10 lat więzienia. Sąd Najwyższy oddalił we wtorek kasację obrony Jacka W., skazanego na 10 lat więzienia za uprowadzenie i torturowanie mężczyzny porwanego w 1999 roku. Chodzi o głośną sprawę sprawcy skazanego wcześniej za zabójstwo porwanej ofiary, któremu w 2014 r., po wznowieniu sprawy, SN uchylił dożywocie. To jedna z najdłużej toczących się spraw przed sądami – do zbrodni doszło 27 lat temu, orzekane wobec W. wyroki były kilkukrotnie zmieniane, zaś odnalezione początkowo zwłoki – jak się później okazało – należały do innej ofiary. Szczątki uprowadzonego w 1999 r. Tomasza S. odnaleziono zaś po kilkunastu latach.Sędzia SN Andrzej Tomczyk, przedstawiając we wtorek uzasadnienie kończącego całą sprawę oddalenia kasacji, wskazał, że W. brał udział w ustaleniu planu porwania ofiary oraz jej uwięzienia. Potwierdził jednocześnie, że ostatnie prawomocne rozstrzygnięcie Sądu Apelacyjnego w Białymstoku w tej sprawie nie dotyczyło zbrodni zabójstwa, od której sąd „w istocie uniewinnił” W.10 lat za uprowadzenie, przetrzymywanie i torturyW kwietniu 2024 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznał, że nie ma dowodów, by obecnie ponad 70-letni Jacek W. był współsprawcą zabójstwa Tomasza S. W tym zakresie zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie i skazał oskarżonego za przestępstwa poprzedzające zabójstwo, czyli uprowadzenie, przetrzymywanie i torturowanie porwanego. Był to już kolejny proces Jacka W. Mężczyzna był już raz prawomocnie skazany na dożywocie, lecz wyrok ten został po wznowieniu uchylony przez Sąd Najwyższy.Zobacz także: Planował zemstę za wyrok sądu. Chciał zabić żonę, policjanta i sędziegoProkuratura zarzucała oskarżonemu, że w 1999 r., wspólnie z innymi ustalonymi osobami, wziął udział w porwaniu mieszkańca Suwałk powiązanego z tamtejszym światem przestępczym, którego przetrzymywano w klatce i torturowano, żeby zmusić go do przyznania się do udziału w zamachu bombowym, a następnie dokonał zabójstwa porwanego, do czego miał użyć broni.Dożywocie i przełom po latachW pierwszym procesie, kilkanaście lat temu, Jacek W. został skazany na dożywocie. W opisie zbrodni przyjęto wówczas, że – by nie można było odnaleźć śladów – zwłoki zamordowanego zostały rozczłonkowane i ukryte w różnych miejscach, m.in. w jeziorze Pluszne niedaleko Olsztynka (tam znaleziono głowę, jak przypuszczano w oparciu o przeprowadzone wówczas badania – porwanego Suwałczanina).Jednak w 2013 roku – w śledztwie dotyczącym przestępstw samochodowych – do zbrodni przypisanej Jackowi W. przyznał się inny mężczyzna. Przedstawił sposób jej dokonania i wskazał miejsce, gdzie znaleziono szkielet – jak się okazało – rzeczywiście ofiary tego zabójstwa, dokonanego jednak nie przez strzały w głowę, a poprzez uduszenie stalową linką. Odkryte zaś wcześniej w jeziorze szczątki – jak się okazało – należały do innego mężczyzny.Dlatego wówczas SN wznowił to postępowanie i uchylił karę dożywocia wobec Jacka W.; w marcu 2015 r. przekazał zaś sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Olsztynie.Kolejne procesy i kolejne wyrokiTam, po kilku latach, zapadł wyrok 10 lat więzienia za udział w porwaniu, uwięzieniu i torturowaniu późniejszej ofiary, ale oskarżony uniewinniony został od zarzutu zabójstwa. Rozpoznając apelacje obu stron, Sąd Apelacyjny w Białymstoku w 2021 r. wyrok ten jednak uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi w Olsztynie. Nakazał ponowną ocenę materiału dowodowego, w tym zeznań niektórych świadków.W kolejnym procesie w grudniu 2022 r. zapadł nieprawomocny wyrok dożywocia, znowu za porwanie i zabójstwo. Sąd przyjął, że porwany był bity i torturowany, by przyznał się do udziału w zamachu, a ofiara została przywiązana do drzewa i uduszona linką.Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał wtedy, że wyjaśnienia mężczyzny, który wskazał miejsce ukrycia zwłok i przyznał się do zbrodni, tłumacząc to wyrzutami sumienia, są nieracjonalne i nielogiczne. Mężczyzna ten nie stanął przed sądem. Okazało się, że jest niepoczytalny, postępowanie karne wobec niego zostało umorzone, a on sam trafił na leczenie w zakładzie zamkniętym.Sąd apelacyjny: brak dowodów na udział w zabójstwieOd tego wyroku Sąd Apelacyjny w Białymstoku rozpoznawał w kwietniu 2024 r. apelację obrońców Jacka W. Kolejny raz zmienił wówczas wyrok, uznając W. za winnego tego, że w kwietniu–maju 1999 r., działając wspólnie z innymi osobami, pozbawił wolności mieszkańca Suwałk – uprowadził go z miejsca pracy i przetrzymywał – potem wywiózł do jednej ze wsi nad jeziorem Pluszne, gdzie ów mężczyzna był trzymany w metalowej klatce i torturowany.Sąd odwoławczy uznał, że o ile są niezbite dowody na udział oskarżonego w takim szeregu przestępstw, to już nie można udowodnić, by wziął udział w zabójstwie uprowadzonego. Sąd tym razem przyjął za wiarygodne zeznania głównego świadka, który przyznał się do tej zbrodni i zapewniał, że dokonał jej sam, bez pomocy i namawiania ze strony oskarżonego. Wówczas sąd ponownie wymierzył W. karę 10 lat pozbawienia wolności.Obrona złożyła kasację do SNWe wtorek Sąd Najwyższy rozpoznawał kasację obrony od tamtego wyroku. Obrona wnosiła w niej o uchylenie wyroku i umorzenie postępowania, ewentualnie o przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji. Prokuratura wnioskowała zaś o oddalenie kasacji jako oczywiście bezzasadnej, do czego ostatecznie przychylił się sąd.Obecny na sali aktualny obrońca Jacka W. podkreślał, że nie jest autorem kasacji, która wpłynęła do SN, lecz podtrzymuje sformułowane w niej zarzuty. Zwrócił zarazem uwagę, że sądy w toku całego postępowania traktowały dwa zarzucane Jackowi W. czyny – to jest pozbawienie wolności i przetrzymywanie oraz zabójstwo – jako jedno zachowanie, odnoszące się do tej samej osoby. Podkreślał, że w ocenie obrony W. de facto był oskarżony o przetrzymywanie i zabójstwo nie Tomasza S., a osoby, która zginęła od dwukrotnego strzału w głowę, a której fragment zwłok wyłowiono z jeziora Pluszne.Obrońca wskazał, że po tym, gdy do zabójstwa Tomasza S. przyznał się ktoś inny, a także zostało ujawnione prawdziwe ciało ofiary, stawiany Jackowi W. zarzut zabójstwa S. nie znalazł odpowiedzi sądu odwoławczego. Zdaniem obrony w tej sytuacji postępowanie powinno było zakończyć się uniewinnieniem, a prokuratura powinna była sformułować nowy akt oskarżenia.Czytaj też: Rodzina chciała pochować zmarłego. Jego szczątki były już w innym grobieSąd Najwyższy kończy sprawęW uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Tomczyk podkreślił, że podniesione przez obrońcę argumenty dotyczące kwestii tego, za śmierć którego z zamordowanych mężczyzn był de facto sądzony W., były szczególnie istotne.– Miałyby one rację bytu w sytuacji, gdyby ostateczne rozstrzygnięcie sądu apelacyjnego dotyczyło również zbrodni zabójstwa – zaznaczył sędzia. Zastrzegł jednak, że w sytuacji, kiedy doszło do skazania Jacka W. wyłącznie za bezprawne pozbawienie wolności, o tych elementach nie może być mowy.Sędzia Tomczyk podkreślił, że od samego początku „nawet tego błędnego postępowania związanego z ujawnieniem zwłok nie tego pokrzywdzonego” sprawa dotyczyła cały czas śmierci Tomasza S. Sędzia dodał, że także po wznowieniu postępowania sytuacja ta nie uległa zmianie.– W każdym procesie (...) czynności sprawcze zostały przypisane Jackowi W. – podkreślił sędzia Tomczyk. Wskazał, że W. brał udział w ustaleniu planu porwania, przygotowaniu klatki, w której przetrzymywany był S., a także uwięzieniu mężczyzny. W związku z tym – dodał sędzia – W. w ramach współsprawstwa musiał ponosić odpowiedzialność za te działania.Sędzia SN zaznaczył ponadto, że „zdecydowana większość” spośród podnoszonych w kasacji zarzutów stanowiła ponowienie kwestii, które były już podnoszone we wnoszonych w tej sprawie apelacjach. Sąd odniósł się jednak do każdego z nich, konkludując, że były one bezzasadne. W związku z tym SN zdecydował się oddalić kasację. Wtorkowe postanowienie sądu jest ostateczne i nie podlega zaskarżeniu.