zakończyło się moje poprzednie życie. Poczułem, że „urodziłem się drugi raz”. Po wybudzeniu, chciałem poruszyć palcami u stopy. Wtedy zrozumiałem, co się wydarzyło. Lekarze musieli podjąć decyzję o amputacji. Inaczej mogłoby dojść do zakażenia sepsą. Obiecałem sobie, że się nie załamię. Dla wielu to dziwne, ale naprawdę szybko się z tym pogodziłem.Czytaj także: Sto krów za ślub z Meloni. Kraj czeka wymiana dyktatorów– Otrzymałeś psychologiczne wsparcie?– Oczywiście. Pojawiała się pani psycholog. Przychodziło też wielu lekarzy. Twierdzili, że szybko nie pogodzę się z tą sytuacją. Przewrotnie odpowiadałem im, że ja już się z tym wszystkim pogodziłem. Wystarczyło kilka minut. Już w pracy zrozumiałem, że muszę zacząć funkcjonować na nowo. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jestem z kamienia i gorsze momenty oraz łzy też się pojawiały. W środku zadawałem sobie pytanie: „Dlaczego ja?”. Wierzę, że najgorsze już za mną.– Wstydziłeś się płaczu?– Nie. To była normalna reakcja. Nie oznaka słabości. Obiecałem sobie, że pokażę ludziom, jak miło i fajnie żyć z niepełnosprawnością.Uważam, że jeśli człowiek w życiu się uśmiecha – a ja to robię non stop – jest łatwiej.– Co w tym momencie jest dla ciebie najtrudniejsze do zaakceptowania?– Ból. Leki, które otrzymałem nie do końca mi pomagały. Mocno cierpiałem przez dwa tygodnie. Sytuacja się poprawiła. Dostałem inne dawki. Nikomu nie życzę takich chwil. Zaakceptowałem fakt, że takie bóle będą się pojawiać. Martwiła mnie również reakcja rodziców. Po raz kolejny musieli patrzeć na to, że coś mi się dzieje. Ich łzy mnie dotknęły. Ludzie nie mieli skrupułów. Wypisywali do mojej mamy dziwne komentarze. Dopytywali czy robię sobie jaja z poważnej tragedii. Chcieli się dowiedzieć, czy nie zrobiłem zdjęć przy użyciu sztucznej inteligencji. Zarzucano mi kłamstwa, dlaczego postanowiłem na bieżąco publikować treści z mojej rehabilitacji. – Czy masz kaca moralnego po akcjach, które robiłeś w sieci? Zdarzało się, że wkręcałeś ludzi i z nich żartowałeś...– Nie mam. Ludzie nie odróżniają życia prywatnego od internetowego contentu. Nie czuję się gwiazdą. Próbowałem sił w sieci, chciałem się rozwijać. Jeśli będzie możliwość z chęcią wrócę.– Z drugiej strony, internet pokazał, że ma moc. Udało się zebrać już ponad 40 tysięcy złotych na protezę (stan na 13 września – przyp. red.).– Nie spodziewałem się, że tyle ludzi zaangażuje się w zbiórkę. Bardzo to doceniam. Niektórzy wystawiają prywatne rzeczy na licytację. Wszystko zapoczątkował mój przyjaciel Dawid Baran. Mi było wstyd, żeby założyć zbiórkę i prosić nieznajomych o pieniądze. Jednak czuję wsparcie – nawet od obcych mi osób. Dostaję wiadomości ze słowami wsparcia. To wielka motywacja. Dziękuję każdemu z osobna.– Odezwali się też przedstawiciele AMP Futbolu. Co zaproponowali?– Przez długi czas grałem w piłkę nożną. Bardzo ucieszyła mnie wiadomość od nich. Okazali wsparcie. Grę w klubie Zawisza Bydgoszcz zaproponował mi jego prezes i trener. Potrzebuję jeszcze czasu, żeby wrócić do pełni sił, ale gdy do tego dojdzie, na pewno spróbuję w tej dyscyplinie. Fajnie byłoby w przyszłości założyć biało-czerwoną koszulkę i zagrać w kadrze Polski. Chciałbym sam sobie udowodnić, że można.– Jakie masz teraz marzenia?– Marzę o powrocie do zdrowia. O powrocie do sportu. Niczego więcej nie potrzebuję.– A za czym najbardziej tęsknisz?– Za życiem bez bólu.***Masz historię, którą chcesz się podzielić? Napisz do autora: filip.kolodziejski@tvp.plCzytaj także: Nikt tak nie uczy dystansu. Rafalski powinien być serwowany w dużych dawkach