„To jest bandytyzm”. Dr Monika Braun była pytana w programie „Kontrapunkt” o intencje swojego brata europosła Grzegorza Brauna oraz o to, czy istnieje szansa na to, by w społeczeństwie zahamować reprezentowane przez niego zachowania i radykalne poglądy. Odniosła się również do pomysłu delegalizacji ugrupowania politycznego, którym kieruje jej brat. Prowadząca program pytała o to, czy Grzegorz Braun wierzy w to, co mówi. – Mnie jest niezmiernie trudno się do tego odnieść. Nie siedzę w jego głowie, jego duszy – odparła dr Braun, dodając, że zna jego obyczaje od dzieciństwa i są one takie, że się nie zwierza. Czytaj także: Zandberg: Braun rośnie, kiedy państwo zapomina o obywatelach– On nie odpowiada na pytania dotyczące jego odczuć, emocji i intencji. Czy on w to wierzy? Myślę, że może uwierzył – powiedziała. Kiedy Braun wybrał drogę rewolucjonisty?Poproszona o wskazanie momentu przemiany brata, odparła, że „nikt nie ma poglądów od urodzenia”. – Sprawa Jana Miodka popchnęła go ku byciu rewolucjonistą, ku publicznie manifestowanej nieufności wobec autorytetów – podkreśliła, dodając, że „jego obecnym obyczajem jest kwestionować autorytety, podkopywać wiedzę”. Zwróciła także na rodzinne uwarunkowania poglądów. Przypomniała, że „uwielbiany w rodzinie Braunów Jerzy Braun był zagorzałym antysemitą jeszcze przed wojną”. – Myśmy rośli w domu, gdzie nie mówiło się o zagładzie i holokauście – wskazała. – Nie znam motywacji mojego brata. Wiem na pewno, że wychowało go milczenie – podkreśliła. Zobacz także: Roma Ligocka: To Kaczyński stworzył BraunaBraun stwierdziła, dodając, że żyjemy w kraju, w którym rozliczanie tego typu zachowań jest bardzo powolne. – Zwykła obywatelka – taka jak ja – może pomyśleć, że ktoś nie chce tego zrobić. Nie jesteśmy jako społeczeństwo chronieni przed bandytyzmem różnego typu – podkreśliła. – Jest bandytyzmem gaszenie chanukowych świeczek, naruszanie nietykalności cielesnej dr Jagielskiej, jest bandytyzmem mówienie, że nie istniały piece krematoryjne. Przeciętnemu obywatelowi nie uszłoby to na sucho – stwierdziła. „Żyjemy w kraju, w którym agresja jest czymś niemalże naturalnym”Pytana o to, dlaczego radykalne poglądy trafiają na podatny grunt, przedstawiła dogłębną analizę tego zjawiska.– Znacznie bardziej pokupnym towarem jest uproszczona diagnoza rzeczywistości, którą serwują ugrupowania prawicowe. Znacznie bardziej pokupną wersją rzeczywistości jest proponowanie trzymania za mordę tych wszystkich, którzy się z nami nie zgadzają. Znacznie bardziej pokupnym i popularnym towarem jest chamska, uproszczona przemoc oraz brak możliwości, brak umiejętności, brak chęci znalezienia się w rzeczywistości zniuansowanej, nieuproszczonej, złożonej, składającej się z wielu różnych aspektów – powiedziała.– Ugrupowania prawicowe to proponują. Proponują „posprzątamy za was, idźcie z nami”. Ugrupowania prawicowe bardzo jasno pokazują wrogów – podkreśliła. Jej zdaniem „żyjemy w kraju – w tym kraju jest na to szczególny grunt – w którym agresja, przemoc, niechęć wobec wszelkiej inności jest czymś niemalże naturalnym, naturalnym historycznie”. – To jest ukształtowane przez świat, w którym myśmy nieustannie mieli wrogów, a więc wskazywanie wrogów w tej chwili wydaje się jedyną słuszną drogą dla polityka – wskazała, dodając, że „bardzo smutno ironizuje”.Delegalizacja Konfederacji Korony Polskiej? Monika Braun została zapytana także o to, czy pomysł delegalizacji partii Grzegorza Brauna mogłoby przynieść jakieś skutki. – Skutek krótkotrwały, bo to o czym rozmawiamy, to są głębokie i głęboko uwarunkowane ludzkie potrzeby i skłonności, potrzeba widzenia świata jasno podzielonego, potrzeba odwołania się do przemocowych autorytetów. Tego się nie rozwiąże, delegalizując partię – podkreśliła. Jak argumentowała, to być może na bardzo długi dystans, w wielkiej skali, którą nie chcą operować politycy – z prawej, z lewej i z centrum – bo im się to zwyczajnie nie opłaca, bo się to nie mieści w ich programie wyborczym, bo nie mają czasu się tym zajmować.– To jest zmiana systemu edukacji, to jest inne mówienie do wyborców, to jest zmiana języka generalnie, a nie tylko jakieś krótkotrwałe, spektakularne akcje, jak wsadzanie kogoś do więzienia, czy likwidowanie jakiejś partii – skonkludowała, dodając, że przebudowywanie sposobów ludzkiego myślenia przypomina proces wychowania dziecka, który mimo najlepszych chęci i ogromu włożonej pracy, nie zawsze przynosi pozytywne i oczekiwane skutki.