„Rozmowy (nie)wygodne”. Jej strategią życiową jest łagodność. Lubi rozmawiać z ludźmi. Tęskni za dyskusjami w teatrze, kiedy nikt się nie spieszył i nie obrażał. Nigdy nie wyszła za mąż, choć „pannie z dzieckiem” w czasach PRL-u bywało ciężko, gdy pojawiała się w rodzinnych stronach. O łagodności i odwadze bycia sobą, aktorka Elżbieta Jarosik opowiadała Mariuszowi Szczygłowi. Gościnią Mariusza Szczygła w „Rozmowach (nie)wygodnych” była aktorka Elżbieta Jarosik. Rozmówczyni z uśmiechem wspominała swoją rolę w „Weselu” Smarzowskiego.Gospodyni od bigosu w „Weselu”– To było tak cudowne! Aż trudno po prostu nie pamiętać – tak Elżbieta Jarosik opowiada o swoim epizodzie w „Weselu”. Dodaje, że to kultowy film ze wspaniałą obsadą aktorską i świetnym reżyserem. – Jak on to wszystko umiał posklejać – każdy był ważny, nawet najmniejszy epizodzik – wspominała pracę na planie z Wojciechem Smarzowskim.– Miałam epizodyczną rolę gospodyni. Zbierałam bigos i paliłam papierosy Klubowe, których tak dużo wypaliłam, że prawie od nich zemdlałam – wspominała aktorka.Teatr to nie tylko odgrywanie roliElżbieta Jarocka wyznaje, że w pracy w teatrze brakuje jej naturalnych interakcji z innymi ludźmi. – Brakuje mi rozmów w teatrze. Współcześnie wszyscy gdzieś się spieszą, nie ma miejsca na dyskusję i nie można nikomu zwrócić uwagi – nawet jak człowiek ma dobre intencje – wyjaśniała.– Przecież my gramy na swoich uczuciach. Jak można się nie dotykać, grając – to jaki to ma być teatr? Nie wiem, sztucznej inteligencji – dodała.Czytaj również: Życie poświęcone aktorstwu. „Nie byłam kochana przez reżyserów”W rozmowie z Mariuszem Szczygłem aktorka wyznała, że jej strategią życiową jest łagodność. – Ja wierzę we wszystko, co mi ktoś powie. Jak przyjdzie do mnie osoba, która chce ode mnie coś wyciągnąć, wypłacze się, to ja od razu otwieram serce i pomagam. Potem dostaję za to wciry – opowiada Jarosik.Aktorka przywoła swoje wspomnienia z dzieciństwa. – Zawsze miałam niskie poczucie wartości, byłam wstydliwa. Zapewne wynikało to z tego, że mój tata był organistą, dziadek kościelnym, a ja znajdowałam się w tym kościelnym kręgu – wyznała.Samotne macierzyństwo w PRL-uMariusz Szczygieł zapytał się swoją gościnię o jej relację z córką i o to, jak była postrzegana w PRL-u jako samotna matka – dawniej mówiło się o byciu „panną z dzieckiem”.– Ja nie wiem, bycie „panną z dzieckiem” było piętnem. Uważam, że doskonale poradziłam sobie z tą sytuacją. Jednak zawsze mnie uwierało to, co ludzie pomyślą – opowiedziała aktorka.Czytaj także: „Silni też mają w sobie kruchość”. Dorota Stalińska o cenie samodzielności