Polski soft power nie istnieje. Polska wciąż ma problem z rozpoznawalnością poza Europą i światem zachodnim. Jak wskazuje dr Wojtek Wilk, prezes Fundacji Centrum Pomocy Międzynarodowej, w wielu krajach Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej Polska praktycznie nie istnieje w świadomości społecznej. Co więcej, nazwa Poland często mylona jest z Holland. „Kiedy pytam o to, co myślą o Poland, wszyscy odpowiadają: aaa, Holland! I to nie jest dowcip. Taka jest rzeczywistość” – mówi Wilk. Zdaniem eksperta Polska nie wykorzystuje w wystarczającym stopniu potencjału soft power, czyli budowania międzynarodowej pozycji poprzez atrakcyjność kultury, edukacji, wartości, gospodarki czy sposobu życia.Polska polityka zagraniczna koncentruje się przede wszystkim na tradycyjnych instrumentach: dyplomacji, sojuszach, relacjach w Unii Europejskiej, obronności czy inwestycjach. Tymczasem soft power może przynosić równie konkretne korzyści – przyciągać turystów, studentów, specjalistów i inwestorów, a także budować długofalową sympatię i zaufanie do Polski.Wilk podkreśla, że Polska ma już silną pozycję w Europie Wschodniej. Dla Białorusinów część Ukraińców czy Mołdawian jest punktem odniesienia i przykładem kraju, w którym można żyć na europejskim poziomie. Podobny potencjał dostrzega w Gruzji, Armenii i państwach Azji Środkowej. W Uzbekistanie wciąż funkcjonuje nawet kulturowe skojarzenie z serialem „Czterej pancerni i pies”, który był popularny w czasach ZSRR. Poza tym obszarem sytuacja wygląda jednak znacznie gorzej.„W Afryce, Azji, znacznej części Ameryki Południowej polski soft power niestety na razie nie istnieje” – ocenia.Brakuje produktów kojarzonych z Polską Jednym z najważniejszych problemów jest brak produktu, marki bądź kategorii produktów, która byłaby jednoznacznie kojarzona z Polską. Niemcy mają samochody i przemysł, Francja kojarzy się z winem, serami czy luksusowymi markami, natomiast w przypadku Polski trudno wskazać podobny globalny symbol. „Nie ma towaru, produktu albo kategorii produktów, które kojarzyłyby się jednoznacznie z Polską. To jest nasza wielka słabość” – mówi Wilk.Sama wódka, która przez lata była jednym z najbardziej oczywistych skojarzeń z Polską, nie jest jego zdaniem odpowiednim fundamentem nowoczesnej marki kraju. Nie oznacza to jednak, że polskie produkty są nieobecne na odległych rynkach. Wilk wspomina o mleku Mlekovita, które znalazł w supermarkecie w Lusace w Zambii, oraz napojach Oshee dostępnych w Republice Południowej Afryki. Takie przykłady pokazują, że polskie firmy potrafią konkurować globalnie. Problem polega na tym, że ich obecność nie przekłada się jeszcze na powszechne skojarzenie „Polska = konkretna marka, jakość lub produkt”.Drugim ważnym narzędziem polskiego soft power powinna być edukacja. Wilk zwraca uwagę na znaczenie tzw. dyplomacji uniwersyteckiej, dzięki której państwa budują wpływy poprzez kształcenie zagranicznych studentów. Polska mogłaby pójść krok dalej i stworzyć w wybranych krajach Globalnego Południa sieć szkół średnich działających według polskiego systemu edukacyjnego. Ich absolwenci mogliby następnie studiować w Warszawie, Krakowie, Gdańsku czy Wrocławiu. Część z nich zostałaby w Polsce, co miałoby znaczenie również z punktu widzenia przyszłych potrzeb rynku pracy, a pozostali wróciliby do swoich krajów jako ludzie znający Polskę, język i jej system wartości. „Szkoły to inwestycja w przyszłość, w kapitał ludzki” – podkreśla ekspert.Specjalistyczna pomoc rozwojowa Trzecim filarem powinna być specjalistyczna pomoc rozwojowa. Polska nie jest w stanie konkurować skalą pomocy z największymi donatorami, ale może znaleźć własną niszę. Wilk wskazuje na straż pożarną i ratownictwo jako dziedzinę, w której Polska ma wyjątkowo dobre kompetencje i doświadczenia. Szkolenie lokalnych strażaków, tworzenie grup poszukiwawczo-ratowniczych i przekazywanie wiedzy oraz sprzętu może być jednocześnie realną pomocą i bardzo skutecznym narzędziem budowania pozytywnego wizerunku. Dobrym przykładem jest działalność PCPM w Kenii. Organizacja stworzyła tam grupę poszukiwawczo-ratowniczą, której członkowie działają w polskich mundurach i korzystają ze sprzętu oznaczonego „Polska Pomoc”. Według Wilka od stycznia do końca czerwca 2026 roku w samym Nairobi grupa miała uratować spod gruzów 35 osób. „Mamy się czym dzielić” – mówi, wskazując na doświadczenie i renomę polskich strażaków.Wilk zwraca również uwagę na znaczenie skali pomocy rozwojowej. Jako przykład podaje Norwegię, która mimo niewielkiej liczby ludności dzięki konsekwentnemu zaangażowaniu w pomoc rozwojową i inicjatywy pokojowe zbudowała bardzo silną pozycję dyplomatyczną w takich krajach jak Sudan Południowy. Polska, dysponująca większym potencjałem gospodarczym, również mogłaby wykorzystać pomoc rozwojową jako narzędzie długofalowego budowania wpływów. Kluczowa jest spójna strategia Zdaniem eksperta, Polska potrzebuje przede wszystkim spójnej strategii. Każda kampania promocyjna powinna zaczynać się od odpowiedzi na trzy pytania: do kogo jest kierowana, jaki efekt ma wywołać oraz jaki przekaz ma temu służyć. Nie można bowiem w ten sam sposób promować Polski w Europie Zachodniej, Europie Wschodniej, Afryce czy Azji.Największym wyzwaniem nie jest więc brak potencjału, lecz jego niewykorzystanie. Polska posiada dobre uczelnie, konkurencyjne firmy, wysokiej jakości żywność, silną kulturę oraz doświadczenie w ratownictwie i pomocy humanitarnej. Potrzebuje jednak pomysłu, jak te elementy połączyć w rozpoznawalną markę państwa. Jak zauważa Wilk, „nawet mały kraj może zbudować silną pozycję dyplomatyczną”. Polska ma większe możliwości, ale musi zacząć świadomie i konsekwentnie wykorzystywać swój soft power.Czytaj także: Polska zwiększa arsenał rakietowy. MON podpisał rekordową umowę