Teksty, które są w stanie przekłuć balonik. – Jeżeli mniejszości seksualne, etniczne, osoby niepełnosprawne mówią „chcemy być traktowani normalnie”, to normalnością jest też robienie sobie żartów. Mówienie „traktujcie nas normalnie”, ale „nie żartujcie z nas”, to hipokryzja – podkreślał w podcaście „Powiem to pierwszy raz” Kuba Rafalski, stand-uper i psychoterpeuta. A potem dodał, że skoro o osobach z niepełnosprawnościami mówi się pejoratywnie „warzywa”, on mógłby zostać „twarzą” warzyw na patelnię. – To byłoby świetne! – mówił. I choć doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu ten żart wyda się (nomen omen) niesmaczny, w mojej opinii potrzebujemy ludzi, którzy ostrymi tekstami są w stanie przekłuć balonik, który zamiast helem, wypełniony jest polskimi tematami tabu. Zresztą cała ta podcastowa rozmowa jest kopalnią komentarzy do rzeczywistości nie tylko osób z niepełnosprawnościami, ale i nas wszystkich. Rafalski przyznał w niej, że ma alergię na słowo „inkluzywny”.– Jestem w mniejszości, to robi złą robotę, to jest tak niepotrzebne… Mam w nosie, czy ktoś powie o mnie „osoba niepełnosprawna”, „osoba z niepełnosprawnością”, „inwalida”. To nie ma dla mnie znaczenia. Jeżeli ktoś będzie dla mnie miły, pomocny itd., mam w nosie, jak powie – podkreślał, a wtedy pomyślałam, że u niektórych nowe wymagania dotyczące języka inkluzywnego mogą wywoływać efekt mrożący. Sama w czasie spotkania z Rafalskim, krótkiej rozmowy przed nagraniem, w pewnym momencie zaczęłam się autocenzurować, przestałam reagować spontanicznie, bo bałam się, czy w tym, co mówię jestem „wystarczająco inkluzywna”. Czy przypadkiem go nie urażę? Że może lepiej powiedzieć mniej, niż przesadzić z otwartością. Że może lepiej się wycofać, niż palnąć jakimś niewskazanym „w tej sytuacji” tekstem.W pewnym momencie – dziś już nie pamiętam zupełnie, jak ten temat wypłynął – zaczęłam opowiadać, jak jako dziecko (!) wzięłam udział w seansie hipnozy i hipnotyzer był w stanie zahipnotyzować kogoś tak, że ten nie mógł zrobić kroku.Na co Rafalski odparł: To zupełnie tak jak ja.Rozbawił mnie i całe to napięcie wywołane źle pojmowaną poprawnością w komunikacji (bo jak się okazało, nawet tak idiotyczna historia o hipnotyzerze mogła skończyć się semantyczną wpadką) przestało tę komunikację zakłócać. Przyznam, że potem było tylko lepiej. Ale ilu z nas ma okazję do spotkań, w czasie których osoba z niepełnosprawnością obdarzona ogromnym dystansem niczym saper rozbraja paraliżujący nas czasem strach, niewiedzę, albo i poprawność polityczną?Kuba Rafalski wyrusza ze swoim stand-upemDlatego tak się cieszę, że Rafalski niczym kaznodzieja wyrusza w Polskę ze swoim stand-upem i daje nam lekcje o tym, że język może i jest ważny, ale jeszcze ważniejsze są intencje, próba wyleczenia się ze strachu, próby przełamywania barier, ale nie tylko architektonicznych, także tych wyrastających między ludźmi, tych dotyczących ich komunikacji.Czytaj też: Wyjechała do Dubaju, by pozbyć się… polskiej poczciwościAle jest w historii Kuby Rafalskiego jeszcze coś, co z jednej strony napawa optymizmem, a z drugiej każe się zastanowić nad sytuacją osób z niepełnosprawnościami w ogóle.Stand-uper mówi wprost, że w jego życiu tej komediowej formy artystycznej jest dziś więcej, niż pacjentów przychodzących do niego w ramach psychoterapii. Bo przecież Rafalski jest psychoterapeutą, psychotraumatologiem. Mój gość w podcaście wyznał: – Wykonując zawód psychoterapeuty, nie miałem źle. Ale stand-up jest bardzo opłacalny. Mogę zapewnić sobie bezpieczną przyszłość.Wyznał też, że temat „przyszłości” niegdyś spędzał mu sen z powiek.I ta „bezpieczna przyszłość” każe mi się zatrzymać.Tak bardzo chciałabym, byśmy z rozmowy o osobach z niepełnosprawnościami akcenty zaczęli przenosić z języka (choć oczywiście też jest ważny!), na realne wsparcie i zapewnianie wszystkim bezpieczeństwa. I tu wraca m.in. temat asystencji osobistej, choć to pewnie zagadnienie na zupełnie inny tekst...Czytaj też: Jak rozwodzą się Polacy, czyli w trójkącie z… teściową