Opolska komentuje. ZondaCrypto, afera kryptowalutowa, zonda-afera. Przez ostatnie kilka tygodni odmienialiśmy te słowa przez wszystkie przypadki. Oto bowiem mamy kolejną odsłonę afery związanej z upadłą giełdą kryptowalut ZondaCrypto. Tym razem sprawa weszła na poziom jeszcze bardziej kryminalny niż wcześniej. Zanim jednak przejdziemy do najnowszych wydarzeń, warto przypomnieć chronologię ostatnich miesięcy. A właściwie ostatnich lat, bo ta historia ma znacznie dłuższy rodowód. Jeśli liczyć od tajemniczego zaginięcia twórcy giełdy Sylwestra Suszka, cofamy się o cztery lata. Jeśli natomiast sięgnąć do pierwszych ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego wobec działającej wówczas jeszcze pod nazwą BitBay giełdy, trzeba cofnąć się nawet o osiem lat.Zaczęło się od BitBayaCała historia zaczyna się jeszcze w 2014 roku. Wtedy powstaje wspomniany przeze mnie BitBay. Jeśli wierzyć oficjalnej wersji wydarzeń, Sylwester Suszek, o którym dziś będzie jeszcze sporo, dzięki niezwykłemu instynktowi i talentowi buduje giełdę, która szybko zaczyna przynosić ogromne pieniądze. Dziś wiemy już jednak, że zarówno Suszek, jak i Przemysław Kral najprawdopodobniej pełnili rolę mafijnych słupów, a w tle miał działać między innymi Marian W., pseudonim „Maniek”, którego wątek również będzie dziś bardzo istotny. Sprawę samego Mańka kilka miesięcy temu opisywały Onet i „Gazeta Wyborcza”.Czytaj też: Afera Zondacrypto. Prezydent odpowiada na zarzuty premieraPo kilku latach BitBay osiąga rekordowe zyski, ale już w lutym 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego wpisuje giełdę na listę ostrzeżeń publicznych i składa zawiadomienie do prokuratury, uznając, że jej działalność budzi poważne wątpliwości. Później zaczyna się długotrwała przepychanka prawna. Dziś można już tylko zastanawiać się, kto i dlaczego przez ten czas blokował choćby postawienie zarzutów osobom kierującym BitBayem. Ówczesny prezes Sylwester Suszek, dziś uznawany za zaginionego, najwyraźniej dochodzi do wniosku, że dla swojej działalności musi znaleźć nowe miejsce. Przez Maltę przenosi biznes do Estonii.Pierwsze publikacje TVN dotyczące możliwych powiązań giełdy i jej twórców z półświatkiem ukazują się w 2020 roku. Jeden z dziennikarzy zajmujących się tą sprawą, Michał Fuja, staje się ofiarą próby korupcji i zastraszenia.Kral za SuszkaW 2021 roku Sylwester Suszek przestaje kierować BitBayem, a jego miejsce zajmuje Przemysław Kral, dotychczasowy szef działu prawnego giełdy. Z ustaleń Jacka Harłukowicza z Onetu wynika, że to właśnie Marian W., pseudonim „Maniek”, miał ściągnąć Krala do BitBaya. Sam Suszek nie był z tej zmiany zadowolony, ale wygląda na to, że decyzje zapadały znacznie wyżej, w gronie osób z półświatka, które na początku wyłożyły pieniądze na rozwój giełdy, a z czasem weszły między sobą w konflikt o ogromne zyski, jakie zaczęła przynosić.Od 2021 roku to właśnie Przemysław Kral staje się twarzą przedsięwzięcia. BitBay zmienia nazwę najpierw na Zonda, a później na ZondaCrypto. 10 marca 2022 roku Sylwester Suszek jedzie na spotkanie z Marianem W. na stacji paliw w Czeladzi. Od tego momentu znika bez śladu. „Maniek” usłyszał zarzut uprowadzenia Suszka, ale do dziś oficjalnie nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się po tamtym spotkaniu. Dziś wiele osób (w tym minister sprawiedliwości Waldemar Żurek) nie ma już większych wątpliwości, że Sylwester Suszek nie żyje. Co więcej, z publikacji Jacka Harłukowicza wynika, że pierwotnym celem mogło wcale nie być jego zabójstwo. Według tych ustaleń Suszek miał być torturowany po to, by oddać portfel z bitcoinami, który zachował po przekazaniu kontroli nad giełdą Przemysławowi Kralowi. W trakcie tych tortur miał umrzeć.Czytaj też: Kaczyński rozmawiał z Ziobrą o pieniądzach z Zondacrypto. „To był błąd”W tym tygodniu dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski ujawnił kolejny, wyjątkowo niepokojący wątek. Napisał na platformie X, że prokuratura dysponuje makabrycznym dowodem w sprawie Sylwestra Suszka. Śledczy mają zbadać wannę, która może mieć związek z ukrywaniem śladów zbrodni. To informacja, która pozwala jedynie domyślać się, jak przerażający mógł być dalszy ciąg tej historii.Afera ZondaCrypto – zatrzymanie trojga osóbDlaczego warto wracać do tych niewyjaśnionych historii sprzed lat? Bo właśnie teraz wszystkie te wątki zaczynają się ze sobą łączyć. W sierpniu prokuratura połączyła śledztwo dotyczące afery ZondaCrypto ze sprawą zaginięcia Sylwestra Suszka, a w tym tygodniu doszło do kolejnych zatrzymań. W ręce śledczych trafili Rafał Zaorski, inwestor i spekulant giełdowy, Jaromira W., była żona Mariana W., pseudonim „Maniek”, oraz Anna P., jego bliska współpracowniczka, do której formalnie należała stacja paliw w Czeladzi, czyli miejsce, gdzie Sylwester Suszek był widziany po raz ostatni.I właśnie dlatego, gdy dziś politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonują, że afera ZondaCrypto jest przede wszystkim problemem rządu Donalda Tuska, bo państwo zbyt późno ostrzegło obywateli przed zagrożeniem, warto przypomnieć kilka faktów. Pierwsze ostrzeżenia Komisji Nadzoru Finansowego pojawiły się już w 2018 roku, a sprawa tajemniczego zaginięcia byłego prezesa giełdy jest powszechnie znana od 2022 roku. Trzeba byłoby wykazać się naprawdę dużą naiwnością, by zakładać, że Przemysław Kral, najpierw pełnomocnik Sylwestra Suszka, a później jego następca na stanowisku prezesa, nie miał żadnej wiedzy o tym, co mogło wydarzyć się z człowiekiem, którego zastąpił. Jeszcze większą naiwnością, a może po prostu chciwością, byłoby wchodzenie z takim człowiekiem w biznesowe relacje. Co ciekawe, sam Przemysław Kral od lat praktycznie nie pojawiał się w Polsce. Jeśli ktoś chciał z nim rozmawiać, musiał jechać do Monako albo na Ibizę.Równie mało przekonująco wygląda próba obciążenia Donalda Tuska odpowiedzialnością za całą sprawę tylko dlatego, że sfotografowano go z koszulką z logo ZondaCrypto. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach powstało to zdjęcie. Premier otrzymał koszulkę od młodych piłkarzy Lechii Gdańsk, której sponsorem była wówczas właśnie ZondaCrypto. Portal Demagog zwrócił uwagę, że zdjęcie krążące na platformach cyfrowych i wykorzystywane przez część polityków PiS zostało przerobione tak, by logo ZondaCrypto było bardziej widoczne niż na oryginalnej fotografii.Trzy weta prezydentaW tym tygodniu, na pierwszym po wakacjach posiedzeniu Sejmu, doszło do kolejnej próby odrzucenia prezydenckiego weta dotyczącego regulacji rynku kryptoaktywów w Polsce. Prezydent zawetował tę ustawę trzy razy. Jak można było się spodziewać, głosowanie poprzedziła burzliwa debata sejmowa. W imieniu prezydenta występował Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta, który po raz kolejny przekonywał, że afera ZondaCrypto jest tak naprawdę aferą Donalda Tuska i jego rządu.Donald Tusk zdecydował się natomiast przytoczyć fragmenty zeznań dotyczących sprawy. „Wszystko wskazuje na to, że trzymają was za gardło bardzo źli ludzie” – mówił, zwracając się do posłów opozycji. Przywołał również wątek byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i jego żony Patrycji Koteckiej. Z przedstawionych przez premiera informacji wynika, że Ziobro przynajmniej częściowo miał wiedzieć o nieprawidłowościach związanych z ZondaCrypto, a nawet miał być umówiony z główną postacią afery na łączną kwotę dwóch milionów złotych. Z tej sumy pół miliona złotych miało trafić do fundacji związanej z ministrem sprawiedliwości, a istotną rolę w całym procederze miała odgrywać Patrycja Kotecka.Co chyba najbardziej wstrząsające, w zeznaniach miała pojawić się również obietnica ułaskawienia ze strony Karola Nawrockiego w związku ze sprawą ZondaCrypto. Oczywiście, jeśli premier rzeczywiście powoływał się na zeznania Przemysława Krala, trzeba pamiętać, że mówimy o oszuście, który jest zainteresowany złagodzeniem swojej odpowiedzialności w zamian za współpracę z prokuraturą. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty, które padły publicznie z sejmowej mównicy, są niezwykle poważne.Zgodnie jednak z sejmową arytmetyką, a właściwie zgodnie z tym, czego można było się spodziewać, po raz kolejny nie udało się odrzucić prezydenckiego weta. Politycy Koalicji 15 października mówią jednym głosem: prawica nie zdała testu na uczciwość.Afera ZondaCrypto jest niezwykle rozwojowa i najprawdopodobniej już niebawem będziemy słyszeć o kolejnych zatrzymaniach i kolejnych jej wątkach. Zwłaszcza że, jak pisze Onet, Przemysław Kral nie tyle próbuje oczyścić swoje imię, ile po prostu obawia się, że może podzielić los Sylwestra Suszka. Brzmi to jak scenariusz filmu kryminalnego, a przecież mówimy o ludziach, którzy bardzo chcieli i, przynajmniej częściowo, zdołali uzyskać wpływ na polską legislację i decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy.Czytaj też: Afera Zondacrypto. Prezydent odpowiada na zarzuty premiera