Museveni odchodzi po 40 latach. Uganda od 40 lat kroczy drogą demokracji, rozwoju i szczęścia niezmiennie pod światłym przywództwem prezydenta Yoweriego Museveniego. Że dyktatura, że fałszowane wybory, że opozycjoniści znikają, że kraj jest rozkradany przez elitę – to są podszepty wrażych sił. Wkrótce jednak kraj czeka zmiana władzy. Museveni ogłosił, że odpuści ósmą kadencję. Dalszy sukces ma zagwarantować jego nie mniej utalentowany syn, generał Muhoozi Kainerugaba, kolejne uosobienie idei francuskiego króla Ludwika XIV, że „państwo to ja”. Są kraje skazane na wieczną beznadzieję. Zawsze wszystko musi być rozmemłane, ciapowate, bez szans na wyjście z biedy. Regiony, zwykle postkolonialne, które rozwój ludzkości omija szerokim łukiem, rzucają co najwyżej od czasu do czasu jakieś ochłapy w postaci pomocy humanitarnej albo jeszcze gorzej – idei.Naturalnie do szarych ludzi wracają one w ograniczonym stopniu. Władze idee zablokuje, bo wiadomo, że są szkodliwe. Jakieś demokracje, wolne media, uczciwe wybory – nic dobrego z nich nie wyniknie. Na pomocy też położy łapę, część da – bo musi – część sprzeda, ładnie windując ceny.Nie ma najmniejszych szans, żeby takie kraje wypracowały model demokracji liberalnej, państwa opiekuńczego. Oczywiście, szermują hasłami demokracji, mamiąc społeczność międzynarodową i licząc na dalsze wsparcie. Bardziej wymowne są nazwy historycznych ruchów, tworzących państwowość. To zwykle „fronty ludowe”, „kongresy wyzwolenia” i tym podobne – ani dla ludu, ani dla wyzwolenia czegokolwiek.Do takich państw należy Uganda, wielkości dwóch trzecich Polski, położona we wschodniej Afryce. Geologiczna loteria, choć to nie ona jest zwykle motorem rozwoju albo wręcz go potrafi hamować – jej nie sprzyjała. Jeżeli chodzi o surowce – jest w ziemi trochę złota, ale za mało, by myśleć o bogactwie.Złoto – brudny interesPoza tym złoto ma tę brzydką zależność, że przynosi również wyjątkowe ubóstwo i upokorzenie. Daje zatrudnienie małej części ludności. Do tego jest to szczególnie brudne interes, zawsze przyciąga oszustów i krętaczy. W warstwie symbolicznej łączy się z władzą, dlatego władza szczególnie w krajach, o których mówimy, lubi na nim kłaść łapę.Żeby mieć wgląd w to, jak Uganda obraca złotem, wystarczy wspomnieć, że w marcu 2019 roku władze w Kampali zaimportowały z Wenezueli 7,4 tony kruszcu, gdy dyktator Nicolas Maduro chciał je sprzedać za granicą z pominięciem amerykańskich sankcji. Naturalnie wyczulony na wszelkie przekręty prokurator generalny Ugandy orzekł później, że import tego złota nie naruszał lokalnych przepisów dotyczących zwolnień podatkowych i celnych.Pojedyncze mechanizmy w rozmaitych afrykańskich demokracjach mogą się różnić, ale jest wspólny mianownik – historia. W XIX wieku Uganda stała się kolonią Brytyjczyków, którzy wzięli się za szlachetną misję odkrywania i cywilizowania Afryki. Na chwałę Koronie trzeba oddać, że nie dopuściła się takiego ludobójstwa jak Belgowie w Kongu.Brytyjskiej Kompanii Wschodnioafrykańskiej umiarkowanie zależało na rozwoju regionu, prowadziła klasyczną gospodarkę rabunkową, w której zyski zasilały kasę Imperium w Londynie. Doskonały model społeczno-ekonomiczny zachwiał się po II wojnie światowej, gdy protektor osłabł.Uganda niepodległaPojawiły się, najpierw nieśmiało, oddolne ruchy niepodległościowe, oczywiście tępione i delegalizowane, ale wiatru Historii nie dało się zawrócić. 9 października 1962 roku Uganda proklamowała niepodległość jako republika federalna, gdyż zamieszkują wiele grup etnicznych. Najliczniejsi są Gandowie, do których należy niemal co piąty mieszkaniec kraju. Są jeszcze Hima, Soga, Kiga, Teso, by wymienić tylko to większe. Naturalnie każda ma swój język i swoje interesy, nierzadko rozbieżne z interesem sąsiadów.Pierwszym prezydentem został Edward Mutesa, natomiast premierem Milton Obote z Ludowego Kongresu Ugandy (UPC). Demokracja nigdy nie należała do dziedzictwa tego regionu, więc od razu zaczęły się przepychanki, kto utworzy dyktaturę. Sprawniejszy był Obote, który odsunął Mutesę od władzy i zdelegalizował pozostałe partie.Można powiedzieć, że taki jest genius loci tych ziem, trzeba też oddać Obotemu, że postawił na rozwój gospodarczy, ale zrobił to w typowy sposób – znacjonalizował przemysł i handel. Musiał się gdzieś zgłosić po nowego patrona, który zapewni wsparcie polityczne i ekonomiczne. W dobie zimnej wojny możliwości miał dwie, czyli Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki. Wybrał Moskwę.Obote popełnił jednak błąd. Zamiast siedzieć w Kampali i doglądać niesłychanego rozwoju, na początku 1971 roku pojechał do Singapuru na konferencję Wspólnoty Narodów. W tym czasie najzdrowsza tkanka narodu przeprowadziła pucz. Władzę przejął samozwańczy generał Idi Amin, który został jednym z najbrutalniejszych dyktatorów w historii.Prezydent kanibalemJego rządy w latach 1971-1979 kosztowały kraj pół miliona ofiar oraz setki tysięcy, które uciekły za granicę. W Tanzanii schronił się między innymi sam Obote. Ci, którzy zostali, doczekali się piekła na Ziemi. Amin nie był zwykłym brutalem, lecz obłąkanym, nawiedzonym ludożercą.Nie w przenośni – dosłownie. Przyznawał się do kanibalizmu. W przypływie szczerości przyznał, że mięso człowieka jest bardziej słone od lamparciny. Wiele wrogów – każdy był jego wrogiem – sam zamordował, głowy trzymał w lodówce.„Ostatni król Szkocji” sam został obalony w trakcie wojny z Tanzanią, która miała dość migrantów i wsparła partyzantów walczących z reżimem Amina. Ten uciekł z kraju, schronienie dał mu inny nawiedzony dyktator – Muammar Kadafi w Libii. Obote wrócił do władzy, nawet z ulgą dla mieszkańców. Przynajmniej przez jakiś czas.Obote stwierdził, że tym razem się nie sfrajerzy i władzy nie odda. Wprowadził swoje represje, co doprowadziło do wybuchu wojny domowej, która zapisała się w historii jako „Wojna w buszu” (od 100 tysięcy do pół miliona ofiar). Tu Uganda wkroczyła na drogę, którą podąża do dziś. Wyznacza ją osoba kolejnego niebanalnego prezydenta, który ma to szczęście, że rządzi do dziś.Museveni zbawcą naroduYoweri Tibuhaburwa Kaguta Museveni jest synem pary analfabetów, ponieważ Brytyjczycy przekładali w koloniach rozwój gospodarczy nad społeczny. Rodzice postawili jednak na edukację syna, posłali go do szkoły, potem licem, w końcu dostał się na Uniwersytet w Dar es Salaam w Tanzanii, gdzie studiował ekonomię oraz nauki polityczne.Trzeba pamiętać, że w latach 60. afrykańskie uczelnie były kuźniami przede wszystkim marksizmu i idei panafrykańskich. Taką też drogę obrał Museveni. Jak wielu jego towarzyszy z Kenii, Sudanu czy Malawi postawił na walkę. Z kolonizatorami już nie można było walczyć, teraz jego celem było wyzwolenie Ugandy spod panowania Amina.Swoją walkę musiał realizować na uchodźstwie, w Tanzanii, inaczej przypuszczalnie jego głowa skończyłaby w lodówce „Ostatniego króla Szkocji”. Lawirując między sojusznikami, stworzył w 1973 roku Front Narodowego Zbawienia i do 1978 roku był już znaczącą postacią w ruchu partyzanckim.Gdy Obote wrócił do władzy Museveni mu się nie podporządkował, stworzył po wsiach Armię Ludowego Oporu (PRA) i dalej walczył, bo najwyraźniej inaczej nie potrafił. Gdy już widział się wybawcą narodu, wyręczyli go dawni zwolennicy, którzy mieli dość i go w 1985 roku obalili. Nie bez przeszkód 29 stycznia 1986 roku Museveni został prezydentem.Z miejsca zaczął wprowadzać powszechną szczęśliwość. – Mieszkańcy Afryki, mieszkańcy Ugandy mają prawo do demokratycznego rządu. Nie jest to przysługa ze strony żadnego reżimu. Suwerenem jest naród, a nie rząd – oznajmił po zaprzysiężeniu. Przedstawił 10-punktowy program, w którym wolność, dobrobyt i uczciwość lały się litrami.Minęło 40 lat niemających wiele punktów stycznych z demokracją. Museveni zupełnie nie przejmuje się wyborami, wolnością mediów, wolnością zgromadzeń, walką z korupcją. Gdy rozpoczęły się ruchawki, stłumił je bezwzględnie. Jego żołnierze – także nieletni – potrafili na przykład wygonić z domów 100 tysięcy mieszkańców miasta Gulu.Porwania, morderstwa, korupcjaRządy Museveniego i jego Narodowego Ruchu Oporu (przeciw czemu?) to także lotne brygady policji, które porywają, torturują nieprawomyślnych obywateli czy zabójstwa pozasądowe. Model rosyjski. Są też korupcja i rabunek mienia, tak bezczelna, że aż zabawna. Brat prezydenta i jego doradca do spraw wojskowości Salim Saleh zamówił raz helikoptery dla wojska, wziął 800 tysięcy dolarów prowizji, a na końcu okazało się, że kupiono jakiś stary szmelc.Obrotny Saleh zaangażował się również w nielegalne wydobycie minerałów w Demokratycznej Republice Konga. Do tego pod przykrywką malezyjskiej firmy Westmont kupił udziały w największym banku Ugandy. Wybuchła afera i Museveni go odwołał za „brak dyscypliny oraz pijaństwo” podczas służby wojskowej. Nie mógł przecież przyznać, że jego brat jest złodziejem, aferzystą i grandziarzem.Walka z korupcją szła tak dobrze, że pobożny Museveni, który podczas jednego z wystąpień powierzył Ugandę Bogu, w końcu ogłosił dzień modlitwy w intencji łaski Boskiego przebaczenia i żalu za takie „grzechy kraju”, w tym łapownictwo, malwersacje, pokątne bogacenie się, sprzeniewierzenie środków publicznych. Ugandyjczycy ruszyli ze szturmem modlitewnym przede wszystkim w intencji grzechów władzy.„Mzee” – jak czule mówią o nim poddani – ma szerokie horyzonty, więc modlitwa narodu objęła też występki poddanych, takie jak czary czy dewiacje seksualne (z drugiej strony trzeba przyznać, że miał pewne sukcesy w walce z AIDS). Museveni stoi na stanowisku, że związki homoseksualne są przeciw woli boskiej, zaś „europejscy homoseksualiści” upatrzyły sobie rekrutację w Afryce.I tak od ponad 40 lat Museveni implementuje poddanym własną wersję demokracji. Chwalony przez Zachód – a jakże – został bowiem sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w walce z terroryzmem. W takich sytuacjach Waszyngton przymyka oko na opresyjne systemy rządów. Co ciekawe, prezydent zaczął też robić umizgi do Rosji. W 2014 roku potrafił powiedzieć takie osobliwe zdanie: „Chcę pracować z Rosją, bo nie mieszają się oni swoimi własnymi posunięciami do polityki innych krajów”.Jakieś ruchy liberalizujące Museveni musiał zrobić, choć raczej była to kwestia rosnącej presji wewnętrznej, niż obłaskawienia społeczności międzynarodowej. Przywrócił więc limit dwóch kadencji prezydenta. Czas biegnie jednak nieubłaganie, wkrótce będzie musiał oddać władzę. W styczniu 81-letni Museveni wygrał wybory (przyzwoite 71,65 proc. głosów) i rozpoczął siódmą kadencję. Po niej cesarz będzie musiał przejść na zasłużoną emeryturę.Sukcesor MuseveniegoWcześniej jednak koniecznością jest zadbanie, żeby Uganda nie zeszła z obranej drogi niezachwianego rozwoju i powszechnej szczęśliwości. Nie można pozwolić, żeby nowym prezydentem został jakiś nieudacznik i zniszczył ten niezwykły dorobek, pozbawił Ugandyjczyków dobrobytu. Jak ten piosenkarz od siedmiu boleści Bobi Wine (Robert Kyagulanyi Ssentamu), którego już dwa razy trzeba było wysiudać z wyborów, bo ten wichrzyciel tak złośliwie zmanipulował ludzi, że coś zbyt dużo dostał głosów. Nie ma nic lepszego do roboty i realnie pomaga ludziom? Trudno, niech pomaga, ale niech zna swoje miejsce.W marcu Wine uciekł z kraju, schronił w USA, ale jeszcze gotowy wrócić i rozliczać. Twierdził, że obawia się o swoje bezpieczeństwo. Co mu jednak zagraża? Że był aresztowany po wyborach w 2021 roku i odcięty od świata? Że teraz w styczniu po wyborach żołnierze weszli do jego domu, trzymali jego żonę Barbarę Kyagulanyi na muszce i rozebrali, a potem obrabowali? Że wcześniej i jego pobili. Podburzał ludzi, odpowiada za wiele ofiar śmiertelnych, to trzeba było się nim zająć. Taki płaczek miałby być prezydentem? Śmiech na sali.Jest jeszcze ten Kizza Besigye, w areszcie od dwóch lat, ale to polityczny trup. Ma proces o zdradę stanu. Uparty, już kilka razy próbował zostać prezydentem, jakby nie rozumiał mechanizmów demokracji. Na szczęście znalazł się kandydat godny zaufania, który nie roztrwoni dorobku Museveniego. To wojskowy, będzie więc umiał zadbać o dyscyplinę. W dodatku osoba znająca mechanizmy władzy.Generał porucznik Muhoozi Kainerugaba, szef armii i starszy doradca prezydenta do spraw operacji specjalnych. Fakt, że jest najstarszym synem prezydenta, złośliwi mogą nazwać próbą wprowadzenia dynastii, ale wiadomo, że to co najwyżej fortunny zbieg okoliczności. Po prostu trafił się idealny kandydat.Chęć kandydowania w kolejnych wyborach Muhoozi Kainerugaba ogłosił na platformie X. „Będę ubiegał się o najwyższy urząd w kraju w 2031 roku. I zwyciężymy dzięki łasce Boga Wszechmogącego” – wyraził przekonanie. Dodał, że spodziewa się zdobyć 90 proc. głosów z poparciem ojca (lub jego aparatu władzy). Konkurencji się nie obawia.Kainerugaba typowany na następcęJuż od kilku lat Kainerugaba, lider Patriotycznej Ligi Ugandy (taka przybudówka władzy), jest postrzegany jako potencjalny następca Museveniego. Wcześniej mówił, że rozważa start w ostatnich wyborach, ale później się wycofał, najwyraźniej „Mzee” uznał, że jeszcze może udźwignąć to brzemię.Rzecznik rządu Alan Kasujja, zapytany ostatnio, czy Museveni będzie ubiegał się o reelekcję, odpowiedział, że on o NRM podejmą decyzję, „kiedy nadejdzie czas”. Wydaje się jednak, że decyzja zapadła. 1 września Daudi Kabanda ogłosił w biurze Patriotycznej Ligi Ugandy, że prezydent Yoweri Museveni zgodził się poprzeć kandydaturę generała Muhooziego Kainerugaby na prezydenta w wyborach powszechnych w 2031 roku.– Generał Muhoozi Kainerugaba poprosił mnie, abym poinformował, że będzie kandydował na prezydenta w latach 2031–2036” – potwierdził Kabanda. Szef Biura Krajowego Przewodniczącego PLU powiedział, że Museveni również zaakceptował polityczne ambicje swojego syna. – Chciałbym również poinformować, że Jego Ekscelencja Prezydent obiecał poprzeć Afande MK podczas następnych wyborów powszechnych w 2031 roku – dodał.Jaki zatem prawdziwek utrzyma kurs wolności? Muhoozi Kainerugaba ma 52 lata. Ozdobą jego nieskazitelnego wizerunku jest niesłychany zmysł dyplomatyczny. W 2022 roku chwalił się na platformie X, że może zdobyć Nairobi w mniej niż dwa tygodnie. Został za to przez ojca odsunięty na jakiś czas. Groził też zajęciem Chartumu.Szantaż ludu NuerW marcu ubiegłego roku domagał się haraczu od ludu Nuer z Sudanu Południowego. „Mam dość zabijania Nuerów. Powiedzcie swojemu przywódcy Riekowi Macharowi, żeby przyszedł i uklęknął przed prezydentem Salvą Kiirem” – napisał generał. Dał tym samym do zrozumienia, że Uganda stoi po stronie prezydenta Sudanu Południowego. Dodał też, że buntownicy, aby go udobruchać, muszą dać mu tysiąc krów.Niżej wycenił Giorgię Meloni, bo zaledwie na sto krów Nkore. Taki posag zaoferował w październiku 2022 roku, żeby wówczas szykująca się do zdobycia teki premiera włoska polityk została jego żoną. W przypadku odrzucenia zalotów zagroził zdobyciem Rzymu. Ocenił, że taka operacja militarna zajęłaby tylko dni. „Mzee” znów musiał przepraszać za syna. Odwołał go z funkcji dowódcy wojsk lądowych, ale jednocześnie awansował na czterogwiazdkowego generała.Trzeba przyznać, że jest bardzo kochliwy. W połowie kwietnia 2026 roku zażądał od Turcji 1 miliarda dolarów i „najpiękniejszej kobiety w kraju” za żonę, grożąc zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Turcją, jeśli żądania nie zostaną spełnione. A tak w ogóle to Władimir Putin „ma absolutną rację!” (to po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę), zaś prezydent USA Donalda Trumpa to „jedyny biały człowiek, którego kiedykolwiek szanował”. I tak w koło Macieju. Zwykle swoimi mądrościami dzieli na platformie X późno w nocy.Ma też smykałkę do interesów. Podczas pandemii COVID-19 kontrakt na dostawę tlenu medycznego o wartości 17 mln dolarów wygrała firma Silverbacks, należąca do jego żony Charlotte. Jak tak wyszło, że tego tlenu zabrakło i wielu chorych z koronawirusem zmarło z tego powodu. Ale raczej nie było w tym winy Kainerugaby i jego żony, po prostu tych nieszczęśników i tak wezwałby Pan Zastępów.Wolne media nie dla UgandyGenerał ma osobliwy stosunek do demokracji. Pod koniec czerwca kazał wojsku zamknąć kilku głównych niezależnych mediów działających w ramach Nation Media Group, w tym gazety „Daily Monitor” czy stacji NTV Uganda. „W Ugandzie nie wierzę w wolną prasę! Prasa powinna być kierowana przez kadry rewolucji” – wyjaśnił. Jakiej rewolucji? Tego już nie raczył sprecyzować.Ma też ojcowski stosunek do przeciwników politycznych. Bobiemu Wine'owi już publicznie groził śmiercią po tym, jak pochwalił się zabiciem 22 członków jego Platformy Jedności Narodowej po styczniowych wyborach. W grudniu 2021 roku Dziennikarz i pisarz Kakwenza Rukira napisał coś o światłym generale w mediach społecznościowych i zaraz go trzeba było aresztować i torturować. Wspomniał później z rozrzewnieniem, że katowali go żołnierze sił zbrojnych pod osobistym nadzorem Kainerugaby.Gdy w maju ubiegłego roku został porwany przez uzbrojonych mężczyzn działacz opozycji Eddie Mutwe syn prezydenta ogłosił, że znajduje się on „w jego piwnicy”, zaś Wine będzie następny. Opublikował przy tym zdjęcie zatrzymanego bez koszulki i groził mu kastracją. Pochwalił się, że uchwycił go „jak konika polnego”. Przyznał, że uwolni Mutwego tylko na rozkaz prezydenta Museveniego.Uganda to nieszczęsny kraj. Jeden z tych, który zawsze będzie gnębił obywateli. Niestety nie ma najmniejszych szans, żeby w przewidywalnej przyszłości udręczeni mieszkańcy mogli liczyć na wolność czy demokrację. Operetkową dyktaturę Museveniego zastąpi brutalny reżim jego nawiedzonego syna Kainerugaby. Duch opiekuńczy tego regionu Afryki jeszcze się nie zbudził.