Werbunek idzie pełną parą. Rosyjska armia ma duże problemy z werbowaniem rekrutów na wojnę z Ukrainą. Dziennie traci około 1200 żołnierzy i nie nadąża z uzupełnieniami. Dlatego coraz chętniej widzi w swoich szeregach kobiety. Według śledztwa redakcji Vot Tak na froncie zginęło już co najmniej 50 Rosjanek. Vot Tak to rosyjskojęzyczny kanał informacyjno-publicystyczny i portal internetowy Telewizji Polskiej. Dziennikarze tego ośrodka ustalili tożsamość poległych kobiet oraz sprawdzili, jak w 2026 roku rozwija się werbunek Rosjanek. Szukane są zwykle kobiety do służby w jednostkach medycznych, dronowych i łączności, a nawet w oddziałach szturmowych.Wśród kobiet zidentyfikowanych przez redakcję pięć zginęło w 2022 roku, 15 w 2025 roku, a kolejnych 12 w pierwszej połowie 2026 roku.Rosjanki werbowane na front na różne sposobyArmia Federacji Rosyjskiej chętnie widzi w swych szeregach kobiety praktycznie od pierwszego dnia „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie. Wymagania są podobne do tych, jakie spełniać muszą mężczyźni: obywatelstwo rosyjskie, wiek od 18 do 45 lat (czasami od 20 do 35 lub 40 lat), wykształcenie co najmniej średnie ogólne, kategoria zdolności do służby ze względu na stan zdrowia „A” lub „B”, brak wyroku skazującego (osoby, których skazanie uległo zatarciu lub zostało uchylone, bywają jednak przyjmowane), brak ciąży i dzieci. W niektórych przypadkach dopuszcza się posiadanie pełnoletnich dzieci. W części ogłoszeń kwestia dzieci w ogóle się nie pojawia.Ja ustalił serwis Vot Tak, Rosjanki werbowane są na różne sposoby. Na uczelniach organizowane są specjalne spotkania „zachęcające” tylko dla studentek. Mieszkankom Syberii i Uralu wyjazd na wojnę proponowały lokalne władze. W lecie 2026 roku popularny stał się nabór za pośrednictwem portalu „Gosusługi” (rosyjski odpowiednik mObywatela) albo kontaktów telefonicznych z komisariatów wojskowych. Czytaj także: Hurraoptymizm obu stron. Jak obecnie wygląda wojna w Ukrainie?Nadieżda z Kaliningradu otrzymała propozycję podpisania kontraktu za 3 mln rubli (ok. 131 tys. złotych), ale odmówiła. Kobieta przekazała Vot Tak, że po tym zdarzeniu rekruterzy już się z nią nie kontaktowali.Na wojnę w Ukrainie z kolonii karnejW Krasnojarsku, oprócz agitacji prowadzonej w placówkach edukacyjnych, ogłoszenia o naborze kobiet do jednostek wojsk systemów bezzałogowych rozwieszane są bezpośrednio na ulicach.Część Rosjanek, które trafiły na front w Ukrainie pochodziło z kolonii karnych i więzień. Nagrodą za odwagę było m.in. zatarcie wyroku. Jeden z pierwszych znanych przypadków werbunku osadzonych kobiet na wojnę miał miejsce w kolonii karnej nr 2 w miejscowości Uljanowka w obwodzie leningradzkim. Według lokalnych dziennikarzy gotowość wyjazdu na wojnę zadeklarowało tam 60 osadzonych kobiet – na front wyjechało dziesięć. Jak poinformował Vot Tak, o śmierci jednej z nich, 37-letniej Jeleny Pimonienkowej, we wrześniu 2024 roku opowiedziała jej siostra. Od maja Jelena służyła jako strzelczyni–sanitariuszka w kompanii szturmowej stacjonującej w obwodzie biełgorodzkim.Na wojnie w Ukrainie działa jednostka składająca się wyłącznie z operatorek dronów – to „Nocne Wiedźmy 2.0”, wchodzące w skład Centrum Specjalnego Przeznaczenia „Bars-Sarmat” (jednostka wojskowa nr 22179) Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.Dziennikarka Vot Tak rozmawiała z jedną z rosyjskich weteranek – Cybiną. Kobieta – operatorka dronów – zakończyła pierwszy kontrakt w maju 2025 roku, ale pożegnanie z frontem okazało się niemożliwe. – To wszystko wciąga. Niestety, już nie potrafię z tego wyjść. Przyjeżdżam do cywila i wszystko jest nie takie: otoczenie, porządek dnia, ludzie, relacje. Jakbym była nie na swoim miejscu – powiedziała Cybina korespondentce Vot Tak. Cztery miesiące później Rosjanka podpisała kolejny kontrakt na pół roku, a następnie jeszcze jeden. Niedawno zawarła nowy, już czwarty kontrakt – tym razem na rok. Weteranka przyznała jednak, że wstąpienie do wojska było błędem.Czytaj także: Drony dziesiątkują szeregi Rosjan. Takich strat jeszcze nie ponosili– Boję się mówić takie rzeczy otwarcie. Ale powiem, że rozczarowanie Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej to opinia większości (rosyjskich żołnierzy) – wyznała Cybina.Nie chce umierać z powodu wojen politykówNie jest tajemnicą, że w rosyjskiej armii problem stanowi rosnąca z roku na rok skala dezercji. Powody bywają różne: niechęć do udziału w wojnie, ale też oszustwa związane z wypłatami i przemoc fizyczna ze strony dowództwa. Sofia, instruktorka sanitarna, zaznaczyła, że została oszukana w kwestii wynagrodzenia – obiecywano jej około 80 tys. rubli miesięcznie (ok. 3,5 tys. zł). Ile faktycznie zarabia, bohaterka artykułu nie sprecyzowała. Zapytana przez dziennikarkę Vot Tak, czy zamierza przenieść się do wojsk bezzałogowych, odpowiedziała przecząco: „To też przynęta. Wysyłają na »specjalną operację wojskową« pod pretekstem służby w wojskach BSP. Młodzi ludzie giną”.– Mając 22 lata, nie mam najmniejszej ochoty umierać z powodu wojen polityków – powiedziała Sofia.Czytaj także: Rosjanie nie chcą iść na wojnę. Coraz więcej wyroków za dezercjęWiększość kobiet w rosyjskiej armii to personel cywilny, zajmujący się w praktyce pracą biurową. Na początku pełnoskalowej inwazji w strukturach Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej służyło 310 tysięcy kobiet, ale tylko 40 tysięcy z nich było żołnierkami.Jedyną oficjalną informację o liczbie kobiet uczestniczących w „specjalnej operacji wojskowej” podał w marcu 2023 roku ówczesny minister obrony Siergiej Szojgu. Mówił o 1,1 tys. kobiet pełniących funkcje bojowe.