Dwie siedziby PE. Parlament Europejski funkcjonuje w trzech miastach: Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu. Comiesięczne przenoszenie tysięcy osób między Belgią a Francją generuje wysokie koszty i emisje, dlatego coraz więcej europosłów kwestionuje sens utrzymywania dwóch siedzib. Bruksela pozostaje centrum codziennej pracy legislacyjnej. W Strasburgu odbywa się 12 czterodniowych sesji plenarnych w roku, natomiast w belgijskiej stolicy spotykają się komisje, grupy polityczne i odbywają się krótsze tak zwane minisesje na brukselskiej sali plenarnej. Natomiast w Luksemburgu mieści się Sekretariat Generalny Parlamentu Europejskiego.Oznacza to, że co miesiąc tysiące europosłów, ich asystentów, urzędników i tłumaczy przenoszą się na kilka dni do Strasburga. Transportowany jest również sprzęt i setki skrzyń z dokumentami. To generuje potężne koszty finansowe, środowiskowe i organizacyjne.Sami europosłowie nie zawsze odczuwają tę zmianę jako szczególnie uciążliwą, ponieważ wielu z nich udaje się do Strasburga bezpośrednio ze swoich krajów. Polscy eurodeputowani mają też bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy.Czytaj także: Trybunał Konstytucyjny bez pieniędzy. „Ani złotówki”Historyczny symbol kontra kosztyObecność Parlamentu w Strasburgu ma przede wszystkim znaczenie historyczne. Miasto, które przez wieki przechodziło z rąk francuskich do niemieckich i odwrotnie, po II wojnie światowej stało się symbolem pojednania obu narodów i europejskiej integracji.Jak podkreśla europosłanka Joanna Scheuring-Wielgus (S&D/Nowa Lewica), Strasburg jest oficjalną siedzibą PE w wyniku historycznych i politycznych ustaleń. Jednocześnie przyznaje, że obecny system jest logistycznie mało efektywny.Koszty comiesięcznych przeprowadzek krytykuje Kamila Gasiuk-Pihowicz (EPL/PO). – Trudno uznać comiesięczne przenoszenie całej instytucji za rozwiązanie racjonalne – ocenia. Przypomina też, że według szacunków Europejskiego Trybunału Obrachunkowego jedna siedziba Parlamentu oznaczałaby oszczędności przekraczające 100 mln euro rocznie.Robert Biedroń (S&D/Nowa Lewica) uważa, że wszystkie sesje plenarne powinny odbywać się w Brukseli. Jego zdaniem pieniądze wydawane na utrzymywanie dwóch siedzib i regularne przeprowadzki można przeznaczyć na inwestycje lub inne działania przynoszące obywatelom korzyści.Na kwestie klimatyczne zwraca uwagę Daniel Obajtek (EKR/PiS). – To rozwiązanie jest sprzeczne z wartościami i celami, które od lat promuje sama Unia, zwłaszcza w zakresie ochrony klimatu i ograniczania emisji CO2 – przekonuje.– Dużo taniej byłoby zrezygnować z tych wyjazdów, w żaden sposób nie wpłynęłoby to na pogorszenie jakości prac parlamentu – twierdzi Anna Bryłka (Patrioci dla Europy/Konfederacja).Czytaj także: Afera korupcyjna zatacza coraz szersze kręgi. Lecą głowy generałówTraktaty blokują zmianęProblem w tym, że przeniesienie europarlamentu do jednej siedziby nie jest decyzją, którą można podjąć zwykłym głosowaniem. Strasburg został wskazany w unijnych traktatach, a zmiana wymagałaby ich modyfikacji i zgody wszystkich 27 państw członkowskich. Francja od lat broni swojej pozycji gospodarza Parlamentu.Michał Kobosko (Odnowić Europę/Unia Centrum) porównuje sytuację do polskiego Sejmu, który obradowałby na zmianę w Warszawie i innych miastach. – Raczej uznalibyśmy to za lekki absurd i zbytnią rozrzutność – mówi.Elżbieta Łukacijewska (EPL/PO) również opowiada się za jedną siedzibą w Brukseli, ale podkreśla, że bez zmiany traktatów obecny system pozostanie bez zmian. Arkadiusz Mularczyk (EKR/PiS) przypomina natomiast o wieloletnim porozumieniu z Francją. Rezolucje PE popierające jedną siedzibę nie są w stanie tego układu zmienić.Strasburg ma także swoich obrońcówNie wszyscy europosłowie patrzą na Strasburg wyłącznie przez pryzmat kosztów. Hanna Gronkiewicz-Waltz (EPL/PO) podkreśla, że sesje plenarne pozwalają poczuć „ducha europejskiego parlamentaryzmu”, a Bogdan Zdrojewski (EPL/KO) zwraca uwagę na walory samego miasta i budynku Parlamentu. Przyznaje jednak, że problemem pozostaje logistyka. – Osobiście uwielbiam Strasburg. I miasto, i sam obiekt parlamentu. (...) Problemem jest logistyka transportowa: skromne, małe lotnisko i zbyt wysokie koszty przenoszenia całego parlamentarnego »majdanu« z Belgii do Francji – mówi.Co więcej, jak zauważa Witold Naturski dyrektor Biura Parlamentu Europejskiego w Polsce, rośnie liczba pracowników Parlamentu Europejskiego na stałe pracujących w Strasburgu. Miasto nie traci więc na znaczeniu, mimo że większość parlamentarnej aktywności odbywa się w Brukseli.Dopóki państwa członkowskie nie zgodzą się na zmianę traktatów, europejska „parlamentarna karawana” będzie kursować między Brukselą a Strasburgiem. Historyczny kompromis pozostaje silniejszy niż argumenty dotyczące kosztów, logistyki i klimatu.Czytaj także: Rośnie liczba ofiar kataklizmu w Nepalu. Kostnice przepełnione