Pierwszy premier landu z AfD? Na wiecach wyborczych czuje się jak ryba w wodzie, a polityczną popularność może wkrótce przekuć w wielki sukces. Ulrich Siegmund ma szansę zostać pierwszym w historii Niemiec premierem kraju związkowego wywodzącym się z AfD. O wszystkim zadecydują niedzielne wybory w Saksonii-Anhalt. Ten niewielki kraj związkowy liczy zaledwie dwa miliony mieszkańców. Siła jego gospodarki i średnia długość życia są niższe niż w którymkolwiek z pozostałych 15 niemieckich landów. A jednak to na nim skupi się lada moment uwaga nie tylko Niemiec, ale całej Europy.Siegmund może zostać pierwszym premierem z AfD. Byłby tym samym pierwszym w dziejach RFN szefem rządu krajowego reprezentującym partię, której część struktur i środowisk uznawana jest za skrajnie prawicową. Sondaże zdecydowanie dają prowadzenie właśnie jemu i jego ugrupowaniu. Nie wiadomo tylko, czy tego poparcia wystarczy do samodzielnego sprawowania rządów, czy też plany pokrzyżują pozostałe partie.Na razie wszystko układa się po myśli Siegmunda. Kiedy na kilka tygodni przed wyborami, przemierzał Saksonię-Anhalt w ramach kampanii, nawet w małych miejscowościach przyciągał tłumy. Towarzyszyło mu przy okazji wielu dziennikarzy, którzy próbowali się dowiedzieć, kim właściwie jest kandydat.Dynamiczny, „wygadany” i głodny sukcesu. Kim jest Ulrich Siegmund?Podczas kampanii wyborczej w prowincjonalnych zakątkach Saksonii-Anhalt Siegmund prezentuje się młodo, dynamicznie i sportowo. Ma śnieżnobiałą koszulę, jest szczupły i przystojny. Sprawia wrażenie nieskażonego rutyną wielkiej polityki. Przede wszystkim jednak ciągle się uśmiecha i jest w dobrym humorze. To typowy „sunnyboy” – ocenia Deutsche Welle. Kiedy polityk wychodzi na rynek i widzi uśmiechnięty tłum, sam odpowiada uśmiechem. Podaje ludziom ręce, żartuje. Nie sprawia przy tym wrażenia, jakby cokolwiek było wyreżyserowane. Widać, że objazdowa kampania wyborcza naprawdę sprawia mu przyjemność.– Nie wiem, kiedy ostatni raz mieliśmy tak wysoki poziom poparcia, również wśród młodych ludzi. To po prostu gigantyczne – zachwyca się Ulrich Siegmund. Mówi szybko, płynnie i z dużą swobodą, jak ktoś dobrze przygotowany do medialnych wystąpień.CZYTAJ TEŻ: Terroryści i agenci Kremla rozbestwili się w Niemczech. Rząd reagujeTo, że AfD doskonale sobie radzi, przyznają nawet krytyczni obserwatorzy. – Wiece wyborcze AfD są pod względem organizacyjnym i polityczno-strategicznym dopracowane w najmniejszych szczegółach. To polityczny marketing w wersji premium – zauważa David Begrich z zespołu zajmującego się prawicowym ekstremizmem w stowarzyszeniu Miteinander w Magdeburgu. Begrich jest jednym z najlepszych znawców AfD we wschodnich Niemczech.Atom zamiast wiatraków i powrót do „lepszych” czasówJeśli wierzyć Ulrichowi Siegmundowi i jego wystąpieniom podczas kampanii, chodzi mu o powrót do minionej, lepszej epoki. Czasów, gdy Niemcy nie postrzegały jeszcze siebie jako kraju imigracyjnego, gdy prąd wytwarzały elektrownie atomowe, a nie wiatraki i gdy prawa osób LGBTQ+ nie były przedmiotem publicznego zainteresowania. „Z ludu, dla ludu!” – woła ze sceny do zgromadzonych. Siegmund chce więc prowadzić „politykę dla ludzi”.Studniowy program działań AfD przedstawia jednak zupełnie inny obraz niż beztroskie wystąpienia kampanijne Siegmunda. Jest twardy i radykalny. Deportacje od pierwszej minuty – to najważniejsza obietnica skierowana do wyborców. Do tego likwidacja wszelkiego finansowania organizacji działających na rzecz demokracji, obowiązek podejmowania pracy przez uchodźców oraz patriotyzm i przywiązanie do niemieckiej ojczyzny zamiast społecznej różnorodności. Czy rząd krajowy w ogóle ma kompetencje, by wprowadzić wszystkie zapowiadane zmiany? Co do tego istnieją poważne wątpliwości.Za kulisami już nie tak kolorowo. AfD oskarżana o nepotyzmJeszcze większe wątpliwości buduje jednak wizerunek Siegmunda w zderzeniu w partią. AfD mierzyła się z zarzutami o nepotyzm. Wielu posłów partii w parlamentach krajowych i Bundestagu miało załatwiać krewnym i znajomym dobrze płatne posady u innych deputowanych AfD. Ulrich Siegmund również znalazł w ten sposób miejsce pracy dla swojego ojca. Nie było to nielegalne, jednak nawet w samej partii spotkało się z niechęcią – tym bardziej że AfD konsekwentnie przedstawia się jako ugrupowanie zwykłych ludzi.Czołowy kandydat partii jest jednocześnie przewodniczącym jej frakcji w parlamencie Saksonii-Anhalt. Według informacji dziennika „Welt”, frakcja zatrudnia aż czterech byłych członków zdelegalizowanej organizacji neonazistowskiej Heimattreue Deutsche Jugend (HDJ).CZYTAJ TEŻ: Tusk ostrzega młodzież: Tak powstawał faszyzmOrganizacja ta uważała poglądy Hitlera za wzór i odwoływała się do jego zgubnej ideologii rasowej, która podczas II wojny światowej doprowadziła do zamordowania milionów ofiar. Z tego powodu Federalny Sąd Administracyjny potwierdził zakaz działalności HDJ. Również podczas wieców wyborczych Ulrich Siegmund nie unika kontaktów z neonazistowskimi symbolami ani przedstawicielami skrajnie prawicowego środowiska. Reporterzy widzieli go podczas wystąpień ramię w ramię z mężczyznami ubranymi w charakterystyczny dla tej sceny sposób lub mającymi typowe dla niej tatuaże, na przykład tzw. Czarne Słońce – symbol rozpoznawalny w środowiskach neonazistowskich na całym świecie.To dopiero początek. Czy AfD będzie rządzić w całym kraju?Co się zatem stanie, jeśli AfD przejmie władzę w landzie? – Wiele wskazuje na to, że gdyby AfD weszła do rządu, Saksonia-Anhalt stałaby się dla niej swoistym laboratorium doświadczalnym – analizuje David Begrich ze stowarzyszenia Miteinander. Jego zdaniem, partia testowałaby, jak daleko można się posunąć w podważaniu zapisanych w prawie, ale może jeszcze ważniejszych – niepisanych – zasad demokratycznej kultury obowiązujących w polityce.Dlatego przed nadchodzącymi wyborami kościoły, związki zawodowe, organizacje społeczne, partie polityczne i znaczna część społeczeństwa obywatelskiego ostrzegają przed sukcesem AfD i jej głównego kandydata Ulricha Siegmunda. Ostrzega również David Begrich: – Oczywiście przede wszystkim trudniej będzie tym grupom społecznym, które należą do mniejszości albo nie pasują do światopoglądowej i polityczno-ideologicznej wizji AfD. Klimat społeczny z liberalnej swobody przesunąłby się w stronę autorytarnego podporządkowania. A to jest problem dla ludzi, którzy potrzebują liberalnej otwartości społeczeństwa tak, jak potrzebuje się powietrza do oddychania.Krytyków AfD przed tymi wyborami niepokoi jednak przede wszystkim coś innego: postrzegają je jako dopiero pierwszy krok ugrupowania. Jego prawdziwym celem jest bowiem przejęcie władzy w całych Niemczech. I to samodzielnie.CZYTAJ TEŻ: Europoseł AfD z bejsbolem na 14-latka. Chłopiec ma wstrząs mózgu