Jest jednak poważny problem. Po ponad dekadzie Islandia może wrócić na drogę do Unii Europejskiej. Jeśli w sobotnim referendum wyborcy poprą wznowienie negocjacji, rozmowy z Brukselą mogą zakończyć się w ciągu roku lub dwóch. Najtrudniejszym tematem pozostanie jednak kwestia rybołówstwa. Islandia mogłaby sfinalizować negocjacje akcesyjne w ciągu roku lub dwóch, jeśli w sobotnim referendum obywatele poprą ich wznowienie.Islandia jest już częścią jednolitego rynku, co może znacznie przyspieszyć rozmowy – zwróciła uwagę komisarz ds. rozszerzenia Marta Kos. Po ich zakończeniu konieczna byłaby jednak ratyfikacja traktatu akcesyjnego przez wszystkie państwa członkowskie, co zwykle zajmuje kolejny rok.Wynik referendum nie jest przesądzonyWynik głosowania nie przesądzi o członkostwie w UE, lecz jedynie da władzom w Reykjavíku mandat do wznowienia negocjacji. Ostateczną decyzję o przystąpieniu do Wspólnoty Islandczycy podjęliby w kolejnym referendum.Według badania ośrodka Maskína wznowienie negocjacji popiera 51,3 proc. respondentów, a 48,7 proc. jest temu przeciwnych.Zgoda na powrót do rozmów nie oznacza jednak poparcia dla samego członkostwa. Sondaże wskazują, że w referendum dotyczącym akcesji 54 proc. Islandczyków zagłosowałoby przeciwko, a 46 proc. byłoby „za”.Czytaj także: Comiesięczna „parlamentarna karawana”. Miliony euro na przeprowadzkiRybołówstwo największą przeszkodąIslandia należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i strefy Schengen, dzięki czemu już dziś ma dostęp do unijnego rynku. Negocjacje akcesyjne rozpoczęła w 2010 roku, ale w 2013 roku je zawiesiła, a dwa lata później oficjalnie wycofała się z rozmów. Głównym powodem był sprzeciw wobec unijnych regulacji dotyczących rybołówstwa.To właśnie kontrola nad łowiskami pozostaje największym problemem. Rybołówstwo jest filarem islandzkiej gospodarki i tożsamości narodowej. Po wejściu do Unii Europejskiej kraj musiałby stosować wspólną politykę rybołówstwa, obejmującą między innymi kwoty połowowe i dostęp do łowisk, podczas gdy Islandczycy dążą do zachowania pełnej kontroli nad swoimi zasobami rybnymi.Reykjavík prawdopodobnie próbowałby wynegocjować wyjątki od unijnych zasad. Byłoby to jednak trudne, ponieważ państwa takie jak Francja, Portugalia czy Hiszpania mogą sprzeciwiać się specjalnemu traktowaniu Islandii.Możliwym rozwiązaniem byłoby zachowanie przez Islandię większej kontroli nad połowami najcenniejszych gatunków albo wprowadzenie długiego okresu przejściowego. Marta Kos nie wyklucza niestandardowych rozwiązań dla islandzkiego rolnictwa i rybołówstwa. Jako przykład wskazuje specjalne zasady stosowane przez UE wobec północnych regionów Finlandii i Szwecji.Czytaj także: Krwawa zemsta za ataki na magazyny. Rosjanie uderzyli w ukraińskie centraBezpieczeństwo zbliża Islandię do EuropyDo dyskusji o członkostwie wróciła również kwestia bezpieczeństwa. Islandia należy do NATO od 1949 roku, ale nie ma własnej armii i opiera się na sojusznikach. Rosnące napięcia geopolityczne na Północnym Atlantyku zwiększają zainteresowanie Reykjavíku współpracą z Europą. W marcu tego roku UE i Islandia podpisały partnerstwo w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony.Dla niewielkiego państwa członkostwo w Unii oznaczałoby również stabilniejsze otoczenie gospodarcze. W debacie pojawiają się między innymi kwestie niestabilności islandzkiej korony oraz potencjalnych korzyści z przyjęcia euro.Gospodarka, suwerenność i rybołówstwoPoczątkowo w kampanii przed referendum mocno wybrzmiewały kwestie bezpieczeństwa, jednak z czasem na pierwszy plan wysunęły się gospodarka, suwerenność i rybołówstwo.Jeśli Islandczycy poprą wznowienie negocjacji, dla Unii będzie to istotny sukces dyplomatyczny i szansa na przyciągnięcie zamożnego państwa, które już jest mocno związane z europejskim rynkiem. Odrzucenie propozycji wznowienia negocjacji mogłoby z kolei negatywnie odbić się na obecnie stabilnych relacjach między wyspą a Brukselą.Czytaj także: Rosjanie stracili kolejny bombowiec strategiczny. Przegrał z dronami