„Nowoczesna oligarchia”. „Rybacka mafia” – tak na Islandii określa się rodzinne firmy zajmujące się rybołówstwem. Według europejskich mediów to właśnie wpływy branży rybnej miały przyczynić się do tego, że – jak wynika z dotychczas policzonych głosów – Islandczycy opowiedzieli się w referendum przeciwko wznowieniu negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. W sobotę na Islandii odbyło się referendum, w którym obywatele odpowiadali na pytanie o ewentualne wznowienie negocjacji akcesyjnych z UE. Islandzki nadawca publiczny RUV poinformował w niedzielę, że po przeliczeniu głosów oddanych w pięciu z sześciu okręgów wyborczych 52,5 proc. głosujących było przeciwko wznowieniu rozmów. Ostateczne wyniki spodziewane są w ciągu dnia.Jak przypomina szwedzki dziennik „Svenska Dagbladet”, około 80 proc. kwot połowowych na Islandii należy do około 20 firm, a połowa z nich znajduje się w rękach zaledwie sześciu islandzkich rodzin.Ekonomista prof. Thorolfur Geir Matthiasson z Uniwersytetu Islandzkiego, cytowany przez holenderski portal Follow the Money, wskazuje, że firmy te mają również znaczące udziały m.in. w handlu detalicznym i dystrybucji paliw.„Działają po cichu, nie stają na podium, w debacie na temat UE wypowiadają się raczej, finansując kampanie lub próbując wpływać na polityków” – pisze szwedzka gazeta.Rybacy boją się konkurencjiW kampanii przedreferendalnej przedstawiciele branży rybnej przekonywali, że Islandia nie może liczyć na zwolnienie z unijnych przepisów umożliwiających trawlerom z innych państw członkowskich dostęp do wód danego kraju. Argumentowali, że w takiej sytuacji holenderskie i hiszpańskie floty rybackie mogłyby wykupić prawa połowowe Islandczyków, pozbawiając pracy tysiące rybaków na wyspie.Komisarz UE ds. rybołówstwa Kostas Kadis ocenił jednak, że wynegocjowanie wyjątku dla Islandii w tej sprawie jest możliwe. Podobne stanowisko prezentowała socjaldemokratyczna premierka Islandii Kristrun Frostadottir.Wpływy dużych islandzkich przedsiębiorstw rybackich są krytykowane również przez niezależnych rybaków. „To oczywiste, że te firmy nie chcą wywoływać zamieszania, dołączać do UE i pozbywać się swoich przywilejów. Przecież zarabiają dużo pieniędzy” – powiedział dziennikowi „Svenska Dagbladet” Tryggvi Skjaldarson, zajmujący się połowami dorsza ze swojego statku.„Nowoczesna oligarchia”Follow the Money ujawnił w tym tygodniu powiązania islandzkich firm, w tym dużych przedsiębiorstw branży rybnej, z finansowaniem w Wielkiej Brytanii kampanii związanej z brexitem.Duńska gazeta „Berlingske” opublikowała w kwietniu artykuł, w którym islandzki sektor rybołówstwa określono jako „nowoczesną oligarchię” opartą na strachu, chciwości i wpływach politycznych. „Rybołówstwo zjada demokrację od wewnątrz” – taką tezę postawili autorzy materiału.Cytowany w artykule minister finansów Islandii Dadi Mar Kristofersson przyznał, że od lat podejmowane są próby rozwiązania problemu, jednak zmiany blokują „silne grupy nacisku”. Jego zdaniem mają one znaczące wpływy w islandzkim parlamencie.Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., w szczytowym okresie światowego kryzysu finansowego. Proces akcesyjny został zamrożony w 2013 r. po zmianie rządu i narastającym sprzeciwie wobec dalszych negocjacji.Czytaj także: Comiesięczna „parlamentarna karawana”. Miliony euro na przeprowadzki