Nowy rozdział w sprawie Nord Stream. Obrońca Wołodymyra Żurawlowa w Polsce, mec. Tymoteusz Paprocki, potwierdził, że zatrzymany w środę w Chorwacji Ukrainiec, podejrzany o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream, jest jego klientem. Zdementował jednocześnie informacje, jakoby mężczyzna przebywał w Chorwacji w celach turystycznych. – Mogę potwierdzić, że w dniu dzisiejszym mój klient w procesie w Polsce został zatrzymany w Chorwacji. Nie znam powodów, dla których tam się udał, ale zakładam, że musiały być one istotne i ważne – powiedział mec. Paprocki.Jak zaznaczył, Żurawlow miał świadomość konsekwencji związanych z obowiązywaniem europejskiego nakazu aresztowania (ENA). W Polsce – jak podkreślił obrońca – był bezpieczny w związku z niemieckimi zarzutami, jednak w innych państwach europejskich nakaz pozostawał w mocy.– Mogę zdementować plotki, które pojawiły się w przestrzeni, że przebywał w Chorwacji na wakacjach. Nie jest to prawda. Jego rodzina przebywa w Polsce i również była zaskoczona faktem jego zatrzymania – stwierdził prawnik.Chorwacki sąd zdecyduje o jego losie Teraz o dalszym losie Żurawlowa zdecyduje chorwacki sąd. Będzie on oceniał, czy w świetle przepisów dotyczących ENA oraz prawa krajowego istnieją podstawy do przekazania Ukraińca niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości.Zdaniem mec. Paprockiego sprawa może mieć precedensowy charakter. Zwrócił uwagę, że niemiecki nakaz aresztowania opiera się na tych samych podstawach, które obowiązywały rok wcześniej, gdy polski sąd odmówił wydania Żurawlowa Niemcom.– Mamy do czynienia z sytuacją, w której dwa sądy różnych krajów europejskich będą oceniały tę samą sytuację, na podstawie tych samych przesłanek – ocenił.Obrońca nie chciał oceniać decyzji swojego klienta o opuszczeniu Polski. Podkreślił jednak, że jego zatrzymanie w Chorwacji otwiera kolejny rozdział sporu Żurawlowa z niemieckim wymiarem sprawiedliwości.Podejrzany o sabotaż Nord StreamNiemiecka Prokuratura Federalna poinformowała w środę, że w Puli, na zachodzie Chorwacji, zatrzymano Ukraińca podejrzanego o udział w sabotażu gazociągów Nord Stream. Chodzi o Wołodymyra Żurawlowa, którego wydania Niemcom w październiku 2025 roku odmówił Sąd Okręgowy w Warszawie. Polski sąd uchylił wówczas areszt i nakazał jego niezwłoczne zwolnienie.Żurawlow był poszukiwany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania wydanego przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe. W Polsce został zatrzymany pod koniec września 2025 roku.W lipcu 2026 roku niemiecka Prokuratura Federalna skierowała natomiast akt oskarżenia przeciwko innemu obywatelowi Ukrainy, Serhijowi K., podejrzanemu o kierowanie grupą odpowiedzialną za wysadzenie Nord Stream. Były ukraiński wojskowy został zatrzymany w sierpniu 2025 roku we Włoszech, gdzie przebywał z rodziną.Serhij K. zaprzecza udziałowi w ataku. Twierdzi, że w czasie eksplozji przebywał w Ukrainie. Po zatrzymaniu przez 11 dni prowadził strajk głodowy. Pod koniec listopada 2025 roku został przekazany Niemcom i trafił do aresztu.Do eksplozji, w wyniku której zniszczone zostały trzy z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2, doszło 26 września 2022 roku na dnie Morza Bałtyckiego, na głębokości około 80 metrów. Żurawlow również zaprzecza, by miał jakikolwiek związek z atakiem. Twierdzi, że w czasie, gdy doszło do eksplozji, przebywał w Ukrainie.Czytaj także: Atak na Nord Stream. „Sprawca wykonywał nasze polecenia”