Miał niespełna 24 proc. szans na przeżycie. Ekstremalne zimno oraz brak tlenu, były przyczyną śmierci mężczyzny, którego zwłoki znaleziono w podwoziu samolotu Air Arabia, który przyleciał z Tangeru w Maroku do Londynu. Nie udało się jednak ustalić tożsamości ofiary ani w jaki sposób ominął zabezpieczenia i dostał się do wnętrza maszyny. Do tragedii doszło 16 czerwca, gdy na lotnisku Gatwick pod Londynem. Przed południem wylądował tam samolot Airbus A320 linii Air Arabia, który przyleciał z marokańskiego Tangeru. Kiedy technik z personelu naziemnego sprawdzał maszynę w luku podwozia, znalazł martwego mężczyznę. Stan zwłok wskazywał, że ofiara była narażona na ekstremalne zimo. Luk podwozia nie jest ogrzewany ani hermetyzowany. Tuż po starcie opony i przewody hydrauliczne oddają nieco ciepła, ale w trakcie lotu cała przestrzeń szybko się wychładza. A to dlatego, że na wysokości przelotowej, czyli 10-11 km, temperatura w luku zrównuje się z tą na zewnątrz, która sięga od -40°C do -60°C. Mało tego, na dużej wysokości spada też ciśnienie, a ilość tlenu nie wystarcza. Na dużej wysokości ciśnienie spada, a tlenu jest zbyt mało, aby złapać oddech. Po kilku minutach traci się przytomność. A w końcu przychodzi śmierć.Tylko co czwarty przeżywaKoroner, który opracował raport w sprawie dramatu na Gatwick, uznał, że właśnie tak ekstremalne warunki doprowadziły do śmierci tajemniczego „pasażera na gapę”. Sekcja zwłok wykazała u denata hipoksję (niedobór tlenu w tkankach, który prowadzi do zaburzeń funkcjonowania organizmu i uduszenia), hipotermię (obniżenie temperatury człowieka poniżej 35°C i zamarznięcie) oraz zatrzymanie akcji serca. To jest przyczyna śmierci niemal wszystkich desperatów, którzy próbują uciec z biednych krajów, kryjąc się w podwoziu samolotów. Rocznie media donoszą o kilku takich ofiarach (maksymalnie czterech). Szansa na przeżycie podróży w luku podwozia szacowana jest na niespełna 24 proc. Czytaj także: Pasażer na gapę nie przeżył. Ukrył się w podwoziu samolotu