Premierowy odcinek „Salonowca”. – Każdy twórca chce być podmiotowy i najlepiej być tym jednym, jedynym. Dla obu produkcji lepiej by było, gdyby tej drugiej nie było. Czasem zdarza się tak, że równolegle podobne pomysły pojawiają się w głowach różnych twórców i producentów. A gdy zbiegają się terminy, to następuje kolizja – mówił Paweł Maślona, reżyser nowej ekranizacji „Lalki”, w premierowym odcinku programu „Salonowiec”. Emisja w każdą sobotę o 9:30 na antenie TVP Info. Gośćmi pierwszego wydania nowego programu Mikołaja Lizuta byli Muniek Staszczyk, lider zespołu T.Love oraz Paweł Maślona, reżyser i scenarzysta. Pierwsza część „Salonowca” poświęcona była „Lalce” z okazji zbliżających się premier dwóch ekranizacji tej powieści. Za jedną odpowiada platforma Netflix, gdzie reżyserem jest Paweł Maślona, z kolei druga, filmowa wersja jest w reżyserii Macieja Kawalskiego. Obie produkcje mają datę premiery we wrześniu.Dwie premiery w podobnym czasieMaślona został zapytany o to, czy nie widzi problemu w nakładających się premierach. Reżyser przyznał, że „to zawsze jest trochę niezręczne”.– Każdy twórca chce być podmiotowy i najlepiej być tym jednym, jedynym. Dla obu produkcji lepiej by było, gdyby tej drugiej nie było. Czasem zdarza się tak, że równolegle podobne pomysły pojawiają się w głowach różnych twórców i producentów. A gdy zbiegają się terminy, to następuje kolizja – wskazał filmowiec.Z kolei lider T.Love stwierdził, że „Lalka” obok „Ziemi Obiecanej” i „Chłopów” jest jedyną z jego ulubionych polskich powieści.– „Lalka” oddaje bardzo szeroki przekrój społeczny. Dziś w zasadzie trudno powiedzieć czy istnieje inteligencja i klasa średnia. Tam jest wiele wątków, między innymi obsesyjnej miłości i kompleksów Wokulskiego. Poprzeczka jest bardzo wysoko zawieszona z uwagi na poprzednie ekranizacje – podkreślił Muniek Staszczyk.Zobacz także: „Salonowiec” i „100 pytań do…”. Jesienna ramówka TVPWizja artystyczna w nowej „Lalce”Maślona zdradził, że jego wersja „dość mocno odfruwa od pierwowzoru”.– Myślę o naszej „Lalce”, tak jak Amerykanie o uniwersum Batmana, tzn. mają jego postać i cały czas ją reinterpretują. Idziemy trochę w tym kierunku. To na pewno wywoła kontrowersje i dyskusje o tym, jakie są granice reinterpretacji. Jestem przekonany, że ja tych granic nie przekraczam i biorę pełną odpowiedzialność. Takie podejście daje szansę na poszerzanie interpretacji i dyskusji – wskazał filmowiec. Reżyser podkreślił, że „kiedy bierzesz sławną i wybitną powieść, to już zaczyna się niebezpieczna gra”.– Musisz mieć coś do zaoferowania, to musi być propozycja wejścia w dialog i pokazania, że się nie boimy. Czy maksymalnie wierna adaptacja też nie jest niebezpieczną grą? Pytanie, czy sukcesem byłoby jak najwierniejsze odwzorowanie tego, co autor 150 lat temu chciał powiedzieć w powieści. To nie ma sensu, bo film to zupełnie inny świat, niż literatura – zaznaczył Maślona.Druga część programu poświęcona została tematom politycznym. Cały program w materiale wideo (na górze artykułu). Zobacz też: Picasso, Syrenka i powojenna Warszawa. TVP pokazała plakat filmu