Sylwetka premier Włoch. Lubi stawiać się w roli „underdoga”: osoby skazanej na porażkę, odnoszącą sukcesy wbrew przeciwnościom. Prawdopodobnie nikt nie wierzył, że zostanie premierką. Na pewno nikt nie brał pod uwagę, że w powojennej historii Włoch żaden gabinet nie przetrwa dłużej niż ten, który w 2022 roku uformowała Giorgia Meloni. 4 września zapisała się w historii swojego kraju. Ale czy złotymi zgłoskami? Anna Paratore miała 23 lata, gdy rozpadał się jej związek z Francesco Melonim. Księgowy, finansista, człowiek z półświatka, z którym miała już dwuletnią córkę, przekonał ją, że kolejną ciążę powinna usunąć. Ponoć stała już pod kliniką, na czczo, jak kazali lekarze, gotowa poddać się zabiegowi, gdy splot nieokreślonych myśli kazał jej się wycofać. Pamięta tylko, że po drugiej stronie ulicy była kawiarnia, w której zjadła potem rogalika. Odczuła ulgę.Giorgia przyszła na świat, ale skazany na niepowodzenie związek wkrótce się rozpadł. Zbuntowany Francesco, szemrany typ, wsiadł na pokład „Szalonego Konia”, jak nazwał swój jacht i ruszył w stronę Wysp Kanaryjskich. Radził sobie całkiem nieźle: otworzył restaurację, potem drugą, miał też dobrze prosperujący klub nocny. Dziewczynki odwiedzały go czasem, a on – jak wynika z ustaleń włoskich dziennikarzy – regularnie przesyłał byłej partnerce pieniądze.W „Ja, Giorgia”, autobiograficznej quasi-hagiografii, Meloni chętnie rozczula się nad swoim dzieciństwem. Ktokolwiek zna jej historię tylko z tych opowieści, mógłby uwierzyć, że żyła na granicy ubóstwa, w skromnym domu, o suchym chlebie i wodzie z kranu. Mieszkanie miała jednak spore, kilkupokojowe, w prestiżowej części włoskiej stolicy. Na pewno pokonała w życiu liczne przeciwności, o czym nieustannie przekonuje, ale tych akurat nie musiała.Zwłaszcza że matka, choć znalazła się w fatalnej sytuacji, okazała się kobietą bardzo zaradną i przedsiębiorczą: jako Josie Bell i Amanda King napisała około 150 romansideł dla kobiet. W opiece nad córkami pomagali także dziadkowie. Poradzili sobie.*We wrześniu 1995 roku hiszpańscy celnicy weszli na jacht, którym Francesco Meloni płynął z członkami swojej nowej rodziny. Pod pokładem znaleźli półtorej tony haszyszu przejętego u wybrzeży Maroka. Towar miał trafić do Włoch.Ojciec przyszłej premierki przyznał się do winy i przekonywał sąd, że reszta załogi nie znała prawdziwego celu rejsu. Za przewiezienie narkotyków obiecano mu 50 milionów peset, wówczas majątek. Dostał dziewięć lat więzienia. Były członek mafii, Nunzio Perrella, opowiadał później przed kamerami, że Francesco pracował dla ludzi związanych z rzymskim bossem Michele Senese i odbywał regularnie podobne kursy między Marokiem, Hiszpanią i Włochami.Gdy trafiał za kratki, nie miał już kontaktu z Giorgią. Jakiś czas wcześniej odcięła się od niego, zmęczona kolejnymi romansami i odstawieniem córek na drugi, a pewnie nawet i trzeci plan. Giorgia miała trzynaście lat, gdy uznała, że ojca już nie potrzebuje. „Wrzuciłam go do czarnej dziury” – pisała.Francesco Meloni zmarł po długiej, ciężkiej chorobie w 2012 roku. „Czułam obojętność. Jakby odszedł jakiś znany aktor” – przekonywała potem.Ten sam bezwzględny mechanizm odcinania zbędnego balastu zademonstrowała dekady później, już jako lokatorka Palazzo Chigi. Gdy jesienią 2023 roku stacja Mediaset wyemitowała nagrania, na których jej wieloletni partner i ojciec jej córki Ginevry, Andrea Giambruno, rzucał wulgarnymi propozycjami wobec redakcyjnych koleżanek, Meloni ani myślała czekać na narady ze sztabem PR-owców. Następnego ranka wrzuciła do sieci krótkie oświadczenie, miłe, rodzinne zdjęcie i informację: „to koniec”. Do polityki weszła w akcie buntu. W 1992 roku, gdy miała 15 lat, Włochami wstrząsnęły mafijne zamachy, w których zginęli bezkompromisowi prokuratorzy Giovanni Falcone i Paolo Borsellino. Meloni, patrząc na telewizyjne relacje w gorący lipcowy dzień, poczuła, że państwo gnije od środka. Skierowała swoje kroki do lokalnego oddziału Fronte della Gioventu, młodzieżówki Włoskiego Ruchu Społecznego (MSI) – partii założonej w 1946 roku przez dawnych akolitów Benito Mussoliniego. W dzielnicy zdominowanej przez lewicę, wybór skrajnej prawicy był dla nastolatki najczystszą formą antysystemowego sprzeciwu.Cierpliwość popłacaDziś, pytana o historyczny bagaż faszyzmu, kluczy, nazywając tamten czas „wyjątkowo złożonym”. Z jednej strony potępia ustawy rasowe z 1938 roku jako „najciemniejszą kartę w historii Włoch”, z drugiej – w logo jej partii wciąż płonie trójkolorowy płomień MSI. Odmawia też określania się mianem „antyfaszystki”, co tłumaczy pamięcią o tzw. latach ołowiu, kiedy to bojówki skrajnej lewicy uznawały, że „zabicie faszysty nie jest przestępstwem”.W maju wygłosiła w mediach społecznościowych laudację na cześć Giorgio Almirante – historycznego lidera MSI i dawnego publicysty rasistowskiego reżimowego pisma – chwaląc go za to, że uczył polityki opartej na „pasji, godności i szacunku”, prowadzonej z pozycji całkowitego wykluczenia. To właśnie tam, w młodzieżowych bojówkach spotykających się wśród ruin term Trajana na Colle Oppio, narodziła się jej lojalność wobec wąskiego kręgu współpracowników i głęboka nieufność wobec establishmentu.Droga na szczyt zajęła jej trzy dekady. Była najmłodszą wiceprzewodniczącą Izby Deputowanych w 2006 roku i najmłodszą ministrą do spraw młodzieży w gabinecie Berlusconiego w 2008 roku. Kiedy jednak w 2012 roku wraz z dawnymi towarzyszami zakładała partię Bracia Włosi (Fratelli d’Italia), poparcie oscylowało wokół żałosnych trzech procent. Przetrwała, bo wykazała się rzadką u populistów cechą: anielską cierpliwością.Gdy w 2021 roku Mario Draghi, wybitny bankier i europejski arcykapłan rozsądku, tworzył rząd narodowego ratunku, do jego gabinetu weszli niemal wszyscy: od centrolewicy, przez populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, aż po Matteo Salviniego i Silvio Berlusconiego. Meloni jako jedyna powiedziała „nie”. Została w opozycji, stając się naturalnym magnesem dla każdego przejawu społecznej frustracji, inflacji i zmęczenia pandemicznymi restrykcjami. Podczas gdy Salvini kompromitował się pomysłami sponsorowanych przez Moskwę podróży do Rosji, a sędziwy Berlusconi bredził o Putinie zmuszonym do inwazji, by zainstalować w Kijowie „przyzwoitych ludzi”, Meloni zajęła twarde, nieugięte stanowisko proatlantyckie i proukraińskie. Gdy rząd Draghiego pękł pod ciężarem własnych sprzeczności, po władzę sięgnęła kobieta, która jako jedyna nie ubrudziła sobie rąk kompromisem. We wrześniu 2022 roku centroprawica zmiotła skłóconą lewicę, a Meloni weszła do Palazzo Chigi z poparciem 26 procent wyborców.Czytaj także: Polska wzmacnia ochronę nieba. Będą nowe ograniczeniaOdrodzenie WłochPowojenny włoski rytuał był niezmienny: premier obejmował urząd, rynki finansowe wpadały w panikę, koalicjanci zaczynali wbijać sobie noże w plecy, a po kilkunastu miesiącach Pałac Kwirynalski wzywał technokratę, by ratował lira, obligacje i honor republiki. Od 1945 roku przez Palazzo Chigi przewinęło się 68 gabinetów. Średnia żywotność rządu ledwo przekraczała rok.Mamy tymczasem 4 września 2026 roku – datę, która dla włoskiej polityki stanowi cezurę niemal astronomiczną. Giorgia Meloni stała się właśnie najdłużej nieprzerwanie urzędującym premierem w dziejach Republiki Włoskiej. Pobiła powojenny rekord Bettino Craxiego i osiągnie wynik niewidziany w Rzymie od upadku Mussoliniego. Z perspektywy europejskiej doszło do komicznej zamiany ról: liderka uważana niegdyś za niebezpieczną neofaszystowską dyletantkę spokojnie obserwowała polityczną rzeź w stolicach tradycyjnie uchodzących za oazy stabilności. Przetrwała nominacje i dymisje czterech premierów Wielkiej Brytanii oraz pięciu szefów rządów Francji.Rynki finansowe, zamiast uciekać w popłochu, nagrodziły tę nieoczekiwaną oazę spokoju. Rentowność dziesięcioletnich obligacji rządu w Rzymie spadła do 4,17 procent, okazując się bezpieczniejszą przystanią niż papiery dłużne pogrążonego w kryzysie Paryża (4,19 procent) czy Londynu (5,2 procent). Adam Posen, prezes prestiżowego Peterson Institute for International Economics w Waszyngtonie, bez ogródek rzucił zdanie, które dekadę temu uznano by za ponury żart: Włochy stały się modelem dla innych krajów.Czytaj także: Zamach na rosyjskiego zbrodniarza. Odpowiada za zabijanie cywilówKlucz do tej finansowej magii nie leżał jednak w radykalnych manifestach, lecz w osobie Giancarlo Giorgettiego. Wywodzący się z Ligi minister finansów, człowiek o chłodnej kalkulacji i nienagannych manierach, wziął na siebie zadanie okiełznania budżetu. W 2022 roku dziura budżetowa zionęła na poziomie 8 procent PKB; w 2026 roku stopniała do 2,6 procent, mieszcząc się w unijnych ryzach. W ciągu pięciu lat dług publiczny skurczył się ze 158 do 138 procent PKB, a analitycy zaczęli wieszczyć, że lada moment włoskie zobowiązania będą relatywnie niższe niż francuskie. Do tego doszedł spadek bezrobocia do poziomu 5,7 procent – wyniku, jakiego nad Tybrem nie pamiętają najstarsi związkowcy.Tyle laurek. Gdy jednak zeskrobać z włoskiego sukcesu brokerski blichtr, odsłania się obraz znacznie bardziej skomplikowany, pachnący nie tyle rewolucją, ile głębokim, strategicznym letargiem.Drenaż mózgówW „Ja, Giorgia” Meloni z nieskrywaną emfazą przywoływała postać Margaret Thatcher jako swojej politycznej idolki. Brytyjska premierka kojarzyła jej się z bezkompromisowością, wolą walki i odwagą w kruszeniu skostniałych struktur. Tyle że bilans rzymskiej liderki z Żelazną Damą nie ma niemal nic wspólnego. Thatcher dokonała bolesnej, liberalnej wiwisekcji brytyjskiej gospodarki, niszcząc archaiczne monopole i otwierając kraj na globalny kapitał. Meloni – jak celnie diagnozuje profesor Matteo Re z Uniwersytetu Króla Juana Carlosa w Madrycie, cytowany przez „The New York Times” – zachowuje się raczej jak Angela Merkel.Przez szesnaście lat w Berlinie niemiecka kanclerz płynęła na fali reform Gerharda Schroedera, unikając jak ognia naruszania interesów potężnych grup nacisku i zostawiając po sobie gospodarkę podatną na paraliż. Meloni robi dokładnie to samo. Utrzymała koalicję z Ligą Salviniego i osieroconą po Berlusconim Forza Italia tylko dlatego, że zamroziła jakiekolwiek głębsze reformy. Włoski wzrost gospodarczy w 2025 i 2026 roku ugrzązł na poziomie zaledwie 0,5 procent. Ponieważ w tym samym czasie Polska rozwija się wielokrotnie szybciej, przegonimy ich już pod koniec dekady. W 2026 roku polski wskaźnik sięga 60 tysięcy dolarów, włoski – 65 tysięcy. Dystans dzielący dawne imperium przemysłowe od Warszawy stopniał do rozmiarów wyłącznie symbolicznych.Nikt nie ma złudzeń: Włochy przed bolesną recesją uratowały wyłącznie unijne pieniądze. Rzym stał się największym beneficjentem Funduszu Odbudowy po pandemii, wyciągając z Brukseli gigantyczną kwotę 194 miliardów euro. Pieniądze popłynęły szerokim strumieniem, ale Komisja Europejska w swoich raportach rozkłada ręce: nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać, gdzie wyparowały. Służba zdrowia dogorywa w kolejkach, edukacja tkwi w zeszłym stuleciu, a przepaść między bogatą Lombardią a zapomnianą Kalabrią zieje tak samo, jak w czasach zjednoczenia Włoch. Symbolem cywilizacyjnej niemocy pozostają cieknące rury: na północy kraju w trakcie transportu marnuje się 33,6 procent wody pitnej, na południu do ziemi wsiąka niemal połowa – 49,4 procent. Włoski system podatkowy z premedytacją karze przedsiębiorstwa za rozwój, zniechęcając do budowy nowoczesnych, efektywnych podmiotów. Choć po wybuchu wojny w Ukrainie Meloni zdołała uniezależnić kraj od Gazpromu, podpisując kontrakty z Algierią, ceny energii wciąż duszą biznes, podczas gdy sąsiednia Hiszpania postawiła na tanią energię odnawialną.Młodzi i wykształceni nie mają złudzeń. Włochy przeżywają exodus, jakiego nie widziano od dekad. W 2024 roku kraj opuściło 188 tysięcy wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Rok później wyjechało kolejne 144 tysiące. „Drenaż mózgów” wypłukuje z Półwyspu Apenińskiego resztki innowacyjności. Meloni kupiła stabilność za cenę stagnacji.Nigdy na skrótyCzy ta konstrukcja może trwać wiecznie? Włoska stabilność, podziwiana w Paryżu i Londynie, zaczyna pękać od środka. Najbardziej ambitny projekt premier – wielka reforma konstytucyjna zmierzająca do wprowadzenia premierato, czyli bezpośrednich wyborów szefa rządu połączonych z automatyczną większością parlamentarną dla zwycięzcy – utknęła w martwym punkcie. Włosi wciąż pamiętają rządy silnej ręki i panicznie boją się demontażu bezpieczników demokracji.Sygnałem ostrzegawczym okazało się referendum w sprawie wymiaru sprawiedliwości. Meloni chciała przeforsować wyraźne oddzielenie karier sędziów i prokuratorów, licząc na ukrócenie samowoli nielubianej przez prawicę korporacji sędziowskiej. Przegrała z kretesem: 45 do 55 procent. Skoro nie udało się zmienić konstytucji, premier próbuje teraz majstrować przy ordynacji wyborczej, dążąc do przyznawania premii mandatowej każdemu blokowi, który przekroczy 42 procent głosów.Prawdziwe zagrożenie nadeszło jednak nie z lewicy, lecz z jej własnej prawej flanki. Na scenę z impetem wkroczył generał Roberto Vannacci i jego ugrupowanie Futuro Nazionale. Vannacci – autor skandalizujących książek, w których pisał, że homoseksualiści „nie są normalni”, wzywał do przymusowej remigracji pół miliona nielegalnych przybyszów i twierdził, że faszyzm czy nazizm „miały swoje złe strony, jak każda epoka” – bez trudu zdobył poparcie 8 procent rozczarowanych, radykalnych wyborców. Dla generała Meloni stała się zdrajczynią, która „rozwodniła się” w brukselskich korytarzach.I tu koalicja wpada w matnię. Profesor Matteo Re kreśli bezlitosną alternatywę: bez głosów partii Vannacciego prawica po najbliższych wyborach straci większość w parlamencie. Jeśli jednak Meloni wciągnie radykalnego generała na pokład, koalicję natychmiast opuści umiarkowana Forza Italia.Po rzymskich korytarzach krążą plotki, że premier może zdecydować się na ucieczkę do przodu i rozpisać przedterminowe wybory już wiosną. Chce poprosić Włochów o wotum zaufania, zanim zorientują się, że gospodarka stoi w miejscu, fundusze z Brukseli się kończą, a deficyt i dług powrócą jak bumerang. Okres historycznej stabilności może skończyć się równie gwałtownie, jak się zaczął.Pytana o bilans swoich rządów w gabinecie w Palazzo Chigi, gdzie za jej plecami wisi obraz przedstawiający wiejską zabawę pędzla naśladowcy Tycjana, Giorgia Meloni zachowuje jednak niewzruszoną pewność siebie. W długiej rozmowie z „The New York Times” zdradziła, że swojej córce Ginevrze powtarza zawsze jedną zasadę: wybieraj długą drogę, bo skróty są zawsze iluzją. Jak długa będzie jeszcze droga Meloni?